Nowy numer 4/2022 Archiwum

Wierzył, że Polska zmartwychwstanie. Maurycy Mochnacki spoczął na Powązkach

Szczątki działacza emigracyjnego, uczestnika i kronikarza powstania listopadowego sprowadzono do Polski z Francji.

Powstaniec listopadowy i działacz emigracyjny Maurycy Mochnacki spoczął w Alei Zasłużonych. W uroczystościach pogrzebowych w katedrze polowej wziął udział m.in. premier Mateusz Morawiecki.

– Był trubadurem wolności, prawdy, niepodległości i solidarności. To są wartości, które są budulcem ducha. Ducha, który idzie przez pokolenia, sięga w nieznane i nigdy nie umiera – mówił premier podczas Mszy św. pogrzebowej.

Wcześniej trumnę ze szczątkami polskiego patrioty powitano z honorami na płycie wojskowej części lotniska na Okęciu. Do tej pory Mochnacki spoczywał w Auxerre, gdzie zmarł 20 grudnia 1834 roku. Należał do grona spiskowców sprzysiężenia Piotra Wysockiego, które rozpoczęło powstanie. Wziął udział w bitwach pod Olszynką Grochowską, Wawrem, Liwem i Ostrołęką, za co został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari. Po upadku powstania wyemigrował do Francji, gdzie napisał m.in. wspomnienia z insurekcji „Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831”.

Maurycy Mochnacki był najważniejszym krytykiem i teoretykiem wczesnego romantyzmu polskiego. Stworzenie przez Polaków własnej literatury uznał za warunek istnienia narodu.

Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył ks. płk Bogdan Radziszewski, wikariusz generalny biskupa polowego. Przy okrytej biało-czerwoną flagą i udekorowaną wstęgą Orderu Wojennego Virtuti Militari trumnie, w katedrze Wojska Polskiego, stanął posterunek honorowy. Umieszczono też portret Maurycego Mochnackiego.

– Należał do pokolenia tych Polaków, którzy nie tylko śnili o niepodległej ojczyźnie, ale także walczyli o jej wolność i umierali w tęsknocie z dala od ojczystej ziemi. Nigdy jednak nie zwątpili, że Polska, chociaż wymazana z mapy Europy, uśmiercona przez zaborców, zmartwychwstanie. To dzięki takim szlachetnym mężom jak Maurycy Mochnacki duch w narodzie nie zaginął – mówił w homilii ks. płk Radziszewski, podkreślając, że nie można mówić: "Kocham Boga", a jednocześnie nienawidzić swojego brata. - W tej przestrzeni pomiędzy miłością Boga a miłością człowieka jest też szczególe miejsce na miłość względem ojczyzny – zaznaczył duchowny.

Po złożeniu trumny Mochnackiego w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach, pododdział honorowy Kompanii Reprezentacyjnej WP oddał salwę honorową. Uroczystości zakończyły się odegraniem "Marsza żałobnego" Fryderyka Chopina.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama