Nowy numer 43/2020 Archiwum

Cud o imieniu Gloria

Gloria Maria urodziła się już po śmierci Jana Pawła II, 9 lipca 2005 r. Kiedy okazało się, że nie przeżyje, jej mama zaczęła prosić papieża o cud. Została wysłuchana. Świadectwa wytrwałej modlitwy można było posłuchać 26 maja w bazylice w Niepokalanowie.

Na pierwszy rzut oka - normalni. On - emerytowany policjant, ona - mama na pełny etat. Piątka dzieci - w tym jedno cudownie uzdrowione za wstawiennictwem Jana Pawła II. Państwo Joanna i Jacek Wrona przyjechali z Częstochowy do Niepokalanowa, by opowiedzieć o cudzie życia ich dziecka. Było to drugie spotkanie z cyklu "Świadkowie wiary”, które 26 maja miało miejsce w niepokalańskiej świątyni.  

Cud ma na imię Gloria Maria i ma 8 lat. Mimo iż dziewczynka była trzecim, upragnionym i wymodlonym dzieckiem, Joannie od samego początku ciąży towarzyszył niepokój. Potwierdzenie dała lekarska diagnoza - dziecko od kilku tygodni przestało się rozwijać. - Od tego momentu modliłam się za wstawiennictwem Jana Pawła II. To jego nauczanie sprawiło, że zapragnęłam otworzyć się na życie. Każdego dnia kładłam na brzuchu obrazek z jego wizerunkiem, prosząc go o pomoc w uratowaniu dziecka - wspomina Joanna.

Dziewczynka nie miała nerek ani pęcherza, który produkuje owodniowy płyn. Nie mogła więc żyć poza organizmem matki. Dodatkowo ciąża zagrażała życiu Joanny. Medycy zaproponowali zakończenie jej przez cesarskie cięcie. Decyzja należała do matki. Dwaj zakonnicy, którym opowiedziała o swojej sytuacji, stwierdzili, że zgoda na operację jest równoznaczna z aborcją... Czas naglił. Rozstrzygnięcie miał przynieść telefon do franciszkańskiego etyka. - Ojciec Mieczysław już po chwili rozmowy miał przeczucie, że cesarskie cięcie należy przyspieszyć. Wziął do rąk relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i pomodlił się razem ze mną. Miał także na sobie stułę o. Pio. To był impuls, zdecydowałam się na operację - mówiła do licznie zgromadzonych w bazylice wiernych.

Cud o imieniu Gloria   Joanna Wrona wraz z mężem zachęcali uczestników spotkania do ufnej modlitwy Agata Ślusarczyk /GN Przez zabiegiem poprosiła dla dziecka o chrzest. - Imię Gloria Maria znaczy chwała Maryi. Wybrałam je wcześniej, ofiarowując dziecko Matce Jasnogórskiej i prosząc Ją o opiekę nad nim. A teraz co? Jeśli dziecko nie przeżyje, jaka to chwała Maryi? - wspominała. Niepewność, lęk nie ustępowały na krok - miała wrażenie, że z Chrystusem idzie na krzyż. Leżąc na sali operacyjnej, usłyszała w swoim sercu głos: "Po bólu rodzenia przychodzi radość macierzyństwa". - Panie Jezu, u mnie nie będzie żadnej radości. Będzie ból i koniec - pomyślała. Lekarze podali narkozę.

Kiedy zobaczył Glorię zaraz po urodzeniu, rozpłakał się. Pierwszy raz jako dorosły mężczyzna. Jej ciało było wielkości dłoni, całe czerwone i pokryte włosiem. Nie przypominała człowieka. - Ogarnęła mnie bezsilność. Miałem świadomość, że widzę Glorię pierwszy i ostatni raz i nie mogę zrobić nic, by obronić ją przed śmiercią - wspominał Jacek Wrona, tata cudownie ocalonej dziewczynki.

Był drugi dzień po porodzie i drugi dzień walki o życie dziecka. Joanna otworzyła oczy. Na ścianie naprzeciwko łóżka wisiał kalendarz ze zdjęciem Jana Pawła II w tym samym geście wzniesionych rąk, co na obrazku, który kładła na brzuchu, gdy się modliła. Na salę weszła lekarka. Usiadła na łóżku. - Powiedziała, że z dzieckiem dzieje się coś niesamowitego: Pojawiły się kropelki moczu, a wiec jest pęcherz i przynajmniej jedna nerka. Oddycha samodzielnie, bez respiratora - co jest niewiarygodne u 28-tygodniowego dziecka z masą urodzeniową 86 dkg! Pani doktor mówiła, że mała jest silna, ruchliwa i bardzo chce żyć - wspominała Joanna. I dodała: - Wiedziałam, że to nie jest przypadek. Wierzę, że to za przyczyną ojca świętego Jana Pawła II moje dziecko żyje!

Gloria Maria w rozwoju nie odstaje od równolatków. Gdy rozpoczął się proces beatyfikacyjny Papieża Polaka, rodzice Glorii wysłali do Watykanu w formie broszury świadectwo cudownego uzdrowienia za jego przyczyną. - Zdziwiliśmy się bardzo, gdy okazało się, że historia naszej córki została wykorzystana w procesie beatyfikacyjnym - mówił Jacek Wrona. Historia Glorii Marii trafiła na łamy wielu gazet. Ukazały się także książkowe publikacje.

Państwo Wrona od 6,5 roku podróżują po Polsce, świadcząc o owocach wytrwałej modlitwy i świętych obcowaniu. Sami także wypraszają dla innych potrzebne łaski. - Przez pięć lat napłynęło do nas ponad tysiąc próśb o modlitwę. Codziennie całą rodziną wstawiamy się w przysyłanych poprzez stronę www.gloriamaria.pl intencjach. Raz w miesiącu zanosimy je przed Jasnogórski Tron. Wiele osób dziękuje nam za otrzymane łaski. Niektórzy śmieją się, że mam telefon do Pana Boga. Nie zaprzeczam, bo człowiek musi mieć tę pewność, że On nas słucha - mówił tata Glorii.

Po spotkaniu można było porozmawiać z zaproszonymi gośćmi oraz kupić najnowszą książkę "Gloria Maria. Cud życia". Następne spotkanie z cyklu „Świadkowie wiary” odbędzie się 16 czerwca. Szczegóły będą zamieszczone na stronie parafii.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama