Nowy numer 44/2020 Archiwum

Podlewanie deszczówką i wodą z basenów

W kwietniu w Warszawie na metr kwadratowy spadło 7 litrów deszczu. Norma wynosi prawie 35 litrów. Zeschła ziemia czeka na obfite opady.

Na nic zdadzą się przelotne deszczyki czy nawet burze, które w ostatnich latach – zdarzało się – przechodziły bez deszczu. Nawodnić suchą ziemię mogą tylko ciągłe, co najmniej kilkudniowe w miarę intensywne opady. Potrzebne są deszcze, które będą się przeplatać ze słońcem. – W maju na Mazowszu przewidujemy temperatury utrzymujące się powyżej normy. Czerwiec będzie jeszcze cieplejszy, ale nie tak upalny, jak w ubiegłym roku. Opady mogą być nawet w normie, ale nie wiemy, czy będą one stałe, czy też nagłe, przynoszące rolnikom więcej szkód niż pożytku – mówi Grzegorz Walijewski z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Bo zima była bez śniegu

Tej zimy na Mazowszu śniegu prawie nie było. Także południe kraju nie miało wiosennych roztopów i – co się z tym wiąże – Wisła nie notowała zwykłego w tym czasie przyboru wód. Teraz zaś odsłania na Mazowszu piaszczyste łachy i zbliża się do rekordowo niskiego poziomu.

Na wodomierzu przy bulwarach w Warszawie pod koniec kwietnia osiągnęła poziom 46 cm. To mniej niż w kwietniu ubiegłego roku, kiedy poziom wody był dwa razy wyższy. Najniższy odnotowany w tym miejscu stan to 26 cm, który odnotowano w 2015 roku. Niebezpieczna susza panuje też w lasach i na łąkach. Mazowieccy strażacy średnio co roku gasili w nich ok. 6,2 tys. pożarów. W ubiegłym roku ich liczba podskoczyła do ponad 11,5 tys. W czterech pierwszych miesiącach tego roku wyjeżdżali do pożarów traw ponad 4,5 tys. razy i prawie tysiąc do pożarów lasów. Ręce załamują też mazowieccy rolnicy, którym już ubiegłoroczna susza mocno dała się we znaki.

– Zboża ozime wzeszły, ale z braku wody część źdźbeł obumrze. Zbożom jarym, sianym wiosną już na starcie brakuje wody, bo u nas deszcz nie padał od dwóch miesięcy. Szacuję, że w moim gospodarstwie plony będą niższe o co najmniej jedną piątą. 25 dni temu posadziłem cebulę i już trzy razy musiałem ją podlewać, inaczej w ogóle by nie wzeszła. U sąsiadów, którzy posiali marchew i pietruszkę, deszczownica chodzi na okrągło, żeby nasiona mogły wykiełkować – mówi Michał Majewski, rolnik z Łaźniewa.

Nie zabraknie wody, ale...

Władze Warszawy uspokajają, że wody w kranach nie zabraknie, bo stolica czerpie ją z dwóch źródeł: 70 proc. spod dna Wisły i 30 proc. z Zalewu Zegrzyńskiego. Jednak w sąsiednich gminach są już pewne obawy. Zakład Gospodarki Komunalnej w Konstancinie-Jeziornie zaapelował do mieszkańców o niepodlewanie ogródków i terenów zielonych wodą z gminnej sieci wodociągowej w godz. 6–22, bo jeśli mieszkańcy apeli nie posłuchają, nie wyklucza czasowych wyłączeń wody. Brak wody w kranach odczuli już mieszkańcy niektórych terenów gminy Piaseczno, dlatego radni zadziałali zdecydowanie i dwutorowo.

Od 30 kwietnia mieszkańców obowiązuje zakaz podlewania ogródków przydomowych i działkowych, tuneli foliowych oraz trawników i terenów zielonych. Kto zakaz złamie, może zapłacić 5 tys. zł kary. Podlewać można deszczówką, do zbierania której gmina zachęca, także finansowo. Mieszkańcy oraz firmy i instytucje, które w ten sposób będą gromadziły wodę, budując na swoim terenie m.in. ogrody deszczowe, studnie chłonne, zbiorniki retencyjne mogą liczyć na pokrycie do kosztów do 5 tys. zł w przypadku osób fizycznych i do 10 tys. zł dla pozostałych podmiotów. Gmina przeznaczy na ten cel 250 tys. zł.

Łąki zamiast betonu

Warszawa już zapowiedziała, że będzie kosiła miejskie trawniki tylko 3 razy w roku. Pierwsze koszenie przełożono na połowę maja, bo z powodu braku opadów trawa jest jeszcze niska. Od dawna miejscy aktywiści apelują o to, żeby zamiast koszenia, które w upalne dni powoduje natychmiastowe wysuszanie trawy, zdecydować się na pozostawienie kwietnych łąk. W tej formie zieleń dłużej zatrzymuje wilgoć w glebie i polepsza wielkomiejski klimat. Na jeszcze inny pomysł wpadł radny Pragi Północ Jacek Wachowicz. Będzie to pierwsza dzielnica, która do podlewania miejskiej zieleni czy czyszczenia ulic będzie używała wody z miejskich basenów.

– Chlorowaną wodę można uzdatnić do takiego użycia, co potwierdził Zarząd Zieleni Miejskiej. Spuszczanie jej do kanalizacji jest marnotrawstwem. Nie musimy za nią płacić jako jednostka, jako dzielnica, jako podatnicy – tłumaczy pomysłodawca i cieszy się, że sprzed basenu przy ul. Jagiellońskiej już odjeżdżają pełne beczkowozy. Wymiana wody na miejskich basenach odbywa się co najmniej raz w roku podczas przerw technologicznych. Jak przekonuje radny, rozwiązanie pozwoliłoby zaoszczędzić rocznie w skali stolicy 25 tys. metrów sześciennych wody.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama