• facebook
  • rss
  • Bunt odrzuconych

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 25/2014

    dodane 19.06.2014 00:00

    Reżyser przeniósł realia Schillera w naszą rzeczywistość. Dzięki temu dramat rodzinny zamienił się w dramat społeczny.

    Niewielu widzów wierzyło, że „Zbójcy” Fryderyka Schillera, ostatnia premiera Teatru Narodowego, okażą się tak atrakcyjnym spektaklem. Utalentowany reżyser Michał Zadara dokonuje wyborów według własnego kodu artystycznego. Dramat niemieckiego romantyka wydawał się odległy od potrzeb współczesnej widowni. Trudno było sobie wyobrazić, jak widz wytrzyma cztery godziny na przedstawieniu klasycznej sztuki. A jednak.

    Zobaczmy, jaki cel przyświecał Zadarze. To próba porównania podjętego przez Schillera problemu – osób wyrzuconych na margines życia – do bezwzględności współczesnego świata oraz ludzi organizujących się w ruchu „oburzonych” przeciw kapitalistycznym prawom dżungli. Reżyser nie zmienił ani jednego słowa w tekście, ale przez zabiegi scenograficzne przeniósł realia Schillera w naszą rzeczywistość.

    Zacznijmy od fabuły. Hrabia Moor pod wpływem nikczemnej intrygi jednego z synów, który oczernia swojego brata Karola, decyduje się wydziedziczyć oczernionego. Rozgoryczony Karol w odruchu buntu staje na czele anarchistów, uważając, że uda mu się zlikwidować niesprawiedliwość społeczną i naprawić świat. Możemy sobie wyobrazić, jak łatwo mogą oni ulec agitacji przypadkowego przywódcy, który obieca im godność i pracę. Najpierw jednak będą musieli zabijać.

    Dramat rodzinny zamienia się w dramat społeczny. Schiller nie proponuje ułatwień. Za zbrodnię, choćby w szlachetnych intencjach, trzeba zapłacić wysoką cenę. Gdy wszystko wydaje się zmierzać do szczęśliwego końca, Karol wraca do ojca, do ukochanej Amalii, która nigdy w niego nie zwątpiła. Dokonuje głębokiego rachunku sumienia i w akcie upokorzenia rozumie, że musi za to odpokutować, że nie ma prawa do szczęścia. Klęska uświadamia mu, że zła nie da się zwyciężyć złem. Ale może w tym jest szansa odrodzenia?

    W wyrównanym zespole aktorskim trzeba wyróżnić Mariusza Bonaszewskiego w roli Hrabiego, wciąż rozwijającą się artystycznie Wiktorię Gorodecką i ciepło zagraną przez Waldemara Kownackiego postać sługi, wygłaszającego proste, mądre prawdy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół