• facebook
  • rss
  • Dom lalki

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 42/2017

    dodane 19.10.2017 00:00

    Reformator norweskiego teatru zaczyna od obrony kobiet. Nora dusi się kłamstwem, które popełniła z miłości.

    Widz zmęczony eksperymentami lub pseudoeksperymentami niby-artystycznymi powinien wybrać się do Teatru Polskiego na sztukę „Dom Lalki, czyli Nora” Henryka Ibsena. To spektakl, który daje szansę, by odetchnąć prawdziwym teatrem, wejść w problemy bohaterów zapędzonych (nie zawsze z ich winy) w ślepą uliczkę. Ibsen z właściwą dla siebie goryczą piętnuje hipokryzję celebrytów, dbałość o pozycję społeczno-towarzyską. Pozory i pustka – oto co wypełnia ich życie. Można wprawdzie, jak Nora, zagłuszyć tę pustkę namiastką dobrobytu, ale jak się okazuje, to za mało. Uleganie emocjom, choćby w najlepszych intencjach, okazuje się złudne. Obowiązuje przecież norma powszechnej obyczajowości. A ta za kardynalny grzech uważa także zaciągnięcie długu na ratowanie zdrowia męża. Zwłaszcza jeśli wymaga to sfałszowania podpisu.

    Nikt jej intencji nie będzie analizował. Nora brzydzi się tym kłamstwem i jednocześnie boi się potępienia męża. Jest przecież jego słodką i oczywiście bezgrzeszną lalką. Wyznanie winy nie wchodzi w grę. Pozostaje więc żyć w zakłamaniu. Motywy działania Nory: ratowanie zdrowia męża i jej wielka miłość do niego przestają się liczyć. Kiedy Nora zrozumie, że nie jest już w stanie dusić się w tym świecie pozorów, odchodzi. Dopiero wtedy do jej męża dociera, jak bardzo ją kochał. Czy jednak nie jest już za późno?

    Po obejrzeniu „Nory” w 1956 r. Adolf Rudnicki w swoich zapiskach „Niebieskie kartki” stwierdził: „Są ciosy, po których miłość już się nie podnosi”. Zdaniem Ibsena mężczyźni nie są dorośli jako partnerzy. Dlatego kobiety są dużo bardziej samotne. Gdyby wówczas, tak jak dziś, można było udać się na wspólną terapię, gdyby można było powierzyć swoje problemy Bogu, wiele małżeństw by przetrwało. A gdy związek kończy się rozstaniem, najbardziej cierpią na tym dzieci. Sztuka grana jest kameralnie. Powściągliwość interpretacji czyni bohaterów wiarygodnymi. Najtrudniejsze zadanie ma Eliza Borowska w roli Nory, ale wywiązuje się z niego bezbłędnie. Ciekawą postać stworzył Andrzej Mastalerz w roli zakochanego w Norze od lat przyjaciela domu. Niejednoznaczną przyjaciółkę Nory zagrała Anna Cieślak. Z kobiecym wyczuciem poprowadziła spektakl reżyserka Agnieszka Lipiec-Wróblewska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół