Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wciąż dzieli nas mur

Skromny szlachcic, żołnierz Armii Napoleońskiej, a nade wszystko znakomity komediopisarz z okazji zbliżającej się 220. rocznicy urodzin doczekał się oficjalnych obchodów Roku Fredrowskiego.

Trwa wysyp sztuk Fredry na polskich scenach, by wymienić choćby dwie inscenizacje „Zemsty”: w OCH-Teatrze i świętującym stulecie Teatrze Polskim. Ta w OCH-Teatrze, wyreżyserowana przez Waldemara Śmigasiewicza, kładzie nacisk na polskie podziały, zarówno kiedyś, jak i dziś. Czerwono-biały plakat, czerwony kostium Rejenta i biały Cześnika sugerują, że dzieli nas nie tylko legendarny mur graniczny, tu: rozpadający się drewniany płot, ale model życia, kreowany przez zawiści, fałszywe ambicje, rozdętą pychę, przykryte hipokryzją i pseudopatriotyzmem.

Tylko stary Dyndalski (Wojciech Po- kora), który słucha sielskich fragmentów „Pana Tadeusza” w interpretacji Gustawa Holoubka (!), wierzy jeszcze w mit zjednoczenia. W spektaklu czuje się pazur reżysera spod znaku Gombrowicza, którego ostre diagnozy na temat Polaków Śmigasiewicz od lat eksponuje na scenie. Stąd mniej w tej „Zemście” humoru, więcej zajadłości. Jedynie Papkin, figura niezmiennie komiczna, bawi jak zawsze. Niezawodny w tej roli był Artur Barciś. Energię i żywiołowość wniosła też na scenę Zofia Zborowska, bardzo współczesna Klara – tak, tak, to już kolejne pokolenie Zborowskich. Brawurowo zagraną rolą Rejenta Wiktor Zborowski święcił swój jubileusz. Partnerował mu Cezary Żak jako rozjuszony Cześnik. Myślę, że sam Aleksander Fredro, patrząc na dzisiejszą Polskę, nie ustrzegłby się goryczy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama