Nowy numer 43/2020 Archiwum

Łączek w Warszawie jest wiele

Historia. Teraz to szkolny dziedziniec, przedszkole, szpital, budynek mieszkalny ze sklepem na parterze... W miejscach, gdzie nawet się nie spodziewamy, po wojnie katowano polskich patriotów. Czasami wystarczy zejść do piwnic, by tragiczna przeszłość przemówiła.

Szary, masywny dom przy ul. Strzeleckiego 8 na Pradze niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ot, kamienica z lat 30., odzyskana niedawno przez spadkobierców przedwojennego właściciela – prezesa Związku Ziemian, który nie zdążył nawet w niej zamieszkać, bo wojna zastała ją w stanie surowym. Teraz zwyczajny dom mieszkalny. Ale w jego piwnicach do dzisiaj zachowały się inskrypcje wydrapane przez więźniów na ścianach: nazwiska, daty, więzienny kalendarz i wezwania: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”, „Śmierć naszym wybawieniem”. Jedną z kilkunastu piwniczek nadal zamykają drewniane drzwi z napisem wymalowanym czarną farbą: „Cela nr 6”.

Przybywa miejsc na mapie

Na przełomie 1944 i 1945 r. dom przy Strzeleckiej stał się kwaterą główną NKWD w Polsce, a potem aresztem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W pokojach na piętrach, nocą – przy włączonej głośno muzyce, żeby nie było słychać jęków i krzyków – wyjątkowo brutalnie przesłuchiwano żołnierzy ruchu niepodległościowego. W piwnicach więziono aresztowanych i – jak donosił raport siatki wywiadowczej WiN – codziennie dokonywano egzekucji. Zygmunt Domański w książce „Ślady zbrodni” wspomina skatowanych na śmierć współwięźniów, których ciała zakopywano „gdzieś w głębi piwnic”. Instytut Pamięci Narodowej, który zabiega o upamiętnienie miejsca kaźni przy Strzeleckiej, przypuszcza, że tajne pochówki odbywały się również na dziedzińcu. Miejsc, w których mogą znajdować się szczątki zamordowanych po wojnie działaczy niepodległościowego podziemia, w samej Warszawie wyznaczono kilkadziesiąt. Oprócz nich: w Pruszkowie, Rembertowie, Mińsku Mazowieckim, Grójcu, Wyszkowie, Pułtusku...

– Można przypuszczać, że praktycznie wszędzie tam, gdzie stacjonowała polsko-sowiecka bezpieka, dokonywano tajnych pochówków osób, które nie wytrzymały tortur, przesłuchań, i tych, którzy zostali straceni – mówi dr Tomasz Łabuszewski z IPN, koordynator projektu „Śladami Zbrodni”. Prezes IPN dr Łukasz Kamiński zaś dodaje: – Mam nadzieję, że chociaż w kilku z nich powstaną muzea poświęcone pamięci ofiar komunistycznego terroru. Jesteśmy to winni dziesiątkom tysięcy więzionych, torturowanych i zamordowanych.

Ekshumacje na boisku?

Będące zawsze w czołówce rankingów nauczania VIII Liceum Ogólnokształcące im. Władysława IV należy do najstarszych szkół średnich w stolicy, ale o powojennej historii w internetowym kalendarium informuje lakonicznie: „1946 – powrót szkoły do budynku, który jest zdewastowany”. Jeden z jej ówczesnych uczniów, Andrzej Pytlak, zapamiętał, że okna wychodzące na boisko były zamalowane szarą farbą, drzwi na dziedziniec zabite deskami, uczniom nie wolno było wejść na boisko, brama od ul. Jagiellońskiej była zamknięta i pilnował jej strażnik. „To było strasznie strzeżone miejsce” – wspomina. On jednak ze swej ławki przy oknie, przez szparę w odklejonej farbie, widział pośrodku boiska drewniany budynek, otoczony płotem z drutu kolczastego. Po mundurach poznał, że pilnują go radzieccy żołnierze. Co jakiś czas wywlekali z niego ludzi, którzy „szli jak kalecy, po prostu nie mogli iść”. Do 1946 r. w części gmachu szkoły działał Trybunał Wojenny Armii Czerwonej. Lech Kubiaka, syn ówczesnego wicedyrektora szkoły, który wraz z rodzicami mieszkał w części administracyjnej szkoły, pamięta nocne krzyki dochodzące z niższych pięter. W piwnicach szkoły zachowały się jeszcze drzwi z „judaszem”, zamykające jedną z więziennych cel. – To nie były działania paru degeneratów z urzędów bezpieczeństwa. Ów terror i zbrodnie były wpisane w tryb tzw. utrwalania władzy ludowej w Polsce. W wielu miejscach jeszcze krew nie obeschła po ofiarach zbrodni niemieckich, kiedy sowieci zaczynali tam mordować polskich patriotów – podkreśla Łabuszewski. Historyk szacuje, że ostateczna liczba ofiar komunistycznych zbrodni w Polsce może sięgać nawet 50 tys. Liczbę aresztowanych z powodów politycznych w pierwszych powojennych latach ocenia się na ok. 250 tys. osób.

Doły z Ostrówka

W 1944 r. NKWD utworzyło obóz przejściowy na skraju lasu, w willowej miejscowości Ostrówek k. Wołomina. Dla ok. 400 aresztowanych żołnierzy AK, NSZ i BCh wykopano pięć podłużnych ziemianek, nakrytych okrąglakami. „A to była zima. W środku zbite z balików były prycze i gdzieniegdzie była rzucona garstka słomy. Wiem to stąd, że po likwidacji obozu zostało to wszystko, a my – jak to dzieciaki – biegaliśmy po tym – wspomina Maria Grylewicz, mieszkanka Ostrówka. Obóz w Ostrówku otoczono drutem kolczastym i miejscowi nie mogli się do niego zbliżać. W pobliskiej willi Niedzielskiego, gdzie kwaterowało dowództwo obozu przejściowego, zamieniono ciasną piwnicę z ziemniakami na więzienie. Po likwidacji obozu zatrzymanych wywieziono do tymczasowego obozu, utworzonego na stadionie w Sokołowie Podlaskim, a stamtąd wagonami towarowymi wyjechali do Związku Radzieckiego. W lesie w Ostrówku nadal można zobaczyć długie wgłębienia po ziemiankach. Ich ofiary upamiętniono pomnikiem. Podobny obóz zorganizowano w Anastazewie (w powiecie wyszkowskim). Tam więźniów stłoczono w dołach wykopanych na polu między gospodarstwami Pocentych i Katnerów. Doły przykryto drutem kolczastym. Teraz w tym miejscu jest łąka, po dawnej tragedii nie ma śladu. Nieznane są natomiast miejsca pochówku ofiar obozu przejściowego, urządzonego na terenie szpitala w Tworkach. Wiadomo tylko, że więźniów przetrzymywano w fatalnych warunkach, panował wśród nich dur brzuszny i czerwonka. Tych, którzy nie przetrzymali, zamęczonych w trakcie przesłuchań i rozstrzelanych, chowano nocą w zbiorowych mogiłach na tworkowskim cmentarzu i w Lasach Chlebowskich.

„Jezu, uratuj”

Śladów komunistycznych miejsc kaźni z roku na rok ubywa, najszybciej po 1989 r. Nowi właściciele budynków nie wiedzą o jego tragicznej przeszłości albo wiedzieć nie chcą, bo koliduje to z ich planami. Wiele budynków wyburzono, a na ich miejscu postawiono apartamentowce, inne wyremontowano, usuwając przy okazji więzienne inskrypcje i inne dowody mordów, w jednej z piwnic urządzono lokal z dyskoteką. Ale zdarzają się też tacy, jak Jolanta Piekarska – właścicielka willi, w którym znajdowała się pierwsza siedziba Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego we Włochach, od której rozpoczął się IPN-owski projekt odnajdywania i upamiętniania miejsc represji komunistycznych. Kiedy J. Piekarska odzyskała zagrabiony budynek, odnalazła w piwnicach świadectwa zbrodni, których tam dokonywano. Stoczyła prawdziwą wojnę z instytucjami, żeby utworzyć w nim muzeum. Od jednego z urzędników usłyszała, że pewnie sama wyryła napisy na ścianach, żeby teraz wyciągnąć z urzędu pieniądze. Ostatecznie na budynku zawisła tablica upamiętniająca ofiary, które w nim zginęły. Do końca roku ma być gotowa „Czerwona mapa Warszawy”, przygotowywana przez stołeczny oddział IPN, z informacjami o miejscach kaźni w stolicy, także tych odkrytych już po zakończeniu pracy nad przewodnikiem „Śladami zbrodni”.• Wspomnienia cytowane w artykule pochodzą z albumu „Ślady zbrodni”.

Szukamy ofiar i rodzin

Prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący ekshumacjami na powązkowskiej „Łączce” – Wszędzie tam, gdzie były siedziby aparatu represji, gdzie zabijano ludzi, a szczątki chowano, wejdziemy i zbadamy teren. Ale nie da się tego zrobić szybko ze względu na skalę – staramy się znaleźć i zidentyfikować kilkaset osób. Do tej pory na Powązkach wydobyliśmy szczątki 117 osób. Ustaliliśmy tożsamość kilku. W marcu podamy do publicznej wiadomości nazwiska kolejnych ofiar. Identyfikacja jest procesem złożonym i długotrwałym, nie chcemy bowiem ogłosić, że znaleźliśmy szczątki rtm. Witolda Pileckiego czy gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, a potem się z tego wycofywać. Brakuje nam materiału genetycznego do porównań, dlatego apelujemy o zgłaszanie się tych wszystkich, którzy dotychczas nie wiedzieli o poszukiwaniach miejsc pochówków ofiar terroru komunistycznego i nie wiedzą o tym, że istnieje możliwość odnalezienia ich bliskich. W tym roku dokończymy ekshumacje na „Łączce” i jesienią przeniesiemy się na Służew.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama