Nowy Numer 21/2019 Archiwum

By coś w życiu zmienić

Każdy krok piekielnie palił. Ale ból uczy pokory i pomaga zrozumieć, za jak wielką cenę zostaliśmy odkupieni.

Z salwatoriańskiej parafii św. Michała Archanioła w Piastowie na Ekstremalną Drogę Krzyżową do Góry Kalwarii 12 kwietnia wyruszyło ponad 100 osób. Do pokonania mieli 44 km. – Od pięciu lat organizujemy EDK w naszej parafii. Uczestniczą w niej nie tylko parafianie, ale także osoby z okolicznych miast, a także wielu pątników z Warszawy – mówią organizatorzy. Ruszyli po Mszy św. Kaznodzieja życzył im, by w ekstremalny sposób łączyć się z męką Chrystusa. Trasa początkowo wiodła miejskimi ulicami. Potem po ubitych traktach, piaszczystych drogach i groblach. Był też 7-kilometrowy odcinek przez las.

– Co i raz sprawdzaliśmy mapę, żeby nie pobłądzić. Niestety, kilkukrotnie nadrabialiśmy kilometry – mówi jedna z pątniczek. Wszystkich obowiązywała cisza. Maciej Zawiślak na trasę św. Michała do Góry Kalwarii szedł po raz piąty. Za każdym razem nocna wędrówka jest dla niego dużym przeżyciem. – Mogę odciąć się od codzienności i zastanowić nad swoim życiem – mówi. Każdą stację Drogi Krzyżowej ofiarował w innej intencji. Najtrudniej było mu pokonać ponad 40-kilometrową trasę za pierwszym razem. Ostatnie kilometry były prawdziwą Kalwarią – ból palca sprawiał, że palił go każdy krok. – EDK nauczyła mnie pokory do siebie samego i do tego, czego doświadczam w życiu. Kiedy przejdzie się te 40 km z bolącymi nogami, bardziej można docenić to, co zrobił dla nas Jezus – przyznaje.

Trud ekstremalnego pielgrzymowania poznała także pątniczka Alina. Rok temu szła z kontuzją kręgosłupa. W ręku trzyma własnoręcznie zrobiony krzyż z wygrawerowanymi datami pięciu ekstremalnych wędrówek. – Ta forma modlitwy w drodze bardzo mi odpowiada. Mam czas przemyśleć wiele spraw. Jest to także doświadczenie obecności Boga – mówi. Noc była w miarę ciepła. Ale na dłuższe postoje trudno sobie było pozwolić – rozgrzany marszem organizm szybko się wychładza. Nad ranem zaczął padać śnieg z deszczem. Ze zmęczenia robiło się chłodno. Markowi Dziurze, który na EDK wybrał się po raz trzeci, z godziny na godzinę szło się coraz trudniej. Senność dawała się we znaki. Młody chłopak uciął sobie kilkunastominutową drzemkę na przystanku. – Poczułem się po niej jak nowo narodzony. Dostałem siły na dokończenie EDK – cieszy się.

Bardzo zależało mu, by dojść do celu – przezwyciężając niemoc, ból i cierpienie, by umocnionym wrócić do codziennych wyzwań. Do kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP w Górze Kalwarii ostatni pielgrzymi dotarli ok. godz. 9. Niektórzy z pątników właśnie wychodzili wtedy ze Mszy św. Zmęczonym krokiem. Ten czy ów kuśtykał... – Najtrudniejsza chwila? Kiedy przychodzi się na miejsce. Zostawia się swój krzyż i nie wiedzieć czemu, łzy cisną się do oczu – mówi Magdalena Rybicka z Raszyna. Dla ekstremalnej pątniczki EDK to przygotowanie do Świąt Wielkanocnych. – W tej drodze chodzi o to, by samemu zmagać się ze sobą, a przez to zmienić swoje życie – przyznaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL