• facebook
  • rss
  • Tego nie dało się wytrzymać

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    Trzy miesiące i siedem dni – tyle siedział w celi śmierci Wacław Sikorski „Bocian”. Zamiast laurów na bohaterów Powstania Warszawskiego czekały PRL-owskie karcery.

    Bocian, rocznik 1925, pokazuje dłoń. Linia życia przecina się z inną. W więzieniu na Rakowieckiej ktoś powiedział mu, że to znak: pójdzie na rozstrzelanie. Więc każdego wieczoru się bał. Paznokciem długo starał się tę linię wygładzić. I przeżył, chociaż w komunistycznych więzieniach przesiedział w sumie osiem lat.

    A ja musiałem stać

    Takich jak on, powstańców Warszawy, którzy za walkę o wolność powinni być noszeni na rękach, Urząd Bezpieczeństwa w pierwszych latach istnienia PRL zwalczał szczególnie zajadle. AK-owskie życiorysy wpędziły ich do przepełnionych cel, z których zabierano ich na niekończące się seanse tortur. Wielu do celi nie miało sił wrócić, więc tylko wrzucano ich obolałe ciała. – Zawsze było podobnie: „Nie chcesz mówić?!”, a potem bicie. Kazali siadać na odwróconym stołku. Ile tak można wytrzymać? Wstawałem i od razu dostawałem w gębę! Przewracałem się, a oni bili dalej. Albo kazali stać na baczność przy ścianie. Co kilka godzin się zmieniali, a ja musiałem stać. W końcu przewracałem się, więc kopali gdzie popadło. Znęcali się nade mną na okrągło – wspomina Wojciech Barański „Bar”, którego UB aresztowało, gdy miał 17 lat.

    Różaniec z okruszyn

    – Rozstrzeliwali zawsze między 18.00 a 19.00. Nie ma dnia, żeby nie wracały wspomnienia z Rakowieckiej, Rawicza, Wronek, Sztumu. Codziennie, gdy biorę różaniec, przypominam sobie modlitwę w celi, na różańcu z okruszyn chleba i nitki. Siedzieliśmy w celi przeznaczonej dla 25 osób. Czasami liczyłem: było ponad 120 więźniów. W tym ścisku nie mogliśmy się odnaleźć – mówi 91-letni Wacław Sikorski. „Z łaski Bieruta” wyrok śmierci zamieniono mu na dożywocie. – Bohaterowie Powstania Warszawskiego, którzy stawili czoło jednej z najstraszliwszych potęg, przed powstaniem marzyli, że po zwycięstwie będą iść w paradzie Alejami Ujazdowskimi. Dziś młodym nie mieści się to w głowie, że na żołnierzy powstania nie czekała żadna zwycięska defilada, ale kazamaty PRL-u. Spotkało ich tyle niezasłużonego cierpienia... Jesteście dla nas ważni, bo swoim życiem pokazaliście, jak przekuć cierpienie w bohaterstwo – mówił Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, podczas prezentacji książki „Przerwany sen o Warszawie”.

    Kto by uwierzył?

    Bohaterami książki, zawierającej 11 rozmów Michała Olszańskiego zilustrowanych fotografiami autorstwa Michała Szlagi, są powstańcy warszawscy, którzy padli ofiarą reżimów nazistowskiego i komunistycznego: Wacław Sikorski „Bocian”, Leszek Żukowski „Antek”, Anna Jakubowska „Paulinka”, Danuta Ambroziewicz „Dana”, Jerzy Smoniewski „Lotnik”, Wojciech Barański „Bar”, Andrzej Korczak-Branecki „Bóbr”, Barbara Kulińska „Zula”, Zbigniew Peć „Lew”, Jerzy Świderski „Lubicz” i Barbara Otwinowska „Witek Błękitny”. – Podczas okupacji wiedzieliśmy, że walczymy z wrogiem, ale po wyzwoleniu zostaliśmy „zaplutymi karłami reakcji” i odsiadywaliśmy długie wyroki – mówi Anna Jakubowska „Paulinka”, łączniczka i sanitariuszka batalionu „Zośka”. Po okupacji niemieckiej była pewna, że nic gorszego jej już w życiu nie spotka. Urząd Bezpieczeństwa „zadbał” o to, by przerwać jej sen o Warszawie i wolności. Oddzielona od swojego synka, spędziła w więzieniu ponad 5 lat, w celach z innymi, stłoczonymi ofiarami okrutnych przesłuchań. Za to, że była w AK i walczyła o wolną Polskę. – Straszne rzeczy przeszliśmy. I tak się czasem zastanawiam, czy gdyby ktoś mi opowiedział podobną do mojego życia historię, uwierzyłbym? Chyba nie... – mówi Wacław Sikorski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół