Nowy numer 42/2020 Archiwum

Ruszył proces ws. Marszu Niepodległości z 2013 r.

Przed warszawskim sądem rozpoczął się w środę proces organizatora ubiegłorocznego Marszu Niepodległości Witolda Tumanowicza. Został on obwiniony m.in. o świadome nierozwiązanie demonstracji mimo trwających burd. Tumanowicz nie przyznaje się do winy.

Sprawa dotyczy demonstracji z 11 listopada 2013 r. Doszło wtedy m.in. do starć przed skłotami na ul. ks. Skorupki i ul. Wilczej oraz przy skrzyżowaniu Goworka i Puławskiej, gdzie obrzucono kamieniami policjantów. Spłonęły też budka wartownicza przy ambasadzie Rosji i instalacja "Tęcza" na pl. Zbawiciela. Policja zatrzymała ponad 70 osób.

Stołeczny ratusz na żądanie policji rozwiązał zgromadzenie, ale mimo to marsz był kontynuowany. Kilka dni później policja przesłała do sądu wniosek o ukaranie Tumanowicza, który jest prezesem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i kandydatem Ruchu Narodowego do PE na Mazowszu, a 11 listopada 2013 r. był formalnie przewodniczącym zgromadzenia.

Tumanowicz został obwiniony o to, że umyślnie nie zażądał opuszczenia zgromadzenia przez osoby zakłócające porządek ani nie zwrócił się w tej sprawie o pomoc policji. Zdaniem policji także umyślnie nie rozwiązał zgromadzenia, mimo że w jego trakcie dochodziło do łamania prawa (prawo nakłada na organizatora taki obowiązek). Tumanowicz został też obwiniony o przewodniczenie zgromadzeniu mimo jego rozwiązania.

Te czyny to wykroczenia. Grozi za nie grzywna, kara ograniczenia wolności lub do 14 dni aresztu.

W środę przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia Tumanowicz nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W obszernych wyjaśnieniach zaznaczył, że nie działał umyślnie. "W żadnym momencie marszu nie widziałem powodu do rozwiązania zgromadzenia" - powiedział. Podkreślił, że taka decyzja mogłaby spowodować zamieszki.

Tumanowicz mówił m.in., że odpowiadał tylko za to, co działo się w kolumnie marszu, a nie poza jego trasą - np. na ul. Skorupki i pl. Zbawiciela. Zwracał jednocześnie uwagę, że osobiście interweniował przy ul. Skorupki i nie jest w stanie powiedzieć, czy osoby, które uczestniczyły tam w burdach, odłączyły się od demonstracji.

Organizator marszu podkreślał, że złożona z kilkuset wolontariuszy straż marszu miała chronić uczestników i zwracać uwagę na przestrzeganie prawa, szczególnie zakazu używania środków pirotechnicznych na demonstracji. O nieużywanie petard i rac organizatorzy apelowali też przez nagłośnienie.

Tumanowicz zaznaczył, że od momentu, gdy dostał informację z ratusza o rozwiązaniu marszu, starał się działać tak, by ludzie bezpiecznie się rozeszli, m.in. na inne zgromadzenie zorganizowane przez narodowców na Agrykoli. Stąd - argumentował Tumanowicz - nie można mówić o nielegalnym zgromadzeniu, bo po prostu ludzie dużą grupą przemieszczali się z rozwiązanego Marszu Niepodległości na Agrykolę - jedyną możliwą drogą, czyli tą samą trasą, którą miał iść marsz.

Kolejne rozprawy, na których będą przesłuchiwani świadkowie, sąd wyznaczył na połowę czerwca.

Wcześniej, 22 maja, przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie ma odbyć się rozprawa ws. rozwiązania marszu. Po tym, jak wojewoda mazowiecki podtrzymał decyzję władz stolicy o rozwiązaniu zgromadzenia, skargę do sądu złożyli narodowcy. Domagają się uchylenia decyzji.

W środę na wniosek obrońcy Tumanowicza mec. Marcina Wawrzyniaka stołeczny sąd rejonowy zwrócił się do WSA o przesłanie akt toczącej się tam sprawy.

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama