GN 45/2018 Archiwum

Głód Starego Miasta

Marta stanęła w cieniu katedry. Ta każdym fragmentem wyrąbywała drogę do nieba

Łzy spływały Marcie po policzkach. Żłobiły koryta w wyschniętej twarzy jak potoki. Te łzy wzbierały każdego poranka, popołudnia i wieczoru. W końcu tamy powiek runęły. Tej goryczy nie wycisnął żaden ból fizyczny, ani nagły wypadek. To było coś gorszego, chyba świadomość, że nawet umrzeć nie można. Bezsilność, która w tej napiętej jak wskazówka zegara chwili skumulowała się, natarła jak wrogie siły sprzymierzone. Bezradna, samotna i światu do niczego niepotrzebna. Chyba tylko, żeby jakiś nieszczęśnik mógł się pocieszyć: „ta to ma gorzej”, kościarka[2]. Może w tym sensie była dla świata darem, krzepiącą serca głupie męczennicą? Ale cóż to za pożytek? Byłaby się chyba rzuciła z mostu Kierbedzia[3], gdyby nie mała Lilka. Dziewczynka czekała w małej i ciemnej jak czarci loch izbie na poddaszu staromiejskiej kamienicy. Czekała każdego dnia. Dziesięć godzin, dwanaście, a czasem i dobę aż mama wróci z miasta. Z miasta na zewnątrz. Z miasta, które kiedy musi to wzywa Marysię z Piwnej, Helenkę z Krzywego Koła albo inną córkę szewca z Rybaków, co by przy dzieciach pomogła, mieszkanie oprzątnęła, zakupy zrobiła. Szło to takie nieletnie z zapomnianego staromiejskiego świata na salony Warszawy. Szczęśliwe jakby samego Jezu Krysta za bose stopy złapało. Marty na salony, nawet za liche pięć złotych nikt prosić nie chciał. Chodziła więc na Rynkową i plac Żelaznej Bramy do kupców, straganiarzy. Ci już od trzeciej rano wystawiali majdan. Każden jeden: badylarz, czy inny baron mięsny aż zza Annopola niczym pan błękitnokrwisty Martę do najohydniejszych sprawunków zaprzęgał. Ona, warszawianka z serca stolicy, usługiwała tej „gnojowej arystokracji” co wozem drabiniastym zjechała na handel. Za dzień dobrowolnej niewolniczej posługi uzbierała worek podgniłych jabłek, pełne kieszenie grochu i różnych ochłapów inszych płodów rolnych.

Tych łez Lilka zobaczyć nie może. Marta przystanęła w cieniu katedry. Ta rosła wysoko. Każdym fragmentem wyrąbywała drogę do nieba. Wyrzynały się pionowo strzeliste sterczyny. Cała bryła gotowa była do lotu. U stóp katedry dusza Marty jeszcze bardziej karlała. Cień świętego gmaszyska wwiercał ją w trotuar. Z ludźmi już nie walczyła. Ale z Bogiem miała swoje rachunki. Podniosła wzrok. Ten, lotem błyskawicy pomknął ponad wieżą daleko w przestworza. Nie był to wzrok zuchwały. Raczej retoryczne pytanie.

Niebo milczało. Katedra stała niewzruszona. Wydawało się jednak, że nieco zwiotczała, jakby lot odkładała na zaś. Był to twór architektonicznie dziwny. Neogotyk angielski. Skąd taki u Słowian? Marta nie mogła wiedzieć. Adam Idźkowski[4] miał różne pomysły. W 1828 roku proponował „projekt drogi pod rzeką Wisłą dla połączenia Warszawy z Pragą”. Osiem lat później zabrał się za kościół świętojański. Ten, bez dąsów, w miejsce barokowej fasady przywdział strój neogotycki, niczym angielski prochowiec. Po II wojnie światowej zrzuci go razem ze stelażem murów. Z gruzów podniesie się już jako gotyk wiślano-bałtycki, narodowy, polski.

W środku migotało mętne światło. Marta podniosła z chodnika tobołki i przekroczyła próg świątyni. Wołana przez nikogo, bo też nikogo poza nią nie było. Głos jednak przybierał na sile. Rozchodził się po całym, umęczonym ciele kobiety. Ta stała wprost kaplicy Baryczków. Ludzkie włosy na głowie i brodzie Cudownego Chrystusa[5] zdawały się rosnąć z każdą sekundą. Kobieta przysiadła. Sen przyszedł jak noc w środku dnia...

 Piotr Otrębski



[2] W dawnej Warszawie kościarkami nazywano kobiety, które skupowały kości zwierzęce, po czym sprzedawały je produkującym klej kostny. Były to zwykle kobiety z marginesu społecznego, często byłe prostytutki.

[3] Most na Wiśle wybudowany w latach 1859–64. Zniszczony przez Niemców w 1944 roku. Po wojnie na ocalałych filarach osadzono most Śląsko-Dąbrowski.

[4] Architekt żyjący w latach 1798–1879. Autor m.in. przebudowy pałacu Saskiego i katedry św. Jana Chrzciciela.

[5] Średniowieczna figura, znajdująca się w kaplicy Baryczków w archikatedrze. Rzeźba posiada ludzkie włosy na głowie i brodzie. Słynie z łask.

 

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy