Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zapatrzeni w Maryję

Rok Życia Konsekrowanego: marianie. Wchodzących na parafialny teren na Stegnach, szczelnie otoczony kilkudziesięcioma wieżowcami, wita… pianie koguta. Ale to z pewnością nie ten, który obwieszczał, że św. Piotr wypiera się Jezusa.

Dwa króliki i kilka kurek leniwie przeciągają się w majowym słońcu. To atrakcja dla najmłodszych, którzy po Mszy św. ciągną rodziców do klatek przy kościelnym ogrodzeniu. Za nim rozciąga się jeden z trzech klasztorów mariańskich w stolicy. Kim są duchowi spadkobiercy założyciela bł. o. Stanisława Papczyńskiego i bł. Jerzego Matulewicza, obecni na Mokotowie, Żoliborzu i Pradze-Północ?

Ku czci Niepokalanego Poczęcia

Do przestronnego kościoła przy ul. Bonifacego 9 prowadzą drzwi z 12 scenami maryjnymi i napisem: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, pochodzącym z inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. Zainstalowane z okazji 150. rocznicy dogmatu o Niepokalanym Poczęciu wiele mówią o historii zakonu, który prowadzi duszpasterstwo na Stegnach. Niektórzy parafianie mogą jednak nie odczuć, że odpowiedzialność za swój duchowy rozwój składają w ręce zakonników. Ojcowie strojem nie odróżniają się bowiem od księży diecezjalnych. A przecież ich charyzmat jest bardzo wyraźny i odciska piętno na każdej z trzech ich stołecznych parafii. – Po pierwsze wyraża się on w duchowości i postawie maryjnej, co widać już w naszej nazwie: Zgromadzenie Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia NMP. Marianie mają czcić Maryję własnym życiem i głosić Jej chwałę innym, poprzez przybliżanie Jej cnót, by w ten sposób ukazywać Boga bogatego w miłosierdzie – tłumaczy ks. Adam Stankiewicz, rzecznik zgromadzenia, który studiował mariologię w Rzymie. Założyciel marianów, bł. o. Stanisław od Jezusa Maryi Papczyński (1631–1701) ideę maryjności zaczerpnął z pewnością z własnego doświadczenia i pobożności polskiego ludu. A ponieważ bezustanne wojny XVII w. oraz idące z nimi w parze liczne epidemie pochłaniały wiele ofiar, o. Papczyński starał się też troszczyć o dusze czyśćcowe, czyli tych, którzy odchodzili z tego świata niezbyt dobrze przygotowani do wieczności. W roku 1699 zakon otrzymał zatwierdzenie papieskie na podstawie Reguły Dziesięciu Cnót NMP, które symbolizowała przez lata decymka przy pasie zakonników, czyli 10 czarnych paciorków różańca. Do czasu odnowienia zgromadzenia przez bł. Jerzego Matulewicza marianie nosili również białe habity.

Mazowieckie ślady

Zakon, którego początki związane są z Mazowszem – pierwszy klasztor powstał i do dziś istnieje w Puszczy Mariańskiej – był pierwszym zgromadzeniem męskim na ziemiach Polski, którego założycielem był Polak. I pierwszym na świecie, którego nazwa wiązała się z przyjętym dopiero dwa wieki później dogmatem o Niepokalanym Poczęciu Maryi (1854 rok). Kilka lat później marianie zostali zaproszeni przez biskupa poznańskiego Stefana Wierzbowskiego do zakładanej przez niego Nowej Jerozolimy, dzisiejszej Góry Kalwarii, gdzie znajduje się grób założyciela. Zgromadzenie po śmierci o. Papczyńskiego przechodziło różne etapy, łącznie z groźbą zaniku. Początkowo liczbę zakonników ograniczała surowa reguła, później także represje zaborców. Wprawdzie w II połowie XVIII wieku, za sprawą sługi Bożego o. Kazimierza Wyszyńskiego, przybyło mariańskich placówek, nawet w Portugalii czy Rzymie, ale przed rokiem 1864 zakon posiadał już tylko 55 członków w 7 klasztorach na terenie Królestwa Polskiego, a w 1908 r. w ostatnim mariańskim klasztorze w Mariampolu na Litwie pozostał przy życiu tylko jeden. Ojciec generał Wincenty Sękowski (1840–1911) kazał sporządzić dwie trumny: jedną dla siebie, drugą dla zgromadzenia. Po raz kolejny jednak okazało się, że idee założyciela i wola Opatrzności były silniejsze od przeciągów historii. Odnowicielem marianów został Jerzy Matulewicz, profesor i wicerektor Akademii Duchownej w Petersburgu, późniejszy biskup wileński, ochrzczony i wychowany w Mariampolu, który na ręce o. Sękowskiego złożył śluby zakonne. Nowe Konstytucje bł. Jerzego Matulewicza posiadały dwie cechy: były możliwe do realizowania w ukryciu (zakonnicy bowiem zaprzestali nosić jakiekolwiek zewnętrzne oznaki swego powołania: księża przywdziali zwykłe sutanny, a bracia zakonni – strój świecki), apostolstwo zaś przystosowały do nowych potrzeb Kościoła.

Poszli na (prawie) cały świat

W 1915 r. kard. Aleksander Kakowski podarował marianom pokamedulskie eremy oraz kościół w Lesie Bielańskim. Zakonnicy pod kierunkiem bł. Jerzego Matulewicza zorganizowali tu wkrótce nowicjat, seminarium, sierociniec i szkoły, ale komuniści siłą ich wywłaszczyli w 1954 roku. Odnowiciel zakonu zadbał również o niewielki kościółek powstały z kaplicy pałacu myśliwskiego króla Jana III Sobieskiego, dziś znany jako kościół na Górce, o który do dziś troszczą się marianie. Gdy w 1927 r. umarł o. Matulewicz, zgromadzenie liczyło 319 członków w 13 domach. W okresie II wojny światowej, a potem w czasach komunizmu kilkudziesięciu marianów życiem i cierpieniem przypłaciło swoją apostolską posługę. – Dziś nasza wspólnota, choć obecna między innymi w Kazachstanie, Brazylii, Filipinach, Indiach, Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Wielkiej Brytanii, Afryce i na wschodzie Europy, nie przekracza 500 osób. Z tego połowa to Polacy – mówi ks. Adam Stankiewicz, który kieruje także zakonnym wydawnictwem PROMIC. Na Stegny marianie trafili w 1978 roku. Budynki przy ul. Bonifacego, oprócz dwupoziomowego kościoła parafialnego z połowy lat 80., kryją dziś także dom zakonny, Kurię Prowincjalną Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Marianów, wspominane już powyżej wydawnictwo, które wydaje popularny miesięcznik „OREMUS” i „Słowo Wśród Nas”. Odrębny budynek, za charakterystyczną 56-metrową dzwonnicą, zajmuje Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich. SPM skupia ludzi świeckich, którzy starają się żyć charyzmatem zgromadzenia, a jednocześnie pomagają marianom w realizacji ich misji poprzez modlitwę i ofiary. Marianie są obecni ponownie w Górze Kalwarii od roku 1952. Mocą dekretu kard. Stefana Wyszyńskiego objęli tam całość pracy duszpasterskiej w kościele parafialnym pw. Niepokalanego Poczęcia NMP oraz w kościołach filialnych: Wieczerzy Pańskiej na Mariankach, Podwyższenia Krzyża Świętego „na Górce”, kaplicy Zwiastowania NMP w Domu Pomocy Społecznej i sanktuarium św. Antoniego. W całej Polsce zakonnicy mają 18 domów i seminarium w Lublinie, w którym do kapłaństwa przygotowuje się kilkunastu kandydatów.

Na straży życia

W samej Warszawie marianie posługują w trzech parafiach: oprócz Stegien także na Pradze-Północ, gdzie prowadzą hospicjum domowe i rozwijają duszpasterstwo narzeczonych i małżeństw (parafia Matki Bożej z Lourdes) oraz na Marymoncie (parafia Matki Bożej Królowej Polski). Z powodzeniem realizują w nich swój trzeci, obok maryjnego i eschatologicznego (modlitwa za zmarłych), charyzmat apostolski. To samo czynią w sanktuarium w Stoczku Warmińskim, sanktuarium licheńskim, gdzie ostatnio przy Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym powstała poradnia alternatywnej wobec in vitro naprotechnologii, czy na Ealingu w Londynie, gdzie prowadzą polską parafię pod wezwaniem NMP Matki Kościoła. Co jeszcze robią marianie? Wielu z nich udziela się w mediach: tradycyjnych i społecznościowych. Są cenionymi spowiednikami i rekolekcjonistami. Szczególnym pozdrowieniem lub inaczej wezwaniem bliskim każdemu marianinowi stanowią słowa: „Niepokalane Poczęcie Maryi Dziewicy niech nam będzie zbawieniem i obroną”. – Dziś dla mnie dogmat o Niepokalanym Poczęciu posiada nowy wymiar: oprócz przybliżania ludziom postaci i osoby Niepokalanej stanowi szczególne wezwanie do troski o własną świętość i ludzi mi powierzonych, prawda ta skłania również do stania na straży każdego życia od jego początku, aż po jego kres. Dlatego zrozumiała staje się m.in. działalność marianów w dziedzinie obrony życia, a więc także poradnictwa w dziedzinie naprotechnologii czy praca hospicyjna. W Licheniu rozwija się również dynamicznie działalność rekolekcyjna skierowana do osób przeżywających m.in. kryzysy duchowe, ale także do tych, którzy przeżywają żałobę czy pragną się dobrze przygotować do spowiedzi świętej. Istnieje również możliwość skorzystania z nauk rekolekcyjnych dotyczących problemów związanych ze syndromem poaborcyjnym – mówi rzecznik zgromadzenia. Mało kto wie, ale podczas beaty-  fikacji o. Stanisława Papczyńskiego w Licheniu (2007 rok), jego relikwie niósł chłopiec, o którym lekarze orzekli, że zmarł w łonie swojej matki. Gdy chciano usunąć martwe dziecko, zdumieni lekarze stwierdzili, że jego serce znowu zaczęło bić. W tym czasie chrzestny kobiety modlił się słowami nowenny za wstawiennictwem o. Papczyńskiego, wypraszając w ten sposób łaskę u Boga.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama