• facebook
  • rss
  • Chore emocje

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 33/2012

    dodane 16.08.2012 00:00

    W Warszawie i okolicach działa około 240 grup Anonimowych Alkoholików. Sporo, chociaż na 2,5-milionową aglomerację to  i tak zaledwie ułamek potrzeb. Specjaliści mówią, że uzależniony od alkoholu jest nawet co dziesiąty z nas. Doliczając współuzależnionych, problem może dotyczyć blisko połowy populacji miasta!

    Witek, alkoholik, zdał sobie sprawę z problemu 18 lat temu. Siedemnaście wytrzymał w postanowieniu, że więcej po kieliszek nie sięgnie. Ale rok temu zapił. Takie życie. – Samo niepicie nie jest jeszcze życiem w trzeźwości. Czasem mówimy sobie na grupie, że nie pić może każdy głupi, ale trzeźwo żyć: cieszyć się życiem i zdrowymi emocjami – znacznie trudniej – mówi.

    Obszczymurki?

    W Stanach Zjednoczonych, skąd 30 lat temu do Polski przeszczepiono ruch Anonimowych Alkoholików, przyznanie się do nałogu wzbudza respekt. Bo ktoś, kto zdał sobie sprawę, co rujnuje życie jego i rodziny, i postanowił zmienić swoje życie, dokonuje swoistego cudu. Ale w katolickiej Polsce uczestników grup AA wciąż się stygmatyzuje. Chyłkiem przemykają na cotygodniowe mitingi do przyparafialnych salek.

    Zanim podasz rękę, przez głowę przebiega myśl, czy się czymś nie zarazisz, a wyobraźnia podpowiada najgorsze obrazy zdegenerowanej osobowości. Tymczasem w grupach AA równie łatwo spotkać budowlańca i profesora, grabarza i szanowanego lekarza. Najbardziej demokratyczna choroba świata nie dzieli na biedaków i krezusów, właścicieli małych fiatów i porsche cayenne. Na tych z dobrze zaopatrzonym barkiem i tych, którzy chyłkiem pod śmietnikiem odkorkowują flaszkę najtańszego wina. – Jednego od drugiego alkoholika różni jedynie pierwszy kieliszek. Reszta życiowej historii jest podobna.

    Dlatego tak łatwo przychodzi nam odnaleźć się w problemach, z którymi przychodzą na miting inni – mówi jeden z uczestników grupy AA przy kościele św. Jozafata na Bielanach. W Warszawie i najbliższych okolicach, Legionowie, Grodzisku, Otwocku co tydzień spotyka się około 240 grup Anonimowych Alkoholików. Na każdą przychodzi kilka, kilkanaście osób, czasem więcej. Coraz częściej na mitingi zaglądają też bardzo młodzi ludzie.

    Jak pierwsi chrześcijanie

    Większość spotkań odbywa się przy kościołach, chociaż AA zastrzega, że nie jest ruchem konfesyjnym. Życzliwość proboszczów wynika z tego, że działalność ruchu ma niemal dokładnie te same cele, co chrześcijaństwo: wychować wolnych ludzi, którzy w swoim życiu będą potrafili wybierać dobro, a nie zło. I wiara, i trzeźwość zaczynają się też w tym samym momencie: kiedy uznamy, że nasze życie nie należy tylko do nas, ale od Kogoś, kto jest większy niż ja.

    Konsekwencją dla jednych i drugich jest też uznanie własnej słabości. Jeden z proboszczów, zaproszony na miting AA, przyznał, że czuł się na nim wręcz jak na spotkaniu wspólnoty pierwszych chrześcijan. Bo w ruchu AA nie ma hierarchii. Nikt nikogo nie może wyprosić ze spotkania, ani zabronić mu odejść. Każdy z uczestników ma świadomość, że przychodzi dobrowolnie: zrobić coś ze swoim życiem. I to nie dla żony, spowiednika, czy przełożonego, ale przede wszystkim dla siebie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół