Podczas spotkania autorskiego zorganizowanego na XXXI Targach Wydawców Katolickich pod tytułem „Nadchodzi Mahdi, proroctwo ostatniej wojny i pytanie o oblicze Boga” ks. prof. Robert Skrzypczak mówił o perspektywie wiary w aktualnej sytuacji geopolitycznej, szczególnie w kontekście narastających napięć na Bliskim Wschodzie.
Spotkanie stało się okazją do zaprezentowania trzech publikacji: „Nadchodzą barbarzyńcy”, „Otworzyłeś mi ucho” oraz zapowiedzi książki „Pokonać śmierć” o księdzu Dolindo Ruotolo.
Ksiądz Robert Skrzypczak wyjaśnił, że jego zainteresowanie sprawami światowymi wynika z przekonania, iż Bóg jest Panem historii i działa nie tylko w życiu prywatnym, ale i na arenie międzynarodowej. Przywołał zasadę ojca Alfreda Cholewińskiego, według której chrześcijanin powinien trzymać w jednej ręce Biblię, a w drugiej gazetę, aby właściwie odczytywać znaki czasu. Duchowny postawił tezę, że obecne konflikty globalne są w dużej mierze napędzane przez czynniki religijne i mesjanistyczne, które często umykają uwadze świeckich ekspertów.
- Jeśli dzisiaj pozwalamy sobie jako społeczeństwo, jako naród na wyrzucanie religii ze szkół czy edukacji religijnej z wyższych uczelni, niedługo będziemy mieli ludzi wykształconych, ekspertów w sprawach ekonomii, biznesu, sztucznej inteligencji, polityki czy antropologii, ale całkowitych ignorantów, jeśli chodzi o to, co rzeczywiście wpływa dzisiaj na wyobraźnię ludzi, a zwłaszcza ludzi, którzy mają dostęp do finansów i do broni - mówił duchowny.
W czasie rozmowy poruszono kwestię mesjanizmu w islamie szyickim oraz w judaizmie. Ksiądz Skrzypczak wspomniał o szyickich oczekiwaniach na Mahdiego, czyli ukrytego imama, który ma przynieść ostateczne rozstrzygnięcie dziejów. Zauważył, że postać ta jest traktowana na tyle poważnie, iż zachodnie służby wywiadowcze organizowały specjalne misje badawcze pod kryptonimem „Wielki Imam”. Równolegle duchowny analizował napięcia w Izraelu, przywołując postać rabina Isaaca Kaduriego, który przed śmiercią miał wskazać na bliskie nadejście Mesjasza o imieniu Jezus, co wywołało konsternację wśród elit religijnych.
- Czy uważa ksiądz profesor, że ten globalny konflikt, który dzisiaj obserwujemy, jest w pierwszej mierze konfliktem religijnym i toczy się o to, kto będzie uznany za Mesjasza? - pytał prowadzący spotkanie redaktor Paweł Chmielewski.
- Tylko na to czekałem, kiedy dojdzie do przeskoczenia iskry między Izraelem i Iranem. Dlatego, że badając to, co się dzieje w tej chwili w geopolityce czy polityce od strony religijnej, a zwłaszcza od strony właśnie tej inspiracji mesjańskiej, już od początku 2003-2004 roku zauważałem, że Izrael pęcznieje tą wiadomością, informacją o nieuchronnym i szybkim pojawieniu się Mesjasza pośród nich. To zapowiadał pewien rabin, który był uznawany za absolutny autorytet, zwłaszcza w świecie kabały żydowskiej, mam na myśli Isaaca Kaduriego. Kaduri był tak wielkim autorytetem w Izraelu, że właściwie od jego wpływu, inspiracji niemalże zależało, kto wygra wybory albo kto zostanie prezydentem. Niektórzy mówią, że prezydent Kacaw został właśnie prezydentem z nadania Kaduriego. Kaduri mówił od dawna, już przygotowywał ludzi mentalnie na tego nadchodzącego Mesjasza i wszyscy właściwie wisieli mu na ustach, wsłuchiwali się w niego. Zresztą na jego pogrzeb, co można zobaczyć w internecie, przyjechało prawie dwa miliony ludzi, więcej niż na rozpoczęcie myślę mistrzostw świata czy olimpiady - podkreślał ks. Skrzypczak.
Zgodnie z relacją ks. Skrzypczaka, w testamencie Kaduri zapisał, że na drodze mistycznej objawiono mu imię nadchodzącego Mesjasza, którego pojawienie się radosne będzie dla ludzi prostych, ale skomplikowane dla elit. Kluczowym i najbardziej kontrowersyjnym punktem był zapis, że imię to brzmi Jehoszua, co w języku hebrajskim oznacza Jezus. Ksiądz profesor zauważył, że po tym odkryciu podjęto starania, aby wymazać pamięć o rewelacjach rabina, ponieważ ich treść była całkowicie sprzeczna z oczekiwaniami środowisk, w których Kaduri funkcjonował. Ten fragment posłużył prelegentowi jako dowód na to, że nawet wewnątrz ortodoksyjnego judaizmu pojawiają się znaki wskazujące na Jezusa jako jedynego Mesjasza. Duchowny przyznał jednak, że obecnie w Izraelu dominuje syjonizm, który faktycznie rozpoczął się od Teodora Herzla w 1883 roku. Przy czym współczesny syjonizm nie ogranicza się jedynie do faktu istnienia państwa Izrael, ale dąży do odbudowy dawnej potęgi Królestwa Dawidowego, co wiąże się z konkretnymi oczekiwaniami wobec przyszłości i roli narodu wybranego w świecie.
- Główny nurt tego rodzaju syjonizmu jest reprezentowany przez chasydzki odłam judaizmu i utożsamiany z potężnym, międzynarodowym ruchem Chabad-Lubawicz. Środowisko to jest silnie związane z postacią zmarłego w 1994 roku rabina Menachema Mendela Schneersona, znanego jako Mesjasz z Brooklynu. To właśnie on stał się siłą sprawczą współczesnych oczekiwań mesjańskich, w których Mesjasz przestaje być postrzegany wyłącznie jako jednostka, a staje się raczej narzędziem służącym ustanowieniu szczególnej roli narodu wybranego jako duchowej i politycznej elity świata - mówił ks. Skrzypczak, podkreślając, że syjonizm jest napędzany nadzieją na odbudowę Świątyni Jerozolimskiej oraz ustanowienie Jerozolimy światowym centrum sprawiedliwości i arbitrem dla wszystkich narodów. Wspomniał w tym kontekście o zabiegach rabinów, którzy zwracali się do prezydenta Donalda Trumpa (nazywanego przez nich nowym Cyrusem) o pomoc w utworzeniu w Jerozolimie Światowego Trybunału Sprawiedliwości, co miałoby być wypełnieniem proroctw. - Jednocześnie po stronie islamu, zwłaszcza w szyickim Iranie, od lat narasta tendencja budująca w Irańczykach głębokie poczucie dziejowej misji. Jest ona nierozerwalnie związana z postacią Mahdiego, będącego islamskim odpowiednikiem Mesjasza. Według wierzeń szyitów Mahdi już objawił się na świecie, lecz pozostaje w ukryciu, przygotowując rzeczywistość na ostateczne rozstrzygnięcie. Kwestia ta jest traktowana na tyle poważnie, że jeszcze za czasów administracji prezydenta Bidena organizowano specjalne misje wojskowe o kryptonimie Wielki Imam, których celem było badanie śladów obecności Mahdiego na terenach Iranu i Afganistanu. Postać Mahdiego bywa niekiedy określana mianem Imama. Można było przypuszczać, że ten ideologiczny ładunek w końcu doprowadzi do wybuchu, mamy bowiem do czynienia z rodzajem duchowej i intelektualnej gorączki. Oba te mesjanizmy – zarówno żydowski, oczekujący na Mesjasza, jak i islamski nurt szyicki - mają wspólny mianownik: głęboką wiarę, że ich wybawca przyjdzie, aby zaprowadzić na świecie nowy ład, sprawiedliwość i pokój. Kluczowe jest jednak przekonanie, że dokona się to na drodze Armagedonu, czyli poprzez potężną, wyniszczającą wojnę i całkowitą destrukcję przeciwnika - opisywał duchowny.
- Rodzi się pytanie, czy nas, katolików, powinno to w ogóle angażować? Ksiądz profesor w swojej książce „Otworzyłeś mi ucho”, zawierającej komentarze do czytań niedzielnych, rzuca światło na te kwestie. Czy Pismo Święte rzeczywiście odnosi się do wydarzeń, których jesteśmy świadkami, i czy można je interpretować jako biblijne zapowiedzi? A może mamy do czynienia jedynie z czystą polityką i świecką ideologią, która jest niezależna od prawdziwej religii? - dopytywał Paweł Chmielewski.
- W obliczu tych zjawisk my, katolicy, znajdujemy się obecnie na swoistym rozdrożu. Od końca lat dziewięćdziesiątych w myśli chrześcijańskiej i teologii rozwija się bowiem pewien nurt, który osobiście uważam za głęboko szkodliwy, a wręcz trujący. On zmierza do tego, żeby Chrystusa umieścić na równej płaszczyźnie z innymi wielkimi twórcami religii. Czyli przyjmuje założenie, że owszem, jest jeden Bóg i Bóg także przemawia poprzez swojego Syna, Słowo Boga, ale przyjmują założenie, że odwieczne Słowo Boga wcieliło się w Jezusie Chrystusie, ale nie wyczerpało swojej inicjatywy w Chrystusie, że równocześnie także wciela się w innych postaciach. Na przykład przez Buddę przemawia albo przez Mahometa przemawia, albo przez jakiś ruch Hare Krishna - odpowiadał ks. Skrzypczak.
Duchowny wyraził sprzeciw wobec prób łączenia katolicyzmu z ideami syjonistycznymi w sposób, który sugerowałby, że Żydzi mają własną drogę do zbawienia bez Chrystusa. Podkreślił, że Jezus zapowiedział koniec starego kultu i powstanie nowej świątyni w swoim zmartwychwstałym ciele, co sprawia, że oczekiwania syjonistyczne dotyczące fizycznej budowli w Jerozolimie idą w poprzek nauczania chrześcijańskiego. Według ks. Skrzypczaka uleganie urokowi syjonizmu przez niektórych teologów jest wynikiem błędu pluralizmu religijnego i niezrozumienia jedyności zbawczej misji Jezusa. Duchowny odniósł się do relacji z narodem żydowskim, podkreślając, że prawdziwa miłość do niego wymaga pragnienia dla Żydów najwyższego dobra, jakim jest poznanie Mesjasza.
- Na czym polega niebezpieczeństwo myślenia, że Izrael, Żydzi nie potrzebują Jezusa do zbawienia, że wystarczy wierność przymierzu na Synaju, wierność Torze, swojej tradycji? Co to jest za miłość, która nie pragnie dobra drugiego człowieka. Jeśli ja nie pragnę dobra, największego dobra dla ciebie, to znaczy żebyś widział życie wieczne, żebyś był szczęśliwy na wieki, żebyś zobaczył w pełni miłość Boga, to znaczy, że nie życzę ci spotkania z Chrystusem. Co to za miłość? - pytał retorycznie.
Ks. Skrzypczak podzielił się również refleksją nad nadchodzącą publikacją o księdzu Dolindo Ruotolo i kwestią życia wiecznego. Ksiądz Skrzypczak określił nauczanie neapolitańskiego kapłana jako „aparat tlenowy” dla współczesnych ludzi zagubionych w duchowym zamęcie. Przytoczył myśl ks. Dolindo o konieczności patrzenia w gwiazdy i groby, co ma przypominać o najważniejszym interesie człowieka, jakim jest przygotowanie duszy na ostateczne spotkanie z Bogiem w wieczności.










