Nowy numer 43/2020 Archiwum

Przebudzeni

Profesorowie i rzemieślnicy. Seniorzy i całkiem młodzi. Co roku kilkanaście dorosłych osób przygotowuje się do przyjęcia w Wielkanoc chrztu. Potem inaczej patrzą na świat.

Piątkowy wieczór na Służewie. Spotkanie zaplanowane na dwie godziny jak co tydzień się przeciąga. Dorośli, którzy przygotowują się przyjęcia pierwszego w swoim życiu sakramentu, nie mogą się ze sobą rozstać.

Jak wypełnić pustkę?

– To grupa ludzi bezinteresownych, otwartych, życzliwych, słuchających i radosnych. Oni tęsknią za byciem razem. Jeśli nie mogą przyjść, w e-mailach i SMS-ach piszą, że żałują tej nieobecności. Czasami spotykają się w wolnym czasie – cieszy się o. Stanisław Górski, opiekujący się katechumenami, mającymi wkrótce przyjąć chrzest. Dominikanin pragnie przede wszystkim, aby adepci chrześcijaństwa zobaczyli, że Kościół jest wspólnotą kochających się ludzi, gotowych na przyjęcie kolejnych zakochanych w Jezusie. Hanna Szmit na Służew przyjeżdża aż z Pruszkowa. W ubiegłą Wielkanoc z siedmioma Polakami i sześcioma Koreańczykami została uroczyście przyjęta do Kościoła. – Miałam szczęśliwą rodzinę, zdrowe dzieci, wszystko w życiu układało się pomyślnie, a mimo to w moim sercu była ogromna pustka. To ona doprowadziła mnie do Boga – wyjaśnia elegancka bizneswoman.

Mistrz dostaje anioła

W dominikańskiej sali przy klasztorze spotkać można różne osoby. – Z dużą wiedzą, czasami po trudnych przejściach. Mieliśmy na przykład międzynarodowego mistrza breakdance albo 72-letnią Rosjankę, nauczycielkę akademicką – wylicza dominikanin. Każdy z katechumenów ma przydzielonego gwaranta, czyli „anioła stróża”, do którego w ciągu tygodnia można zadzwonić. by wyjaśnić wątpliwości. Hanna Szmit jest jednym z nich. Wychowywana była z bratem w wielkim szacunku do Kościoła, chociaż w rodzinie ateistycznej. Wiedza o biologii na studiach weterynaryjnych utwierdziła ją w przekonaniu, że świat jest materialistyczny. Wstąpiła w związek cywilny, urodziła dwóch synów i... 10 lat temu przebudziła się. – Teraz wiem, że to łaska Boga. Byłam na bieżąco ze wszystkim nowinkami naukowymi, ale zrozumiałam, że im więcej wiem, tym więcej pozostaje do odkrycia. To wspaniałość stworzonego świata popchnęła mnie ku wierze – mówi Hanna Szmit.

Cuda się dzieją

Na spotkania zaproszeni są małżonkowie cywilni lub narzeczeni uczestników. To sprawdzian z „bycia razem”. Bywa, że podczas katechumenatu „chodzenie ze sobą” się kończy. Albo po nim kandydat nie przyjmuje chrztu, bo nie jest gotowy na zawarcie sakramentalnego małżeństwa. Zdecydowanie częściej bywa jednak inaczej. – Przed ołtarzem stanęliśmy 1 czerwca 2013 r. po 37 latach związku cywilnego. Mój mąż zrobił to z miłości do mnie. Ślub, w kameralnym gronie w dominikańskiej kaplicy, błogosławił o. Stanisław – wspomina Hanna Szmit. Niektóre rzeczy w życiu zaczynają się prostować już na etapie katechumenatu. – Cuda się dzieją. Córka po wielu latach jedna się z matką. Dojrzałemu mężczyźnie rodzi się kolejne dziecko. Młody człowiek wyplątuje się z jałowego związku. Emerytka z sukcesami naukowymi porządkuje sprawy ostateczne – przyznaje o. Stanisław Górski, dodając, że po chrzcie ludzie inaczej patrzą na świat.

Pełne zanurzenie

Obrzęd przyjęcia chrztu jest bardzo uroczysty. Tak jak wielkanocna Msza Zmartwychwstania. Kościół pęka w szwach, część osób stoi na dworze, mimo że Eucharystia trwa prawie cztery godziny. Kapłan obfitą strugą leje na głowę wodę święconą. Dorośli kandydaci sami odpowiadają na zadawane przez księdza pytania. Po chrzcielnym obmyciu zakładają alby i trwają ze świecami w ręku. – Atmosfera jest podniosła. Czuje się za sobą setki osób, które z życzliwością i otwartym sercem przyjmują nas do wspólnoty Kościoła. To bardzo wzruszające. Ale najważniejsze jest przejście przez drzwi: wejście w nowy świat. Zaraz potem następuje bierzmowanie – opisuje Hanna Szmit. Katechumenat kończy się dopiero po Zielonych Świątkach. Na tym etapie katechumeni starają się pogłębić to, czego wcześniej się uczyli. A przede wszystkim poznać i otworzyć się na działanie Ducha Świętego. – Oddanie się Chrystusowi nakłada na człowieka mnóstwo obowiązków. Jest piękniej, choć nie łatwiej. Ale to najlepszy wybór, jakiego mogłam w życiu dokonać – deklaruje Hanna Szmit.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama