Nowy numer 20/2018 Archiwum

Kaprysy losu

Oto oglądamy, jak trudno spaść ze szczytu na sam dół.

Gdy zdecydowała się zamknąć w getcie, by wspierać matkę i siostry, swoim kunsztem wokalnym dawała nadzieję na przetrwanie. Nazywana była wówczas muzą getta. Jak więc to mogło się stać, że kilka miesięcy później oskarżono ją o kolaborację?

Wiera Gran, gwiazda, której sławy tak wielu zazdrościło… Oczyszczona z zarzutów przez Sąd Najwyższy, nigdy się od tych pomówień nie uwolniła. Siła plotki i donosów jest silniejsza niż wyrok sądu. Cóż więc były warte niegdysiejsze splendory, sukcesy, entuzjastyczne recenzje? Dopóki mogła, zmagała się z krzywdzącymi opiniami, wreszcie załamana opuściła Polskę. Zgorzkniała, żyła w samotności. Nic dziwnego, że portret Wiery Gran zachęca scenarzystów i realizatorów do własnej interpretacji jej losu. Przykładem może być ostatni spektakl w Teatrze Żydowskim, zatytułowany skromnie: „Wiera Gran”. Ale przeniesienie jej przeżyć na scenę nie jest proste, zwłaszcza gdy twórcy chcą uciec od realizmu. Na scenie więc jest kilka postaci kobiecych. Część to wielbicielki wielkiej gwiazdy, które zazdroszczą jej powodzenia, część to różne wcielenia Wiery. Pojawiają się okruchy jej wspomnień, dobrych i złych. Na tym tle od czasu do czasu brzmią piosenki Wiery Gran w nowoczesnej aranżacji, które łączą narrację z warstwą fabularną. Piosenki piękne. Może w nich najdramatyczniej wybrzmiewa jej los. Słuchając ich, zapominamy, jaki bagaż dźwigała w swoim życiu. 10 lat po śmierci Wiery Gran realizatorzy postanowili udzielić jej głosu. Jej samej. Czy to udało się w pełni? Spektakl owiany jest wieloznacznością. Publiczność więc może dopowiedzieć sobie to, co niedopowiedziane. Sztuka ta kryje w sobie tajemnice, tak jak kryła je bohaterka. Z pewnością były to jednak tajemnice bolesne.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma