• facebook
  • rss
  • Magia „Pilotów”

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 45/2017

    dodane 09.11.2017 00:00

    Czy bardziej zaskakuje nas pozorny realizm rzeczywistości czy banalna historia miłosna?

    Ciężka szkarłatna kurtyna. Wyściełane bordowym suknem fotele. Dostojne loże jak z filmów retro. Wszystko to sprawia, że wkraczając do Romy, czujemy się jak w innym świecie. Warszawa, 1939 rok. Z głuchym warkotem nadlatują samoloty. Kamienice stolicy rozpadają się jak domki z kart. Na środku sceny wybucha pożar.

    Autor libretta, Wojciech Kępczyński, deklaruje: „To fikcyjna fabuła, dla której pewne wydarzenia historyczne były oczywistą inspiracją, ale jej przebieg, konstrukcja scen są od początku do końca wytworem wyobraźni twórczej”. A jednak Teatr Roma ma to do siebie, że widz, czując wagę problemu, angażuje się w akcję bez reszty. Rok 1940, Bitwa o Anglię. Polscy piloci bronią angielskiego nieba – to temat, który już dawno powinien zaistnieć w świadomości polskiego widza. „Dwaj bracia mojej babci brali udział w bitwie o Anglię” – wyznaje reżyser. Podobne wspomnienia ma choreograf Agnieszka Barańska. W fabułę jest naturalnie wprowadzony wątek miłosny, ale ile takich historii wydarzyło się w rzeczywistości, nietrudno sobie wyobrazić. Historii, które były próbą przetrwania i które nie zawsze kończyły się happy endem. Ta ułuda, której ulegamy w Romie, to – jak się okazuje – wynik fantazji, ale też ciężkiej, koncepcyjnej pracy. Proces preprodukcyjny zajął ponad pół roku. I co dziwi najbardziej: samoloty w bitwach są ręcznie malowane. A więc to, co daje efekt iluzji, to wynik morderczej wręcz pracy. A przy tym uwagę zwraca także lekkość linii melodycznej przewijającej się przez realistycznie pokazaną rzeczywistość. Rozłożyste drzewo w Ogrodzie Saskim, pod którym spotykają się kochankowie, niemal szemrze listkami poruszanymi podmuchem wiatru. Nina i Jan jak wielu innych wierzą, że doczekają się wspólnego szczęścia. I ta wiara pozwala im przetrwać najniebezpieczniejsze sytuacje. A nam, widzom, pozwala oswoić się z tak zaskakującymi zjawiskami jak pojawienie się na scenie samolotu myśliwskiego Hawker Hurricane Mk o wymiarach zbliżonych do rzeczywistych. Oto magia Romy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół