• facebook
  • rss
  • Zamach na media

    Mariusz Majewski

    dodane 19.06.2014 02:45

    To był pokaz arogancji i nieudolności rządzących, którzy najwyraźniej są przerażeni rozwijającą się aferą. Z drugiej strony w redakcji tygodnika "Wprost" dała o sobie znać solidarność podzielonego na co dzień środowiska dziennikarzy.

    W środowy późny wieczór telewizje informacyjne pokazywały ponure obrazki. W perspektywie celebrowanych niedawno obchodów pod hasłem "25 lat wolności" wyglądało to na ponury żart. Niektórzy ironizowali, pytając, czy nazajutrz powita nas "Teleranek".

    Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, policjanci i prokuratorzy próbowali przejąć w redakcji tygodnika "Wprost" nośniki, na których utrwalone są "dowody przestępstwa", czyli podsłuchu ważnych polityków. Dziennikarze odmówili, powołując się na tajemnicę dziennikarską. - Nie jesteśmy w 100 proc. pewni, czy nagranie, które posiadamy, nie doprowadzą do naszego informatora. Ten zastrzegł sobie anonimowość, naszym obowiązkiem jest więc go chronić - tłumaczy Sylwester Latkowski, redaktor naczelny "Wprost". Dodawał, że wydadzą je dopiero wówczas, gdy nakaże im to sąd.

    Dziennikarze i wydawca tygodnika w towarzystwie adwokatów dopytywali funkcjonariuszy o podstawę prawną interwencji. Prokurator nie potrafił jej wskazać. Ale nie chciał też odstąpić od przeszukania redakcji, które zostało zarządzone wobec odmowy wydania nagrań. Skąd taka zawziętość? Napięcie rosło z godziny na godzinę, a w siedzibie "Wprost" pojawiało się coraz więcej osób.

    - Sytuacja jest patowa - ogłosił wydawca gazety Michał Lisiecki. - Sylwester nie wyda laptopa, prawnicy wskazują, że mamy do tego prawo, a żądania prokuratury są bezprawne. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że wobec tego funkcjonariusze użyją siły. I użyli. Przewrócili siedzącego na fotelu Latkowskiego i próbowali mu odebrać komputer, który mocno przyciskał do siebie. Do pokoju, w którym przebywali, wtargnęli dziennikarze. Pod naporem tłumu nie wytrzymały drzwi. Funkcjonariusze i prokuratorzy zobaczyli, że w pierwszym starciu ponieśli porażkę i po godz. 23 "odstąpili od czynności".

    Stan wyjątkowy, który niespodziewanie nastąpił w środę w redakcji tygodnika, wyzwolił solidarność wśród dziennikarzy, którzy licznie stawili się, by wyrazić sprzeciw wobec takiego traktowania konstytucyjnie zapewnionej swobody mediów. Reprezentowanie różnych tytułów - od lewa do prawa - nie przeszkodziło we wspólnym skandowaniu hasła: "Wolne media!". Nikt nie myślał o różnicach.

    Czytaj także:

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • AndrzejGGG
      19.06.2014 09:49
      A to PRL się skończył? Bo patrząc w telewizji na zadowolone twarze Kwaśniewskiego, Oleksego i Millera, oraz na ich dzieci i protegowanych, którymi został obsadzony aparat państwowy i media, można by było mieć wątpliwości...
    • apendula_niewdziosek
      19.06.2014 11:12
      Gdyby nagrywającym zależało na Polsce, to by ujawnili nagranie natychmiast a nie po roku.
      Gdyby Wprost zależało na Polsce, to wrzuciliby całość do internetu bez skrótów i oryginał wydali prokuraturze, a nie "cykali" po kawałku jakieś wycinki.
      Nie bronię rządu, ale dziennikarze dali niezły popis paserstwa i "hienizmu" a nie jakiejkolwiek misji w imię wartości wyższych.
    • Utu
      19.06.2014 12:07
      Kiedyś mieliśmy czerwony, a obecnie mamy RUDY REŻIM!
    • justyna
      19.06.2014 13:21
      wolne media... to jakiś żart. Czy krzyczeli też ci z "GW"?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół