Nowy numer 37/2021 Archiwum

Rzeczpospolitaki

Uczniowie Polonijnego Liceum „Klasyk” zbierają pieniądze na przetrwanie swojej szkoły. Bez nich mogą pakować walizki i wracać: na Ukrainę, do Kazachstanu, Osetii Północnej...

Wszkolnych ławkach siedzi 50 obcokrajowców. Ale jacy oni obcy? Większość to dzieci zesłańców z Kazachstanu, Kirgistanu czy Gruzji oraz z regionów, które nie znalazły się w granicach II RP. Rodziny uczniów Klasyka to najczęściej ofiary stalinizmu i obu wojen.

– Wszystko zaczęło się od prababci, we Lwowie – zaczyna swoją opowieść Sergo, 17-letni Gruzin. W jego głosie prawie nie słychać wschodniego akcentu. – Mój pradziadek miał własny sklep, w którym sprzedawał wędliny. W czasie wojny aresztowali go Niemcy. Prababcia oddawała całą biżuterię, żeby go tylko nie zamordowali. Babcia z kolei wyjechała na studia do Warszawy i tu poznała Ormianina. Dziadek zakochał się w niej i zabrał ją do Gruzji, gdzie urodzili się moi rodzice. Stąd moja siostra, która studiuje w Katowicach, no i ja... W Polonijnym Liceum panuje dyscyplina. Nie można palić papierosów, absolutnie zakazany jest alkohol, młodzież ma zaledwie 3–4 godziny czasu wolnego w ciągu dnia. – Na początku ciężko się przyzwyczaić. W Gruzji mogłem robić, co chciałem, ale tu bardzo zależy mi na nauce – mówi Sergo. Władek Kozłowski, sympatyczny chłopak o cichym głosie i trochę smutnych oczach, trafił do Klasyka z Ukrainy. Tam edukacja zależy od przekazywanych urzędnikom i nauczycielom łapówek. – Pasjonuję się historią i geografią, ale jeszcze nie wiem, na jakie studia się wybiorę – mówi. Pierwszoklasiści do Klasyka trafiają najczęściej bez znajomości polskiego. I toczą wojnę z nauczycielami, którzy nalegają, by mówili po polsku, także poza zajęciami. – To utrudnia pracę. Uczymy też łaciny i języka angielskiego. Łącznie z polskim to trzy obce języki. Ale chcemy, żeby zaczęli myśleć w języku przodków – mówi Wojciech Bogaczyk, historyk. Ale szkoła boryka się właśnie z poważnymi problemami finansowymi. Jako placówka niepubliczna dostaje niższe dotacje z MEN, a ostatnio dwukrotnie została pominięta w konkursie o dofinansowanie z MSZ. – Stanęliśmy przed widmem zagłady – mówi dosadnie Wojciech Bogaczyk. – Szukamy dobroczyńców wśród instytucji, fundacji i osób prywatnych, które chciałyby pomóc dzieciom przesiedleńców. Akcja „Zaadoptuj Wschodniaka” nie odbija się dużym echem w mediach. Ledwie udało nam się zdobyć pieniądze na wyżywienie i opiekę we wrześniu i październiku – dodaje. Więcej o akcji oraz numer konta na: www.plon-klasyk.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama