Nowy numer 43/2020 Archiwum

Koncepcja gender jest potrzebna

Koncepcja gender jest potrzebna w dążeniu do wyrównania praw między kobietami i mężczyznami, także w Kościele. Trzeba jednak uważać, by nie przekroczyć granicy, za którą zaczyna się ideologia niebezpieczna dla społeczeństwa. To jeden z wniosków debaty "Gender - sprzymierzeniec kobiet?" zorganizowanej przez Pallotyńską Fundację Misyjną SALVATTI.pl.

W gronie panelistów zasiedli: Anna Karoń-Ostrowska, filozof, uczennica ks. prof. Józefa Tischnera, Justyna Melonowska, filozof i psycholog z UKSW, Zuzanna Radzik, publicystka "Tygodnika Powszechnego”, Łukasz Kobeszko, ekspert Centrum Myśli Jana Pawła II, Paweł Woliński, prezes Fundacji Mamy i Taty.

Gender jest narzędziem akademickim, które pozwala bardziej wnikliwie spojrzeć na rzeczywistość - mówiła Justyna Melonowska. Wszyscy paneliści zgodzili się, że teoria gender jako dążenie do równości między kobietami i mężczyznami jest potrzebna. - Dotychczasowy świat jest opisywany przez mężczyzn. Kobieta również została opisana przez mężczyznę. Równość może być dopiero wtedy, kiedy zrównoważone zostaną te wizje. Kiedy kobiety będą mogły opisać świat przez siebie - podkreślała Anna Karoń-Ostrowska.

Wiele osób boi się rozmów o gender, ponieważ dekonstruują one dotychczasowy paradygmat myślenia. - Zarówno chrześcijaństwo, jak i ci, którzy używają narzędzia teorii gender, feministki, niosą ze sobą postulat zmiany. Demaskacja powoduje, że chcemy dokonać jakiejś akcji. Zawsze jest tak, że z jednej strony istnieje akademickie definiowanie, a z drugiej aktywizm, próba zmiany. Czy musimy się tak bardzo bać przedefiniowania i postawienia nowych pytań antropologii chrześcijańskiej? - zastanawiała się Zuzanna Radzik. Przypomniała, że niedawno papież Franciszek, który mówił o konieczności stworzenia teologii kobiet, wprawił w konsternację teolożki, bo przecież teologia kobiet jest już stworzona.

W chrześcijaństwie dotykamy więc paradoksu: z jednej strony Chrystus przyniósł równouprawnienie kobiet, a z drugiej strony - w Kościele instytucjonalnym wciąż dominują mężczyźni. Dlaczego? Jedna z przyczyn - według Zuzanny Radzik - sięga ery konstantyńskiej. Kiedy cesarz Konstantyn ustanowił chrześcijaństwo oficjalną religią w imperium rzymskim, chrześcijanki przestały pełnić ważne funkcje, ponieważ w imperium rzymskim kobietom nie przysługiwało to prawo. I tak do tej pory historię Kościoła tworzą głównie mężczyźni. Większość tekstów świętych napisali mężczyźni.

Justyna Melonowska zwróciła uwagę, że za bardzo skupiamy się na kobiecości i męskości. Zamiast tego, powinniśmy się koncentrować na osobie. Ważniejsze jest to, że jesteśmy osobą, niż fakt, że jesteśmy kobietą i mężczyzną. - Nie polegamy na kobiecie czy mężczyźnie, ale na osobie. Zastanawianie się nad tym, że jestem osobą jest powrotem do źródeł. Im bardziej wiem dokąd dążę jako osoba, tym jestem atrakcyjniejszą kobietą czy atrakcyjniejszym mężczyzną - mówiła.

Paweł Woliński zgodził się, że sprowadzanie człowieka do jednego wymiaru - jego płciowości jest jego ograniczaniem. Podkreślał, że nie możemy tworzyć inżynierii społecznej, ujednolicając kobiecość i męskość. Łukasz Kobeszko przestrzegał przez absolutyzowaniem opozycji między naturą a kulturą, gdzie naturę uważa się za opresyjną, niszczącą płeć, a wychwala się kulturę, która jako płynne zjawisko jest w stanie przezwyciężyć naturę.

Woliński zwrócił uwagę, że obecnie niejednokrotnie kultura męska jest dyskryminowana. - Szkoła koedukacyjna to właściwie szkoła dla dziewcząt, do której przyjmuje się chłopców. W niej większość nauczycieli to kobiety. Kiedy chłopiec trafia do takiej szkoły, okazuje się, że do niej nie pasuje, bo trzeba być "grzecznym” - twierdził Woliński. Panelista skrytykował ten aspekt gender, który nie jest narzędziem naukowym, ale instrumentem politycznym używanym przez instytucje do inżynierii społecznej. - Nie pytano obywateli Unii Europejskiej, czy chcą, by perspektywą horyzontalną wszelkich działań było gender. Jak to się stało, że "gender mainstreaming" stało się dominująca perspektywą? - pytał.

Anna Karoń-Ostrowska przyznała, że w rozważaniach o gender bardzo łatwo można przekroczyć granicę, za którą zaczyna się ideologia. - Wpadamy z jednego szaleństwa w drugie, jak wahadło zegara, które najpierw wychylało się w jedna stronę: esencjalna kobieta – esencjalny mężczyzna, a teraz wychyla się w drugą stronę, co też jest szaleństwem. Czy można to wahadło zatrzymać pośrodku? - zastanawiała się Justyna Melonowska.

W odpowiedzi na to pytanie Zuzanna Radzik nawiązała do teolożek feministycznych, które chciały zrekonstruować płeć, uznając ją za konstrukt kulturowy, ale jednocześnie miały świadomość, że jako chrześcijanki nie mogą zrekonstruować relacji do Boga, nie mogą się zgodzić na to, że wszystko jest tylko konstrukcją kulturową. Musiały uznać, że istnieje prawda objawiona. Zwracały uwagę na grzech, zauważając, że są w naszej wierze struktury opresyjne, ale zarazem ludzkość ostatecznie dąży do tego, by tworzyć lepsze społeczeństwo, które będzie coraz bardziej związane z Bogiem. I to jest pewne zatrzymanie się pośrodku.

Paneliści, różniąc się w poglądach na teorię gender, zgodzili się, że naczelną zasadą powinna być zasada, że człowiek dla drugiego człowieka powinien być zawsze celem, a nie środkiem.

Debata została zorganizowana w kontekście ogólnego dyskursu na temat gender, jaki ma miejsce w Kościele w Polsce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama