Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie chcą deprawować

Specjalne „antygenderowe” świadectwa otrzymały już 23 szkoły. Kolejnych kilkadziesiąt jest tym bardzo zainteresowanych.

Coraz więcej placówek edukacyjnych chce pozyskać certyfikat potwierdzający, że ich uczniowie nie będą poddawani propagandzie kwestionującej małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. – We wrześniu ruszymy z poważną kampanią promującą ideę certyfikatów dla Szkół Przyjaznych Rodzinie – zapowiada Paweł Kwaśniak z Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny.

Choć tak naprawdę programowi największy rozgłos zapewniło już niechcący Ministerstwo Edukacji Narodowej, które zaczęło szykanować kilkanaście z dwudziestu szkół, które 25 marca, w Dniu Świętości Życia, jako pierwsze odebrały tabliczki informujące, że są one bezpieczne od indoktrynacji i programów propagujących swobodę seksualną. Warszawskie kuratorium oświaty w imieniu MEN pytało w pilnym piśmie m.in. o to, z jakich funduszy szkoła finansuje wskazany program i czy dyrektorzy oraz rodzice, podpisując deklaracje przystąpienia do programu, znali jego szczegółowe założenia. Burza w mediach, które zgodnie z interpretacją ministerstwa zarzuciły szkołom, że powinny powstrzymać się od przyjmowania takich certyfikatów przyniosły nieoczekiwane skutki. Zamiast niechęci ze strony placówek edukacyjnych nastąpił szybki wzrost zainteresowania ofertą centrum. – W ciągu kilkunastu dni o możliwość otrzymania Certyfikatu Szkoły Przyjaznej Rodzinie zapytało kolejnych 60 placówek z całego kraju: szkoły publiczne i niepubliczne oraz przedszkola – tłumaczy Paweł Kwaśniak. O program pytają też samorządy. Procedura jest prosta: szkoła zobowiązuje się, że nie będzie realizować programów podważających tożsamość płciową i antyrodzinnych. Zamiast tego będzie dążyć do realizowania warsztatów i programów, które stawiają rodzinę i rodzicielstwo w pozytywnym świetle. Wkrótce oferta promowanych prorodzinnych szkoleń i warsztatów będzie dostępna na stronie programu. Szkoła zobowiązuje się do składania raz w roku sprawozdania z realizacji takich programów, w zamian otrzymuje specjalną tabliczkę. – Ufamy, że dzięki temu rodzice chętniej poślą dziecko do takich szkół, bo będą mieli pewność, że ich dzieci nie będą poddane eksperymentom seksedukatorów – podkreśla Piotr Uściński, starosta wołomiński, który zabiegał o certyfikaty dla podległych mu placówek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama