Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ojciec, syn i łuk

Wszelkie inicjatywy, które budzą "śpiących tatusiów", są na wagę złota.

Tatry. Droga na Kopę Kondracką. Kilkuletni Jaś pod górę dziarsko maszeruje. Przez ramię przewieszony ma łuk. Za nim dumnie napięty jak owa łukowa struna idzie jego ojciec. Zerkam z uznaniem na rodziciela, dając do zrozumienia, że widok naraz ojca, syna oraz łuku to chwalebne zestawienie. Ojciec znacząco przytakuje. - Czasami tak spacerujemy po Lesie Kabackim. Widzę, że wielu ojców patrzy na nas z uznaniem. Bogu dzięki, że do tej pory udało mi się ustrzec syna przed "światem", może dam radę kolejny rok - mówi z nadzieją tata.

Oczyma wyobraźni stawiam rodzicielowi spiżowy pomnik za ojcowsko-stróżowskie dokonania. Przy tej okazji na piedestał wynoszę także wszelkie inicjatywy, które propagują tzw. zaangażowane ojcostwo. Bo tak naprawdę wspólne rowerowe rajdy, pikniki czy prelekcje to często w zamyśle organizatorów tylko pretekst, żeby przypomnieć to, co w ojcostwie najważniejsze - obecność i to przez duże „O”.

Nie tak dawno prawdę o ojcowskim powołaniu przypomnieli organizatorzy odbywającego się już po raz piąty z okazji Dnia Ojca w Lasku Bielańskim w Dobrym Miejscu „Pikniku z Tatą”. Podczas Mszy św. zaproponowali mężczyznom złożenie przysięgi zaczerpniętej z filmu „Odważni”, w której odnowili i rozwinęli ślubowanie złożone przy zawieraniu sakramentu małżeństwa o wzięciu pełnej odpowiedzialności za siebie, żonę i dzieci. - Będę kochał ich, ochraniał i służył im. Będę prowadził ich do Boga jako duchowy przewodnik rodziny. Będę uczył syna /córkę miłości do Boga z całego serca, z całego umysłu i z całej siły. Będę pracował sumiennie dla dobra mojej rodziny. Będę czcił Boga, słuchał Jego słowa i wykonywał Jego wolę - mówili.

A jak pokazać dzieciom oblicze kochającego Boga, jeśli nie poświęcając im czas, troszcząc się o nie, chroniąc je, rozwijając ich pasje i zainteresowania, kierując je w stronę dobra? Oby takich inicjatyw, przypominających nie tylko ojcom, ale nam wszystkim sedno męskiego powołania, było jak najwięcej. A jak najmniej bajek opowiadanych przez rozżalone żony o „śpiących tatusiach” - zatrutych nie jabłkiem, ale nadmierną pracą, egoistycznym hobby czy wszelkiej maści używkami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama