Nowy numer 38/2021 Archiwum

Uniwersytet z człowieczeństwa

"Szacunku dla człowieka nabiera się nie wtedy, gdy widzi się go w pozycji bohatera, ale gdy widzi się człowieka w udręce" - wspominał po latach posługę powstańczego kapelana w Laskach prymas kard. Stefan Wyszyński.

Siostra Faustyna ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża odbywała w Laskach postulat, kiedy na jej drodze stanął ks. Wyszyński. I to dosłownie.

- Szłam holem w naszym Domu Rekolekcyjnym, gdy schodził po schodach. Nie miałam już możliwości wycofania się. Ksiądz prymas - ojciec, jak nazywaliśmy go w Laskach - widząc mnie w stroju postulantki, przystanął i powiedział: "Mamy jakieś nowe dziecko. Skąd do nas przyjechałaś?" - zapytał. Zrobił mi krzyżyk na czole i przytulił - wspomina franciszkanka. - Ten prosty ojcowski gest sprawił, że ks. Wyszyński stał się dla mnie, "szarej myszki", kimś bliskim. Zawsze, kiedy przyjeżdżał do Lasek, a potem po jego śmierci, prowadząc archiwum naszego zgromadzenia, doszukiwałam się we wspomnieniach świadków jego ludzkich cech i tej ojcowskiej czułości. Fascynowało mnie to - dodaje.

Niewidomi wartownicy

Najwięcej świadectw o ks. Wyszyńskim zachowało się z czasów wojny. Ksiądz profesor przybył w 1942 r. do Lasek na prośbę ks. Władysława Korniłowicza, by objąć opiekę duchową nad siostrami i niewidomymi - wcześniej  był w Kozłówce i Żułowie, a następnie w podwarszawskim ośrodku. Doskonale znał to miejsce - od 1926 r. odwiedzał tu swojego spowiednika i kierownika duchowego ks. Korniłowicza. Poznał także matkę Czacką, z którą nawiązał bliską duchową więź. - Kiedy przyjechał w 1942 r., Laski były w 75 proc. zniszczone. Właściwie cały czas żyliśmy na linii frontu i różnych działań wojennych - mówi s. Faustyna.

Poszukiwany już wówczas przez gestapo ks. Wyszyński został ulokowany w bezpiecznym miejscu - pokoju w domu administracyjnym z widokiem na bramę wjazdową, jedyną, przez którą można było się dostać do Lasek. - Widok z okna pozwalał zobaczyć bramę i zbliżające się zagrożenie - wyjaśnia siostra. - Poza tym z domu, w którym mieszkał, było kilka wyjść, którymi w razie niebezpieczeństwa można było się ewakuować. Prosto z budynku można przejść krótką drogą do kaplicy i do domu zakonnego. Z nich, maleńkim korytarzykiem, można było przejść z kolei do schronu, a stamtąd kilkoma drogami wydostać się poza obręb Lasek - dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama