• facebook
  • rss
  • Pierwszy stopień do…

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 38/2014

    dodane 18.09.2014 00:00

    Muzeum Narodowe chce wtajemniczać w masońskie rytuały. Tymczasem Kościół zabrania katolikom przystępowania do wolnomularskich lóż.

    Na wystawę wchodzi się przez drzwi w kształcie trumny. – To dlatego, że aby zostać wolnomularzem, trzeba „umrzeć” dla świata zgiełku – tłumaczy autor wystawy, prof. Tadeusz Cegielski. Sam będąc masonem, chętnie opowiada o tajemnicach masońskich lóż. Ale obowiązuje go sekret, gdy chodzi o rytuały własnej loży. Prowadzi więc do kolejnych pomieszczeń, które zaaranżowane są tak, by pokazywać kolejne stopnie wolnomularskiego wtajemniczenia. Żeby wejść do loży, trzeba nawet zapukać w rytualny sposób.

    – W Izbie Rozmyślań kandydat siada za biurkiem, by napisać rodzaj testamentu filozoficznego, odpowiadając na pytanie, co chciałby uczynić dla siebie, dla ojczyzny i świata – tłumaczy prof. Cegielski, pokazując biurko z czaszką i kartką papieru. Zanim kandydat stanie się uczniem i czeladnikiem, musi się jeszcze poddać głosowaniu, a potem próbie czterech żywiołów. Gdy zostaje mu zdjęta z oczu opaska, oślepiony zostaje intensywnym światłem. W jego pierś wymierzone są zaś ostrza innych braci, na wypadek, gdyby chciał kiedyś zdradzić tajemnice swojej loży. W sali zwanej świątynią adept „sztuki królewskiej” doznaje kulminacyjnego momentu inicjacji, tzw. udzielenia światła. Tu składa również przysięgę: na Biblię, Koran lub inną świętą księgę. – Zdajemy sobie sprawę z kontrowersji, jakie towarzyszą tej wystawie. Ale dzięki niej możemy spojrzeć za kotarę spraw, o których się często mówi, używając stereotypów i pojęć niesprawdzonych. Przekonajmy się, czym jest wolnomularstwo i czym było kiedyś – zachęcała dyrektor Muzeum Narodowego Agnieszka Morawińska, otwierając ekspozycję „Wolnomularstwo. Pro publico bono”. – To część naszej kultury narodowej. W dodatku tak istotna, że bez wolnomularstwa trudno byłoby zrozumieć historię – tłumaczy autor scenariusza wystawy, prof. Tadeusz Cegielski, prowadząc do dalszych sal. W loży bankietowej, gdzie zbierają się masoni po każdym posiedzeniu, obowiązuje rytuał nawiązujący do musztry wojskowej. U szczytu długiego stołu jest miejsce dla mistrza loży, w gablotach – 70 pokazywanych po raz pierwszy masońskich pucharów ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Na ścianie portret patrona masonerii. – Może kiedyś zgodzi się nim być prezydent Bronisław Komorowski – zastanawia się Tadeusz Cegielski. I prowadzi do miejsca poświęconego lożom kobiecym i filantropii.

    Dwie kolejne sale, nazwane zgodnie z tytułem całej wystawy, pokazują zaangażowanie wolnomularzy w działalność na rzecz narodu i państwa. Tu umieszczono m.in. „Portret Stanisława Augusta Poniatowskiego z klepsydrą”, pędzla Marcella Bacciarellego, czy podobiznę Ludwika Osińskiego w stroju wolnomularskim, pokazujący czcigodnego mistrza, czyli przewodniczącego loży, dzierżącego symbole masońskiej władzy, młotek i szpadę, oraz udekorowanego odznakami loży „Świątyni Izis”. – Kto dziś pamięta, że adeptami masonerii i aktywnymi członkami lóż byli: Wojciech Bogusławski, twórca narodowej sceny, Józef Elsner, kompozytor i nauczyciel Chopina, generał Jan Henryk Dąbrowski czy Józef Wybicki, autor słów do Mazurka Dąbrowskiego? – pyta prof. Tadeusz Cegielski, podkreślając, że masonom zawdzięczamy również Konstytucję 3 Maja.

    Ekspozycja składa się z blisko pół tysiąca obiektów związanych z rytuałem masońskim: od fartuchów, młotków, odznak i pieczęci, po ryciny i portrety ze zbiorów Muzeum Narodowego. Można je oglądać do 11 stycznia. Wystawie towarzyszy bogaty program dodatkowych imprez, m.in. dla rodzin i uczniów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół