GN 28/2018 Archiwum

Wiara na manowcach?

Wypchany koń z wbitą w bok tabliczką z napisem INRI podobno nie jest kontrowersyjny. Bo nie wszyscy wiedzą, co skrót z krzyża Chrystusa oznacza.

Sztuka może być tylko dobra albo zła – słyszę od Justyny Wesołowskiej, kurator wystawy Maurizio Cattelana. Dwa lata starała się, żeby prace Włocha, ikony sztuki nowoczesnej, które pokazują największe galerie świata, trafiły znowu do Warszawy. Znowu, bo poprzednia wystawa, na której pokazano rzeźbę „Dziewiąta godzina”, wyjeżdżała z Polski w atmosferze skandalu. Głównie za sprawą Witolda Tomczaka, polityka Ligi Polskich Rodzin, który w 2000 r. uwolnił rzeźbę papieża Jana Pawła II, przygniecionego meteorytem, uszkadzając pracę.

Hitler o twarzy dziecka

Tym razem Cattelan znowu szokuje, choć niektórzy twierdzą, że tylko demaskuje to, co siedzi w każdym z nas. Dlatego HIM, jedyny eksponat pokazywany poza Centrum Sztuki Współczesnej – na ulicy Próżnej 14, ma dwie twarze, które wyglądają inaczej, zależnie od pory dnia. Raz jest niewinnym dzieckiem, raz Adolfem Hitlerem, pokazanym w klęczącej pozie, ze złożonymi do modlitwy dłońmi. „Każdy z nas był niegdyś kruchym niewinnym i bezbronnym dzieckiem. W spustoszonej przez kataklizmy XX wieku Warszawie prace Maurizio Cattelana nabierają szczególnego wymiaru – stają się artystycznym komentarzem dla katolickiego credo: co to właściwie znaczy miłować swoich wrogów? Co znaczy odpuszczać winy naszym winowajcom?” – czytamy w przewodniku po wystawie. Umieszczona w centrum dawnego getta warszawskiego rzeźba ma oddziaływać jeszcze silniej.

Artysta szukający wiary?

W twórczości Cattelana można doszukać się wielu odwołań do religii chrześcijańskiej. Czy dlatego, że jak wspominał, pochodził z bardzo wierzącej rodziny? Wystawa otrzymała tytuł „Amen”. Jej autorzy starali się nawet, żeby któreś z prac Cattelana pokazać w warszawskim kościele Wszystkich Świętych lub Świątyni Opatrzności Bożej. – Ale dialog z postmodernizmem jest bardzo trudny, a niektóre z dzieł artysty wręcz obrazoburcze. To raczej materiał na Dziedziniec Pogan – mówi ks. Mirosław Nowak, proboszcz parafii przy pl. Grzybowskim. Cattelan, rzeźbiarz samouk, który rzadko nadaje swoim pracom tytuły, jeszcze rzadziej pojawia się publicznie. Nie udziela wywiadów i nie tłumaczy się ze swoich dzieł, pozostawiając widzom dowolność interpretacji. W kłopocie są więc także przewodnicy po wystawie, którzy oprowadzają po dwóch salach Zamku Ujazdowskiego, opowiadając o autorze i jego pracach. „Rzeźbach” czy „instalacjach”? – nie mogą dojść do porozumienia. Student Akademii Sztuk Pięknych pokazuje detale skóry kobiety, która wisi jak ukrzyżowana na łóżku pionowo umieszczonym na ścianie. Potem zdjęcie dwóch rąk fakira zakopanego w piasku i łoże śmierci, na którym leży zdublowana postać mężczyzny o twarzy samego artysty.

Koń, jaki jest, nie każdy widzi

Ale mnie najbardziej interesuje wypchany koń, leżący z otwartymi oczami i wbitym w bok kołkiem z napisem INRI. Czytelne, bezpośrednie odniesienie do krzyża Chrystusa, na którym Poncjusz Piłat kazał przybić tabliczkę: „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”, wskazującą na winę umęczonego Zbawiciela. Tytuł INRI, który stał się w ikonografii chrześcijańskiej ważną częścią składową krucyfiksów, pojawia się też na szatach i naczyniach liturgicznych. – To nie dla wszystkich jest oczywiste. Wielu osobom ta rzeźba bardzo się podoba, ale nie wiedzą, co ten napis oznacza. Choć mówią, że skądś go kojarzą – usiłuje przekonać nas student przewodnik. I namawia, żeby na Cattelana nie spoglądać przez kalki swoich uprzedzeń. Staram się nie być inkwizytorami. Ale naprawdę nie wiemy, o co chodzi artyście, znanemu ze swojego hiperrealizmu, a jednocześnie prześmiewczego podejścia do świata? Może sam powie, bo podobno w styczniu ma odwiedzić Warszawę.

Koń jak Bóg?

Tomasz Gołąb – Nie byłem uprzedzony do Maurizio Cattelana. I pewnie nie zauważyłbym nawet dziecka, powieszonego zamiast flagi na jednym z trzech masztów przed siedzibą CSW w Zamku Ujazdowskim. Ale przyznaję, nie przemawia do mnie także żadna z interpretacji konia z inskrypcją INRI. Czemu akurat takie odwołanie? Czemu artysta nie napisał: „masło”? Może byłoby za mało kontrowersyjnie? Czemu nie umieścił w ciele zwierzęcia całego krzyża? Za bardzo się bał? W przewodniku po wystawie czytam, że koń jest symbolem polskiego patriotyzmu, a „agonia zwierzęcia przypomina o utracie naszej wrażliwości na widok ludzkiego cierpienia, wszechobecnego w mediach”. Koń jako Chrystus? Ekologia czy prowokacja?

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma