Nowy numer 48/2022 Archiwum

Ofiara spełniona

Stolica w powstaniu warszawskim została uświęcona nie tylko krwią poległych, lecz przede wszystkim wiarą i modlitwą jej obrońców. To one pomogły im przetrwać – wynika z opublikowanego właśnie opracowania.

Na tę publikację trzeba było czekać niemal osiem dekad. „Życie religijne podczas Powstania Warszawskiego” to zapis modlitwy, wiary i nadziei miasta, które – jak pisała Maria Okońska – umierało, ale w stanie łaski.

Cud po 78 latach

– Nie mogę wyjść ze zdumienia, że dopiero w 2022 r. powstała praca o życiu religijnym w powstaniu. Aż sprawdzałem, czy to możliwe. Według mnie to cud – mówił prof. Krzysztof Kosiński, wybitny znawca Powstania Warszawskiego, który 20 września wziął udział w prezentacji książki Marceliny Koprowskiej. – Oczywiście w różnych pracach, świadectwach te wątki się pojawiały, ale całościowego, ustrukturalizowanego podejścia do tematu nie było. Można powiedzieć, że młodsze pokolenie historyków wypełnia dziś lukę w historiografii, zawstydzając badaczy starszych pokoleń. Jak to się stało, że mimo upływu tylu lat do tej pory takiej tematyki unikano? – zastanawiał się w Audytorium Jana Nowaka-Jeziorańskiego Muzeum Powstania Warszawskiego, przeglądając 300-stronnicową publikację młodej nauczycielki historii w XXI Liceum Ogólnokształcącym im. Hugona Kołłątaja w Warszawie. Jej praca magisterska, napisana pod kierunkiem prof. Pawła Skibińskiego, ukazała się właśnie staraniem Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego. Instytucja otwarta jest na młodych historyków i ich badania z zakresu dziejów obozu narodowego i katolicyzmu społecznego. Marcelina Koprowska od drugiego roku studiów była wolontariuszką Muzeum Powstania Warszawskiego. Tu odnalazła swoją pasję: historię zrywu z sierpnia 1944 r., pogłębianą dzięki kontaktowi z przewodnikami oraz żyjącymi świadkami tego czasu. Tu zetknęła się również z Archiwum Historii Mówionej, która zbiera świadectwa powstańców. To one stały się między innymi cennym źródłem historycznym dla odtworzenia klimatu stolicy sprzed 78 lat. „Przed wojną Warszawa nie była miastem mocno religijnym. Okupacja nieco zmieniła zwyczaje mieszkańców miasta – czy to w myśl polskiego przysłowia »jak trwoga, to do Boga«, czy szczerego nawrócenia niektórych. Od początku lat 40. na podwórkach warszawskich zaczęły gościć nowe zwyczaje” – zauważa Marcelina Koprowska.

Mapa świętości

Spośród ponad 3 tys. wywiadów z powstańcami i osobami cywilnymi niemal połowa zawiera przynajmniej wzmianki o życiu religijnym stolicy w tym czasie. Zaskoczyła ją szczegółowość tych wspomnień, choćby pamięć o konkretnych adresach kamienic i podwórek, przy których w tym czasie były odprawiane Msze św. Na tej podstawie Marcelina Koprowska opracowała między innymi niezwykłą mapę, która stanowi załącznik do książki. – Rzadko powstają prace oparte na tak benedyktyńskim wysiłku. Autorka jest jedną z niewielu osób, które znają Archiwum Historii Mówionej tak dogłębnie. Mało jest też historyków, którzy potrafiliby opracować równie wartościową mapę miejsc, w których przez 63 dni powstania odprawiano choćby jedną Mszę św. – mówił prowadzący spotkanie prof. Paweł Skibiński. Książka składa się z czterech części. Pierwsza traktuje o strukturach religijnych działających w Warszawie podczas powstania warszawskiego, zarówno katolickich, jak i innych wyznań chrześcijańskich oraz religii. Autorka omawia funkcjonowanie poszczególnych parafii warszawskich w tamtym okresie, przedstawione w kontekście najważniejszych wydarzeń związanych z walkami powstańczymi. Fragment tej części jest poświęcony także duszpasterstwu polowemu, a więc organizacji służby duszpasterskiej dla członków Armii Krajowej i innych formacji wojskowych.

Wyprzedzając sobór

Druga część książki poświęcona została dość szeroko rozumianym praktykom liturgicznym – sakramentom i sakramentaliom, liturgii godzin oraz ślubom zakonnym. Opisuje posługę kapelanów, tych wyniesionych już na ołtarze i tych, których świętość znana była tylko świadkom tamtego czasu. Kolejna porusza temat religijności pozaliturgicznej, gdy ludność sama organizowała modlitwy i inne przedsięwzięcia. Wreszcie ostatnia część przedstawia lud Boży, a więc sylwetki osób w różnym stopniu zaangażowanych w życie religijne podczas powstania. Opisuje inicjatywę Marii Okońskiej „Nowej mobilizacji walczącej Warszawy” czy początki kultu Miłosierdzia Bożego. Zauważa, że stolica na 20 lat przed Soborem Watykańskim II była polem uprawiania praktycznego ekumenizmu, a nawet dialogu międzyreligijnego, gdy na jednym podwórku stawali obok siebie zatopieni w modlitwie katolicy, protestanci, prawosławni, a nawet muzułmanie. Ze zdumieniem odkrywa też, że na długo przed reformą liturgii w powstaniu zdarzały się przypadki asystowania przy ołtarzu kobiet, a nawet udzielania przez nie Komunii św. Autorka szuka także przykładów postaw osób sceptycznych bądź wprost niewierzących. Przytacza m.in. świadectwo Stanisława Likiernika, który stracił wiarę jeszcze przed powstaniem. Gdy w 1944 r. leżał w jakimś kościele zamienionym na szpital polowy, przypuszczając, że zostało mu około godziny życia, nawet on zastanawiał się, czy się modlić, czy nie. Kilka dni później przez dwie godziny o sprawach duchowych rozmawiał z jednym z kapelanów, szukając odpowiedzi na pytanie, czy Bóg istnieje.

Wnioski na dziś

„Msza Święta na podwórku, w piwnicy lub na sali gimnastycznej, spowiedź w ogródku, przez kratki furtki czy też w fotelu w sali kinowej, ślub trwający siedem minut w kaplicy z wybitymi szybami, podobna ceremonia w kawiarni, pospieszny chrzest urodzonego w schronie dziecka, pogrzeb zbiorowy ofiar nalotu na filharmonię, zwłoki przykryte jedynie podnoszącymi się na wietrze gazetami... Skoro tak miało to wyglądać, to dlaczego z tego nie zrezygnowano? Czy tradycja jest aż tak ważna?” – zastanawia się w książce autorka. – Niektórzy pytają, po co zajmować się historią. Dla mnie świadectwa Powstania Warszawskiego są ważne dla mojego życia religijnego. Szukałam odpowiedzi, czy wiara była dla nich ważna, czy dawała nadzieję, uspokajała. Przecież łatwo można było zwolnić się z życia religijnego, a jednak właśnie wtedy ludzie wkładali tyle wysiłku, by prowadzić je w sposób tak nadzwyczajny – podkreślała podczas prezentacji książki Marcelina Koprowska. Andrzej Romocki „Morro”, dowódca batalionu „Zośka”, miał mówić o. Józefowi Warszawskiemu: „Cały bezsens naszej walki staje mi się sensem, kiedy ojciec podnosi hostię i kielich”. Autorka wylicza, że podczas powstania warszawskiego Msze św. w nieustannym zagrożeniu życia sprawowano w ponad 300 miejscach, choć kościołów w lewobrzeżnej Warszawie było wówczas jedynie 42. Blisko 90 proc. miejsc liturgii było więc miejscami nadzwyczajnymi: to podwórka, bramy, piwnice, prywatne mieszkania, szpitale, kina, kawiarnie. Odprawiano je m.in. w barze Satyr, Browarze Haberbuscha i kinie Palladium.

Uświęcona krwią, konsekrowana modlitwą

Książka Marceliny Koprowskiej nie epatuje przypadkami cudownego ocalenia w sierpniu i wrześniu 1944 r. Autorka przyznaje, że historyk nie dysponuje narzędziami, które mogłyby udowodnić moc sprawczą modlitwy lub jej brak. Zauważa jednak, że w wielu wspomnieniach pojawia się motyw ocalenia życia przypisywanego wprost Bożej Opatrzności: wyjścia bez szwanku z upiornego bombardowania, uniknięcia rozstrzelania, uratowania z całej kamienicy tylko tej części, w której była kapliczka. Przywołuje przykład Moniki Kicman, która modliła się o ocalenie pod dziewiątą stacją drogi krzyżowej w kościele św. Wojciecha, a po wojnie – według jej zmarłego niedawno syna, ks. Stanisława Kicmana – codziennie odprawiała właśnie to nabożeństwo, wierząc, że tamta modlitwa ocaliła ją i jej dziecko. Doktor Karol Mazur, szef działu edukacyjnego Muzeum Powstania Warszawskiego, jest przekonany, że „Życie religijne...” jest pracą przełomową. – Pokazuje, że Warszawa została uświęcona nie tylko krwią, ale także modlitwą – mówi. Przyznaje jednocześnie, że pokazanie mapy na ekspozycji MPW mogłoby ukazać skalę poświęcenia duchownych oraz znaczenie wiary w Boga dla powstańców i ludności cywilnej w sierpniu i wrześniu 1944 r., ale też być inspiracją dla współczesnych pokoleń. – Zdarzali się tacy, którzy nie byli w stanie pogodzić istnienia Boga z rozmiarami tamtej tragedii, ale jednocześnie większość nie mogłaby pewnie znieść tamtej rzeczywistości bez odniesienia do Niego.

Pamiętam jak dziś

Marcelina Koprowska przyznaje, że ogromne wrażenie zrobił na niej fakt, iż siedem dekad po powstaniu jego uczestnicy wciąż pamiętali, gdzie, kiedy, czasem nawet o której godzinie uczestniczyli we Mszy św. Pamiętali twarze kapelanów, okoliczności spowiedzi, dialogi w czasie otrzymywania zbiorowego rozgrzeszenia in articulo mortis, czyli w obliczu śmierci. To dzięki temu „Życie religijne…” czyta się nie jak opracowanie historyczne, ale wielkie świadectwo. Według prof. Krzysztofa Kosińskiego Koprowskiej udało się połączyć ujęcie statystyczne z opisem duchowości tamtego pokolenia. – Mierzenie się z przeżyciami duchowymi jest niezwykle trudne do uchwycenia przez historyka, dlatego empatyczne podejście do wiary sprawia, że książkę czyta się tak łatwo i z zainteresowaniem. Mamy poczucie obcowania z tamtym pokoleniem. Nie da się zrozumieć Powstania Warszawskiego bez mistycznego doświadczenia ich wiary. Autorce udało się z tym zmierzyć – podkreśla prof. Krzysztof Kosiński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy