• facebook
  • rss
  • Wiara równa się ryzyko

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    Marcin Zieliński przetarł szlak ulicznej modlitwy o uzdrowienie. I mówi: „Teraz wy”.

    Do Wieczoru Uwielbienia i Mocy Boga w katedrze warszawsko-praskiej, który 1 września miał poprowadzić Marcin Zieliński, 25-letni charyzmatyk ze Skierniewic, zostały niespełna 2 godziny. – Mamy mało czasu. Jedziemy jeszcze pomodlić się za chorą osobę – mówi pospiesznie Marcin. Wsiadamy do auta. Kierunek: szpital przy ul. Szaserów.

    Módlcie się sami

    Marcin rozpoczyna modlitwę w drodze: „Panie, daj nam się skupić na dzisiejszym wieczorze”. W samochodowych głośnikach leci „Jego miłość” zespołu TGD. Śpiewamy, modlimy się w językach, uwielbiamy Boga spontanicznie. Prosimy, żeby tak, jak dwa tys. lat temu, także dziś objawiał swoją moc, uzdrawiał... Żeby Jego miłość rozlewała się w sercach. Podczas modlitwy wyczuwalna jest Boża obecność. W szpitalnej izolatce leży pani Daniela. Staruszka ciężko oddycha. Od kilku miesięcy walczy z guzami w brzuchu. Lekarze dają jej kilka tygodni... O modlitwę nad nią poprosiła znajoma Marcina. Charyzmatyk bierze delikatnie chorą za rękę i prosi Boga o uzdrowienie, napełnienie Duchem Świętym i pokój serca. Rodzina ukradkiem ociera łzy. – Módlcie się także sami, kładźcie na nią ręce, przyzywajcie Ducha Świętego i proście o pokój serca. Pokój serca daje ulgę w chorobie – mówi na pożegnanie. Po ok. 15 minutach opuszczamy szpital. I... setki chorych. – Trzeba zorganizować jakieś zespoły modlitewne i wrócić tu z posługą – dzielę się refleksją. – Modlitwa o uzdrowienie powinna być dla katolików czymś normalnym. Pan Jezus wielokrotnie modlił się nad chorymi. Ja przetarłem szlak ulicznych modlitw o uzdrowienie. Teraz dostaję filmiki z nagranymi świadectwami od ludzi, którzy widząc chore osoby, modlą się za nie – choćby na ulicy. Nie chodzi o to, by wszędzie zapraszać Zielińskiego, ale żeby samemu zacząć się modlić – mówi Marcin. Kalendarz charyzmatyka już teraz pęka w szwach, a na umówienie czeka 300 kolejnych zaproszeń: konferencje, warsztaty, modlitwy o uzdrowienie, prywatne zaproszenia…

    Krok wiary

    Jedziemy do praskiej katedry. Do świątyni nie da się już wejść. Kilkaset osób stoi za parkanem. W środku z kolei nie ma czym oddychać. Do konfesjonałów ustawiają się długie kolejki. Niektórzy przyjechali z Krakowa, Kielc, Stalowej Woli, a nawet ze Szczecina. Według szacunków organizatorów w spotkaniu uczestniczy ok. 5 tys. osób. Mszy św. rozpoczynającej Wieczór Uwielbienia i Mocy Boga przewodniczy abp Henryk Hoser. Nauczania nie słychać na zewnątrz katedry. Ci, którzy mogą, włączyli transmisję Mszy św. przez Radio Warszawa. Z przyczyn technicznych nie można było oglądać jej na żywo przez kanał telewizji Salve TV. Po Eucharystii rozpoczyna się uwielbienie i nauczanie Marcina. Charyzmatyk wielokrotnie podkreśla, że wiara to relacja z Bogiem. Zachęca, by odkurzyć Biblię i podejmować kroki wiary. Żywej wiary. Sam przytacza wiele historii ze swojego życia, kiedy zaryzykował... Wiele z nich opisał także w swojej książce. – Wychodzę ze spożywczego, jestem na pasach i nagle – pamiętam, jak dzisiaj – słyszę w sercu głos: „Kolana pani ze sklepu”. I wiem, że to Duch Święty, bo kto inny takie dziwne rzeczy może mówić mi na środku pasów? I masz wybór: albo zrobisz to, co podpowiada ci umysł: „Nie wygłupiaj się”, albo powiedzieć: „Duchu Święty, skoro powiedziałem ci dziś: »Idę za Tobą«, to podejmuję ryzyko”. Wiara równa się ryzyko. Po czym wiesz, że wierzysz, że podejmujesz kroki wiary – mówił charyzmatyk.

    Coś się zmieniło

    Na ołtarzu wystawiony został Najświętszy Sakrament. Marcin modli się o uzdrowienie chorób układu kostnego, barków, kolan, stawów, oczu, uszu... Prosi, by sprawdzić, czy coś się zmieniło w miejscach, które dotąd bolały. Wiele osób podniosło rękę na znak, że czują zmianę. Pod ołtarz podchodzi kilkadziesiąt osób, by publicznie dać świadectwo. Wyginają chore nadgarstki, zdejmują okulary, kręcą szyją, zginają kolana, dotykają zanikających guzków. – Po modlitwie zdecydowanie lepiej widzę, a przede wszystkim lepiej słyszę. To nie jest takie 100 procent, ale jest znaczna poprawa – cieszy się 77-letnia pani Maria, trzymając w ręku okulary i aparaty słuchowe. Na ten moment czekałam cały wieczór – posługujemy modlitwą wstawienniczą. Dwójkami rozstawiamy się po całej katedrze. Chętnych do modlitwy nie brakuje. Na oko – roboty będzie do północy. Nad każdym przyzywamy mocy Ducha Świętego, prosimy o uzdrowienie z depresji, zniewoleń, natrętnych myśli, o siły i Bożą mądrość do rozwiązania rodzinnych problemów. Kończymy faktycznie przed północą. Szczęśliwi. I spełnieni. Bo zrobiliśmy to, do czego zostaliśmy stworzeni: głosiliśmy Boże królestwo!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół