Nowy numer 39/2020 Archiwum

Pierwszy pustelnik z Warszawy. Ks. Michał Dłutowski wybudował erem

Nie ma długiej brody, połatanego habitu i nie żywi się korzonkami. Ale ma mnóstwo czasu dla Stwórcy, którego szuka na odludziu, w wybudowanej przez siebie Pustelni Boga Ojca Miłosierdzia.

W tym czasie skończył doktorat z teologii duchowości na temat bł. Michała Sopoćki. Jeszcze jako student ASP pielgrzymował z Jasnej Góry do Łagiewnik. Pod Krakowem, w Ojcowskim Parku Narodowym, zafascynowało go Grodzisko z pustelnią bł. Salomei Piastówny, zmarłej w 1268 r. dziewicy, która wyżej ceniła pokorne kroczenie drogą rad ewangelicznych niż zaszczyty świata. Michał Dłutowski odwiedził też erem św. Andrzeja Świerada w Tropiu nad Dunajcem koło Czchowa. Benedyktyna, jednego z pierwszych świętych polskich, który po ukończeniu 40 lat poprosił o zgodę na życie pustelnika. Myśl o radykalnej formie życia poświęconego jedynie Bogu towarzyszyła więc ks. Michałowi od pierwszych chwil kapłaństwa.

– Marzyłem o pustelni w górach i horyzoncie oddalonym o 40–50 kilometrów. Ostatecznie jednak wybrałem inne miejsce: w sercu Puszczy Białej kupiłem kawałek ziemi, częściowo zalesionej i za zgodą ordynariusza we wrześniu ubiegłego roku rozpocząłem życie pustelnicze. Na razie to etap duchowego rozeznawania, ale muszę powiedzieć,
że to odosobnienie już stało się bardzo bliskie mojemu sercu – mówi ks. Dłutowski.

Decyzja zbiegła się z kłopotami, które zmusiły go do wzięcia w szkole, gdzie katechizował, rocznego urlopu dla poratowania zdrowia. Na wsi ataki astmy stały się rzadsze, przestały dokuczać zatoki. Ale przede wszystkim ks. Michał ma więcej czasu na modlitwę. Dla kogoś, kto stale żył wśród przyjaciół, w swoistym zgiełku i pośpiechu, odejście na pustynię może być ożywcze, twórcze, tworzy przestrzeń dla głębszej refleksji. Także dla kapłana, który w duszpasterstwie doskonale się odnajdował. Z tego też powodu ks. Michał nie zamyka za sobą jeszcze drzwi. Czuje, że ta forma kapłańskiego życia go zmienia. Na lepsze.

Miejsce wybrał nieprzypadkowe. 70 km od Warszawy, na skraju sosnowego lasu, wśród pól. Kilkaset metrów dalej 110 lat temu, według wielu naocznych świadków, miały miejsce prywatne objawienia maryjne. Zmarły niedawno bp Stanisław Stefanek, biskup łomżyński, ustanowił tu sanktuarium Matki Bożej Osuchowskiej z czczonym wizerunkiem.
 

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama