Gość Katowicki 29/2018 Archiwum

Korbka z pomysłami

Nie chce mi się żyć – ks. Andrzej Dziedziul słyszy to od wielu, którzy trafiają do prowadzonego przez niego hospicjum. Często odchodzą uśmiechnięci. Przemienieni.

Ksiądz Andrzej Dziedziul, dyrektor Hospicjum Domowego Księży Marianów mieszczącego się przy ul. Tykocińskiej, kiedyś fotografował swoich podopiecznych. Zdjęcia, które zrobił po przyjęciu do hospicjum i na kilka dni przed śmiercią, różnią się od siebie. – Często odchodzą szczęśliwi. A kiedy przyjmowałem ich do ośrodka, byli niekiedy zniechęceni. To jest pełny sukces – mówi dyrektor. Stoją za nim lekarze, pielęgniarki, psycholodzy, fizjoterapeuci i sztab wolontariuszy. W sumie prawie 150 osób zaangażowanych w funkcjonowanie hospicjum. Oraz zasada, że pacjent nie jest towarem, ale człowiekiem, który potrzebuje całościowej opieki. Za taką właśnie miłosierną i samarytańską służbę dru- giemu człowiekowi marianin dostał w tym roku „katolickiego Nobla”.

Pomoc także duchowa

Do hospicjum przy Tykocińskiej nie ma kolejki. Miejsce znajdzie się dla każdego cierpiącego z prawobrzeżnej części Warszawy i okolic. – To heroizm wielu pracowników, którzy, gdy jest nadmiar chorych, pracują więcej niż trzeba – wyjaśnia dyrektor. Miesięcznie hospicjum obejmuje opieką ok. 400 osób w ostatnim stadium nowotworowej choroby, także tych nieubezpieczonych. Przebywają w swoich domach. Całotygodniową pomocą służą im lekarze specjaliści, pielęgniarki, psychologowie i wolontariusze. Z hospicjum można także wypożyczyć potrzebny sprzęt, jak na przykład elektryczne łóżko czy chodzik.

Ale pomoc jest o wiele większa. Do większości z około 100 osób, które co miesiąc zgłaszają się do hospicjum, ks. Andrzej Dziedziul dzwoni osobiście. – Umieranie to czas wielkiej, wewnętrznej przemiany. Wiele osób potrzebuje duchowego wsparcia, a także zwykłego kontaktu. Pomoc potrzebna jest także ich rodzinie – wyjaśnia.

Worek na rozmowę

Bliscy nie zawsze znajdują czas na bycie przy chorym. Dlatego, kiedy Izabella Konopka, wolontariuszka, odwiedza swoich podopiecznych, opowiada im o osobistych radościach: występach w chórze, trasach koncertowych i ciekawych ludziach, których spotyka. Wspólnie odmówi Różaniec, przewinie, zrobi herbatę czy ugotuje obiad. Także uważnie wysłucha: o buncie przeciw chorobie, niebieskiej sukience do trumny czy bliskich, którzy nie dostrzegają zbliżającej się śmierci. – Wolontariusz to taki „worek”, do którego wrzuca się wszystko to, o czym nie można lub nie chce się porozmawiać z rodziną – mówi. I dodaje: – A ja jestem po to, by dać radość do końca. Po śmierci bierze pod swoją opiekę kolejną osobę. Jej życie, chorobę i rodzinę. Czasami jest po ludzku zmęczona... – Kiedy jestem przemęczona ludzkimi problemami, korzystam z pomocy psychologicznej w hospicjum, dostępnej dla każdego wolontariusza. Wspólnie omawiamy trudności i metody ich przezwyciężenia – wyjaśnia.

Multimedialne wspomnienia

– Te zdjęcia przynosi rodzina – wolontariuszka pokazuje koszyk pełen fotografii zmarłych. W podniosłej atmosferze będą wyświetlane podczas corocznej, zaduszkowej Mszy św. za zmarłych podopiecznych hospicjum. W kopertach przygotowa- nych jest 900 zaproszeń na modlitewne spotkanie. – Wolontariusze osobiście dostarczą je rodzinom. Będzie to okazja do nawiązania kontaktu i pomocy tym, którzy bardzo boleśnie przeżywają stratę – wyjaśniają pracownicy hospicjum. Załamani, pogrążeni niekiedy w depresji współmałżonkowie w ośrodku mogą znaleźć wsparcie. – Mamy rozbudowaną ofertę dla osób w żałobie. Od comiesięcznych Mszy św., po grupy wsparcia, czy spotkania indywidualne. Szczególną troską otaczamy także dzieci – mówią pracownicy. To właśnie z myślą o nich organizowane są spotkania w hospicjum, letnie i zimowe obozy, na które zapraszani są także ich opiekunowie. – Osoby, które wraz dziećmi wyjeżdżają, dużo szybciej dochodzą do równowagi. Jest to także okazja, by nawiązać kontakt z dzieckiem, które może podwójnie przeżywa osamotnienie, kiedy pozostały rodzic pogrąża się w żałobie – wyjaśnia ks. Andrzej Dziedziul. Niektórzy po śmierci bliskich wracają jako wolontariusze. Swoje doświadczenie w przeżywaniu straty członka rodziny chcą wykorzystać także po to, by uwrażliwiać innych. Hospicjum od wielu lat prowadzi w tym zakresie akcje edukacyjne. – Szkolimy nie tylko naszych wolontariuszy, ale także osoby z innych ośrodków. O pracy z osobą chorą opowiadają duchowni, psycholodzy i pracownicy medyczni – wyjaśnia ks. Dziedziul. I dodaje: – Są szpitale, gdzie lekarz, zamiast pacjenta, widzi tylko jego wyniki na komputerze. Nasi opiekunowie wiedzą, jak rozmawiać z rodzinami, jak rozumieć gniew czy bunt. Podstawowy kurs z opieki nad chorym prowadzony jest także dla młodzieży. – Ks. Andrzej bierze „korbkę” i nakręca nas różnymi pomysłami. One wychodzą, bo my się tu wszyscy bardzo kochamy – podsumowują działalność hospicjum pracownicy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma