Nowy numer 44/2020 Archiwum

Matka tysiąca dzieci

Rodzina. – Tylko proszę o nas nie pisać – mówi pani Maria. – Najważniejsze, by pokazać, że problemy sieroctwa można rozwiązać – wtóruje jej mąż, Stefan Bramski. Tylko jak to pokazać, nie pisząc o tych, którzy swoim życiem pierwsi dali przykład?

Czy to nie skandal, że tyle lat po wojnie, w czasie pokoju, mamy wciąż tyle dzieci bez rodziców? – irytuje się pan Stefan.

Na bosaka po Rakowcu

Przełom lat 70. i 80. Na świecie była już czwórka dzieci państwa Bramskich. Ona – lekarka, pediatra. On – adiunkt w Instytucie Lotnictwa. Skromne pensje (kto miał wtedy dużo?), ale trzeba je było dzielić na sześcioro. – Byliśmy na materialnej „granicy przeżywalności” – śmieje się dziś pan Stefan. Wtedy zdecydowali, że przyjmą pod dach jeszcze dwoje dzieci. Niepełnosprawnych.

Maria Bramska zajmowała się ich leczeniem w Domu Dziecka. Adaś miał 8 lat, Krysia – 6. Chłopiec po pół roku w pierwszej klasie znał jedną literę, A, i nie rokował szybkiego opanowania B. Z przykurczem lewostronnym dostał II grupę inwalidzką. Dlatego Towarzystwo Przyjaciół Dzieci ucieszyło się, gdy pani Maria zapytała, czy może Adasia wziąć na Wielkanoc do swojego domu. Szybkie referendum w domu i decyzja: „Już go nie oddamy”. TPD ucieszyło się jeszcze bardziej. Z przysposobionymi dziećmi i czwórką swoich wyglądali na „dziwolągów” nie tylko na ulicy, ale i na basenie, wakacjach, w kolejce po masło na kartki. Pierwsze miesiące stanu wojennego były już ekstremalnie trudne. – Adaś ma jedną stopę większą. A na kartki przysługiwała tylko jedna para butów. Jak wytłumaczyć w sklepie, że muszę kupić dwie? Więc w ramach protestu spacerowaliśmy z nim na bosaka, ja też, po Rakowcu. Aż ksiądz Romuald Kołakowski złapał się za głowę – wspomina pan Stefan. – To były dzieci, które ginęły. Dosłownie. Wiedziałam, że trzeba je zabrać z Domu Dziecka, żeby uratować im życie – zwierza się Maria Bramska.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama