Nowy numer 49/2020 Archiwum

125. rocznica śmierci arcybiskupa Warszawy

Na rękach Zygmunta Szczęsnego Felińskiego zmarł Juliusz Słowacki. Nie tylko wieszcz był przekonany o świętości niezwykłego kapłana.

Nie robił zresztą nic nowego: w trosce o wychowanie ubogich i bezdomnych dzieci, założył już wcześniej w stolicy sierociniec i szkołę przy ul. Żelaznej i oddał obydwie te instytucje pod opiekę Sióstr Rodziny Maryi, które sprowadził z Petersburga. Dzień przed wygnaniem z Warszawy zdążył jeszcze poświęcić tam stojącą do dziś figurę Maryi.

Bł. Honorat Koźmiński wspominał, że jego krótkie rządy w Warszawie były jak „wiew Ducha Świętego”. W ciągu kilkunastu miesięcy zrobił tyle, ile poprzednicy przez lata: odrodził życie religijne, dbał o poziom duchowy i intelektualny kapłanów i wiernych, upowszechnił nabożeństwo majowe, szerzył kult Najświętszego Sakramentu, kładł nacisk na katechizację, organizował misje i rekolekcje.

Po powrocie z wygnania, zmuszony został jednak przez cara, by osiąść na ostatnie 12 lat życia w galicyjskiej wiosce. I tam robił to samo, co przez całe życie: służył innym przez zbawienną działalność duszpasterską i charytatywną.

Zmarł w opinii świętości, 17 września 1895 r. Pochowany tymczasowo w Krakowie, a potem w Dźwiniaczce, gdzie spędził ostatnie lata życia, ściągał do grobu wiernych, którzy od początku wymadlali u jego grobu łaski i uzdrowienia. Dopiero w 1920 r. sprowadzono ciało pasterza diecezji do Warszawy. Z podziemi archikatedry warszawskiej ostatecznie przeniesiono je w 2003 r., po beatyfikacji, do Kaplicy Literackiej. Abp Zygmunt Szczęsny Feliński został kanonizowany przez Benedykta XVI w 2009 r.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama