Nowy numer 46/2019 Archiwum

Cierpiała za kapłanów. Będzie sługą Bożą?

Nosiła stygmaty jak o. Pio, żywiła się Komunią św. jak Marta Robin, z polecenia Jezusa pisała dziennik jak s. Faustyna i niczym Mała Tereska obiecała zesłać po śmierci na ziemię płatki kwiatów – wyproszonych łask.

Siostra Aleksandra Więcek CSA, która z s. Wandą Boniszewską spędziła kilka lat w domach zgromadzenia w Częstochowie i Chylicach, pamięta jej zwyczajność. – Wyróżniała się tylko na modlitwie.

Pamiętam, jak pochylona godzinami klęczała w kaplicy. Nas już bolały kolana, a ona zatapiała się w rozmowie z Panem, jakby nieobecna – dodaje. W Watykanie złożono już prośbę o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego s. Wandy. To właśnie niepozorną, chorowitą siostrę ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów Jezus wybrał do ciężkiej walki o zagrożone dusze kapłanów, zakonników i zakonnic.

Miejsce księży jest na krzyżu

Miała wizję: „Krzyż krwawy. Na krzyżu rozpięty Zbawiciel – ledwo dostrzegalny – i kapłan. Za krzyżem obłoki lśniące, białe, bez ograniczenia końca ani też początku. Spod obłoków głębszych wydostaje się światło oślepiające i trudne do określenia, chyba zachód czy wschód słońca, ale jeszcze bardziej jasne. Światło to pada na kapłanów. Kapłani wraz z zakonami, nasyceni tym światłem, zawisają na krzyżu z miłości i dla miłości. Konają w Nim”. „Odwracają się kapłani do światowych złudzeń, wyrywają się z mego serca” – skarżył się Pan Jezus Wandzie w 1947 r. Często mówił, jak ranią Go niegodziwości umiłowanych osób duchownych, ale też zapewniał o miłosierdziu dla tych, którzy do Niego powrócą.

Słowa te siostra skrupulatnie notowała w dziennikach, pisanych od 1935 r. z polecenia Pana. Zapiski ocalały, bo mający do nich wgląd i dostrzegający wagę objawień spowiednicy je przepisywali. Tyle lat minęło, kartki pożółkły, a słowa Jezusa – na ten czas. Wynagradzając za grzechy księży i zakonów, za niewierność, oziębłość, bylejakość w posłudze, zwłaszcza przy sprawowaniu Eucharystii, s. Wanda przyjmowała poniżenia, niezrozumienie, ciężkie choroby i ataki szatana (również fizyczne). Ofiarowała w tej intencji cierpienia, jakie przeszła podczas 6-letniego więzienia na Uralu.

Często walczyła o dusze konkretnych duchownych, uwikłanych w grzechy alkoholizmu, nieczystości, myślących o porzuceniu sutanny… Dla wielu wyprosiła nawrócenie. Pomagała tak, jak potrafiła – modlitwą i braniem na siebie ich cierpień. Któregoś dnia w klasztorze w Pryciunach ukrywający się tam po wojnie jezuita o. Antoni Ząbek zobaczył, jak modlącą s. Boniszewską jakby coś dusiło. Nie mogła złapać tchu. Szybko odmówił egzorcyzm. Wszystko ustąpiło. Na ciele miała ślady grubego powrozu – po walce o duszę księdza „z dalekiej północy”, który chciał popełnić samobójstwo. – Wandzia przeszła bardzo wiele, ale nie była typem cierpiętnicy. Nigdy na nikogo się nie skarżyła, wszystkie trudy przyjmowała jako ofiarę, dlatego była w stanie je znieść – mówi s. Alicja Bronakowska CSA, która opracowywała część jej dzienników.

Jezu, zabierz stygmaty

Cudowne zdarzenia, wizje, spotkania z Jezusem, Maryją, Aniołem Stróżem, innymi mieszkańcami nieba i duszami z czyśćca zdarzały się już kilkuletniej Wandzi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama