Nowy numer 49/2020 Archiwum

Zostaną wielkie owoce

Śp. kard. Józef Glemp. – Nie mogę pojąć, jak to możliwe, że jeden człowiek potrafił udźwignąć tyle obowiązków – dziwi się ks. Grzegorz Kalwarczyk, przeglądając roczniki wydawanych przez siebie „Wiadomości archidiecezjalnych warszawskich”, które dokumentowały publiczną działalność metropolity warszawskiego.

Wieloletni kanclerz kurii znał kardynała od 7 lipca 1981 roku, gdy pierwszy raz po nominacji arcybiskupiej przekroczył próg warszawskiej kurii. – Nieprzeciętna osobowość. Zawsze widziałem księdza prymasa uśmiechniętego, czasem wydawał mi się nieśmiały, ale był jednocześnie stanowczy, dotrzymujący słowa, punktualny, rozmodlony... – wymienia ks. Grzegorz Kalwarczyk.

Poświęcony ludziom. I Bogu

Pokonywał tysiące kilometrów ze swoim kierowcą, Stefanem Buczkiem. – Po Polsce zawsze podróżował samochodem. A nieraz były to podróże jednego dnia, na przykład do Szczecina, a potem na południe – mówi były kanclerz kurii warszawskiej, przypominając, że do reformy administracyjnej Kościoła w 1992 r. Józef Glemp był jednocześnie metropolitą warszawskim i gnieźnieńskim, a więc miał pod opieką niemal dwie trzecie terytorium kraju.

– Do tego dochodziły obowiązki prymasa, a więc przewodniczenie i reprezentowanie na uroczystościach, także na szczeblu państwowym. Nie mówiąc o stałych kontaktach z Watykanem i o zobowiązaniach wobec Polonii, na Wschodzie i na Zachodzie. Te kardynał uważał za równie ważne co w kraju. Za granicą zastała go też śmierć Jana Pawła II. Przygotowywał większość papieskich pielgrzymek do kraju, chyba tylko z wyjątkiem pierwszej, w której pomagał kard. Stefanowi Wyszyńskiemu. A przynajmniej do trzeciej pielgrzymki trudnością nie było samo ustalenie jej harmonogramu i szczegółów, ale przede wszystkim uzyskanie na nią zgody komunistów. O niektóre punkty, na przykład wizytę ojca świętego przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki, było szczególnie trudno.

Mądrość jest pokorna

Śmierć ks. Jerzego, za którą pośrednio winił się podczas publicznego rachunku sumienia w roku 2000 na pl. Teatralnym, była jednym z najtrudniejszych momentów życia księdza prymasa. Ale trzeba przyznać, że jego postawa podczas stanu wojennego, zwłaszcza w pierwszych jego chwilach, zasługuje na uznanie. Mówią to dziś historycy, badający ówczesne realia kościelne i polityczne. Wprawdzie jego homilię z 13 grudnia 1981 r. z kościoła Matki Bożej Łaskawej Patronki Warszawy władze komunistyczne bezlitośnie wykorzystywały do własnych propagandowych celów, jednak trzeba przyznać, że była to postawa godna człowieka Kościoła. Apel o nierozlewanie krwi wówczas nie przysporzył nowemu arcybiskupowi Warszawy popularności, ale za tę rozwagę Jan Paweł II wyrażał mu wdzięczność. Kardynał Glemp umiał zachować dystans do bieżących sporów, co pozwalało mu także w latach 90. uniknąć wikłania się w spory polityczne. Mimo tłumów polityków, którzy pragnąc jego namaszczenia, łapali za klamkę Domu Arcybiskupów Warszawskich.

Nowocześnie tradycyjny

Kard. Józef Glemp spontanicznie powołując Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, pokazał kierunek działań Kościoła zgodny najbardziej z duchem Ewangelii. W obronie ludzkiego życia był gotowy przyjąć zniewagi i upokorzenia. 15 punktów dekanalnych, pół tysiąca współpracowników, pomoc w znalezieniu pracy dla ponad 800 osób z terenu archidiecezji i ogromna pomoc finansowa, także dla dzieci osób internowanych – to wszystko nie byłoby możliwe bez osobistego i silnego zaangażowania biskupa Warszawy. Okres posługi prymasa Glempa to także intensywny rozwój różnych form duszpasterstwa, ruchów i wspólnot religijnych. Kardynał nie bał się nowinek, zapraszając do swojej archidiecezji na przykład monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie, którym powierzył świątynię przy ul. Łazienkowskiej (szerzej o tym na stronach VI–VII). W 1990 r. powołał pierwsze w Europie Wschodniej seminarium Redemptoris Mater, kształcące kapłanów na Drodze Neokatechumenalnej. Wierni archidiecezji jako jedni z nielicznych w kraju mieli możliwość przyjmowania Komunii św. na rękę, jako jedni z pierwszych mieli też swoje katolickie rozgłośnie radiowe. Jako pierwszy w Polsce powołał kapelanię lotniczą na Okęciu. Prymas Glemp jako arcybiskup warszawski uczestniczył w 19 procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Może też dlatego był pewien, że Polska ma do spełnienia w Unii Europejskiej ważną misję świadka Ewangelii. A tym, którzy wieszczyli, że wraz z wejściem do struktur unijnych polskie kościoły się wyludnią, mógł przeciwstawić nie tylko wielką wiarę w Bożą Opatrzność, ale też twarde fakty: świątynie wciąż są pełne wiernych, a seminaria – kandydatów do kapłaństwa. Choć za poparcie dla integracji europejskiej spotkało go wiele szykan, łącznie z napisem sprayem na murze od strony ul. Miodowej: „Zdrajca Tysiąclecia”. Prymas w takich sytuacjach umiał nadstawić drugi policzek.

Nie nadążaliśmy za nim

Kard. Józef Glemp zapisał się wyjątkowo w historii archidiecezji warszawskiej. Wystarczy powiedzieć, że utworzył ponad sto nowych parafii i konsekrował ponad setkę nowych świątyń (za jego życia powstały na przykład wszystkie kościoły na Ursynowie). Ćwierć wieku przewodzenia Kościołowi warszawskiemu odcisnęło na diecezji wyraźny duszpasterski rys osobowości ordynariusza. Dla pokolenia 30–40-latków, którzy nie pamiętają innego biskupa diecezjalnego, otwartość Kościoła na nowe duszpasterskie inicjatywy i pomysły wydaje się naturalna. Ale kard. Glemp zaskakiwał swoją kreatywnością nawet młodych kurialistów. – Nie nadążaliśmy za nim – śmieje się ks. Henryk Małecki. – Jeszcze nie zdążyliśmy zrealizować poprzednich koncepcji, a już ksiądz prymas przychodził z kolejnymi. Tak było też z jedną z najważniejszych decyzji, które zapadły za rządów kard. Glempa: realizacją zobowiązania Polaków z czasów Konstytucji 3 Maja – budową Świątyni Bożej Opatrzności w Wilanowie. Tylko dzięki osobistej determinacji arcybiskupa warszawskiego udało się w dość obojętnym, a miejscami niechętnym pomysłowi otoczeniu przeprowadzić sprawę w Sejmie, znaleźć odpowiednią działkę, rozstrzygnąć – choć z problemami – konkurs na koncepcję architektoniczną, wmurować kamień węgielny i doprowadzić budowę do stanu, w którym kontynuował ją jego następca, kard. Kazimierz Nycz.

„Każdemu bym życzył...”

Zasługą kard. Józefa Glempa jest jednak o wiele więcej dzieł, które dziś przynoszą owoce w diecezji: od działań ekumenicznych i międzyreligijnych, którym życzliwie patronował, dzieł charytatywnych, po rozwój szkolnictwa katolickiego, w tym przekształcenie Akademii Teologii Katolickiej w Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym uczy się dziś 16 tysięcy studentów na 33 kierunkach. Dzięki jego staraniom odrestaurowano dawny budynek seminaryjny przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie przeniesiono seminarium, i przekształcono dotychczasowy dom seminaryjny na Bielanach w ośrodek rekolekcyjny oraz siedzibę dwóch diecezjalnych szkół katolickich. To ksiądz prymas wprowadził permanentną formację duchownych, dzięki jego staraniom wyremontowano budynek kurii metropolitalnej i zreorganizowano jej struktury, przygotowując podwaliny pod jej ostateczny kształt, który otrzymał za rządów kard. Kazimierza Nycza. – Każdemu życzyłbym mieć takiego poprzednika i współpracownika. W ostatnich latach, gdy był już seniorem, pomagał ogromnie dużo, żył sprawami Kościoła. Zawsze życzliwy, zawsze delikatny, zawsze gotowy podzielić się swoimi doświadczeniami, ale nigdy nic nienarzucający – mówił kard. Nycz w homilii 27 stycznia podczas pożegnania kard. Józefa Glempa w bazylice św. Krzyża.

Nie dbał o swój PR

Ks. Henryk Małecki, proboszcz parafii św. Tomasza Apostoła – Ksiądz prymas zaskakiwał nas przede wszystkim duszpasterską troską i roztropnością. Nie pamiętam, by zdarzyło mu się kiedykolwiek wydać o kimś jakąś złą opinię, choć czasami miał powody. Nigdy nie podejmował też personalnych decyzji, które nie dawały szansy naprawienia wyrządzonego zła. Za wszelką cenę szukał w człowieku dobra. Miał też niezwykłą łatwość nawiązywania kontaktów: podczas wielu duszpasterskich wizyt widziałem, jakie wrażenie robiło to na jego rozmówcach. Umiał tak ciepło do nich mówić... Najbardziej uderzało mnie jednak, że był przy tym niezwykle skromny, nie szukał poklasku, wręcz nie dbał o swój PR. Ks. Jan Sikorski, były duszpasterz więziennictwa – Kard. Józef Glemp obejmował diecezję warszawską w bardzo trudnym momencie historycznym. Ale swoją posługą wpisał się w ciąg wielkich prymasów w dziejach narodu, pozostając człowiekiem skromnym. Obserwowałem, jak z humorem przyjmował kolejne ograniczanie jego kompetencji, ale jednocześnie, z jaką troską zajmował się duszpasterstwem powierzonych mu osób. Ja sam korzystałem z jego „parasola” w tworzeniu duszpasterstwa więziennego. Był ogromnie wrażliwy na ludzką krzywdę, czego dowodem była natychmiastowa reakcja na internowanie ludzi w stanie wojennym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama