Nowy numer 40/2020 Archiwum

Numer do Pana Boga

Zagrożenia we wspólnotach. O tym, kiedy wspólnota staje się destrukcyjna, z ojcem Radosławem Brońkiem OP, dyrektorem Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Warszawie, rozmawia Agata Ślusarczyk.

Jeśli pomaga – wszystko jest na swoim miejscu. Jeśli nie, bo okazuje się, że moje zaangażowanie rodzi konflikty lub brakuje mi czasu na sprawy domowe – to sygnał, że coś jest nie tak. Kiedy wspólnota domaga się coraz większego zaangażowania – to fałszywy kierunek. Człowiek ma swoje powołanie. I jeśli jest znane, wspólnota nie powinna z nim konkurować, wprowadzając fałszywą alternatywę, np. „albo rodzina, albo wspólnota”.

A jak mają to sprawdzić studenci albo osoby, które nie odnalazły jeszcze powołania?

– Mam wrażenie, że coraz częściej można spotkać takich ludzi w Kościele, którzy przerzucają odpowiedzialność za swoje decyzje na kierownika duchowego. Mają problem z podejmowaniem decyzji, z braniem odpowiedzialności za swoje życie. Warto wówczas badać swoją motywację. Jeśli ktoś ma niezaspokojone potrzeby emocjonalne i całym sobą angażuje się w działania grupy tylko dlatego, że nie radzi sobie ze sobą, ze swoją samotnością, ze swoim głodem uczuć, to pytam: czy to jest dobre?

Czy to go nie odciąga od tego, żeby naprawdę zmierzył się ze swoim życiem, znalazł swoje prawdziwe powołanie – czy wspólnota nie jest wówczas namiastką tego, czym on tak naprawdę ma żyć? W końcu trzeba zmierzyć się z samym sobą. Ktoś może odczytać swoje powołanie do życia w samotności związane z daną grupą, ale to musi być świadomy i wolny wybór. Jeśli mamy wspólnotę, gdzie jest wiele młodych osób, to z pewnością ważnym elementem formacji powinno być wychowywanie do mądrej i odpowiedzialnej wolności.

Czemu w takim razie ma służyć wspólnota?

– O wspólnocie chrześcijańskiej można powiedzieć, że to miejsce w Kościele, w którym wspólnie odkrywamy Boga i wspólnie idziemy do Boga.

Ale każdy w swoim powołaniu. Inaczej ksiądz, osoba samotna, małżonek. W chrześcijaństwie chodzi o zwyczajne, ludzkie życie, każdego zgodnie ze swoim powołaniem, ze świadomością, że Bóg jest między nami, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”.

Ważne jest to „między”. A święty Jan powie prosto, ale dobitnie: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, że będziecie się wzajemnie miłowali”. Bo ostatecznie to prawdziwa miłość do siebie nawzajem weryfikuje chrześcijańską, a tak naprawdę każdą wspólnotę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama