Nowy numer 28/2018 Archiwum

Policja wkroczyła na teren prac IPN. Dlaczego?

Rozmowa z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem, szefem prac ekshumacyjnych IPN, prowadzonych na warszawskim cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej.

Agata Puścikowska: - Na cmentarzu na Służewie, od 2 tygodni prowadzi Pan prace ekshumacyjne. Co się dokładnie stało wczoraj po południu?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: - To był przedostatni dzień prac. Kończyliśmy badania i rozpoczynaliśmy działania porządkowe. Około południa, na terenie naszej bazy, pojawiła się ekipa policji wraz z prokuraturą.

- Po co?

- Powiedziano nam, że do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów wpłynęło zawiadomienie o znalezieniu na badanym terenie nieznanych szczątków.

- Ale to przecież jasne: praca Pana ekipy polega na odkrywaniu i wydobywaniu szczątków osób pomordowanych przez komunistów. Prokuratura musiała o tym wiedzieć.

- Wiedzieli wszyscy, bo przecież działamy legalnie, prowadzimy działania statutowe IPN. Wszystko w zgodzie z obowiązującym prawem i procedurami, bez najmniejszych nawet uchybień.

- Po takim doniesieniu - prokuratura musi podjąć czynności dochodzeniowe.

- I to identyczne, jak w przypadku… morderstwa. W dodatku cała procedura dochodzeniowa musi być wypełniona od początku do końca. Ekipa policji i prokuratury, która do nas dotarła, musiała więc szczegółowo zbadać miejsce, przeprowadzić przesłuchania. Byłem więc szczegółowo przesłuchiwany. Tłumaczyłem, po co tu jesteśmy, kim jesteśmy, pokazywałem dokumenty itd. W końcu policyjna ekipa musiała znaleźć szczątki.

- I „znalazła” je. Czyli po prostu musiał Pan wskazać miejsce, w którym były przechowywane.

- Wielogodzinna akcja zakończyła się ok. godz. 20, po zakończeniu wszelkich formalności. Policjanci przejęli 5 trumienek ze szczątkami, które wcześniej wydobyliśmy. Na podstawie decyzji prokuratury szczątki te zostały przewiezione do zakładu medycyny sądowej.

- Kto je przewoził?

- Prywatna firma pogrzebowa.

- To wszystko brzmi dość… absurdalnie.

- Bo jest absurdalne i do tej pory trudno mi uwierzyć w to, co się stało. Wszystkie osoby pracujące przy ekshumacji: specjaliści, naukowcy i wolontariusze - były zaszokowane sytuacją. Od samego początku prac towarzyszyły nam media - skrupulatnie opisując i filmując, co się działo. Wczoraj też z nami były. Dziennikarze, osoby przecież postronne, nie byli w stanie ukryć swojego zaskoczenia całą sprawą. Tego, co się stało, nie da się racjonalnie wytłumaczyć.

- Ale spróbujmy. Czy wiadomo kto i po co doniósł prokuraturze, że na cmentarzu trwają legalne prace ekshumacyjne IPN?

- Proszę pytać Prokuraturę Okręgową Warszawa-Mokotów. Ja niestety nie wiem.

- Oczywiście, pytać będę. Myśli Pan jednak, że to przypadkowa osoba „dla żartu” lub przez złośliwość, zawiadomiła prokuraturę? A może to zaplanowane działanie, by przerwać prace?

- Nie wiem. W tej chwili się skupiam na tym, by badania pomyślnie zakończyć. Sam chciałbym zadać pytanie tej osobie: po co to zrobiła? Czemu taka akcja miałaby służyć?…

- Jak się zachowywała policja i prokuratura?

- Przyznam, że przedstawiciele policji i prokuratury sami byli zaskoczeni, sprawiali wrażenie również zażenowanych sytuacją. Starali się działać możliwie taktownie i pomagać nam we wszystkim. Widać było, że nie są w komfortowej sytuacji. Musieli wykonywać czynności służbowe, które tak naprawdę nie miały sensu. Doskonale przecież wiadomo, że zajmowali się szczątkami osób pomordowanych przez komunistów w latach 40., a nie współczesnym morderstwem. Byli w miejscu, w którym nie byli potrzebni. A być może zabrakło ich w wielu miejscach, gdzie rzeczywiście powinni się znaleźć.

- Marnotrawienie publicznych pieniędzy.

- Niestety tak.

- Czy wczorajsza sytuacja w jakiś sposób negatywnie wpłynie na badania mające na celu identyfikację ofiar?

- Nie przypuszczam. Na szczęście, tak jak mówiłem, prace zakończyliśmy. Wszystkie szczątki ofiar zostały szczegółowo przebadane. Pobraliśmy próbki DNA, zrobiona została pełna dokumentacja fotograficzna. Tak jak zawsze w przypadku tego typu prac. Istnieją szczegółowe protokoły i opisy każdej z ofiar. Na podstawie zebranego materiału będziemy teraz pracować nad przywracaniem tożsamości ofiarom.

- Co się stanie ze szczątkami, które zostały wam odebrane?

- Szczątki, które umieściliśmy w trumienkach, oczekiwały na pogrzeb na służewskim cmentarzu. Teraz pięć z nich zostało przewiezionych do zakładu medycyny sądowej. Jaki będzie ich los, nie wiem. O tym zapewne zdecyduje prokuratura.

- Myśli Pan, że przyszłość Pańskich badań, które przywracają ofiarom komunizmu tożsamość, stoi pod znakiem zapytania?

- Wierzę głęboko, że nie. Nasze działania będziemy realizowali nadal, bez względu na to, przez co przyjdzie nam jeszcze przejść. Mam wspaniały, pełen pasji zespół, dla którego ta praca, przywracanie godności i tożsamości ofiarom systemu komunistycznego, jest nad wyraz ważna. Sprawę więc doprowadzimy do końca. Choć oczywiście sytuacja taka jak wczorajsza nie ułatwia nam działań. I jest po prostu bardzo przykra.

- Czyje szczątki konkretnie „przejęła” policja? Kim są osoby, które spoczywają na badanym cmentarzu?

- Wiemy tyle, że są to osoby uśmiercone w latach 1946-1948 na terenie warszawskich aresztów czy obozów. Dopóki nie będziemy mieli potwierdzenia genetycznego, nie znamy oczywiście ich nazwisk. Możemy jedynie przypuszczać, na podstawie dostępnej wiedzy historycznej, że w owym czasie w Warszawie mordowano Żołnierzy Niezłomnych. I prawdopodobnie wielu z nich spoczywa właśnie na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej. Mogę mieć jedynie nadzieję, że w niedługim czasie oddamy im cześć, godność i przywrócimy z nazwisk do publicznej pamięci.

- Ile ofiar może spoczywać na tym cmentarzu?

- Nawet tysiąc.

Przeczytaj też tekst To nie były ofiary komunistów?.

« 1 »

Zobacz także

  • Dante
    11.07.2014 09:34
    Prokurator nie musi wszczynać śledztwa od razu, ma miesiąc na wykonanie czynności sprawdzających i podjęcie decyzji o wszczęciu bądź odmowie wszczęcia śledztwa. Jeśli prace ekshumacyjne prowadzą przedstawiciele instytucji państwowej, to prokuratorzy powinni sprawdzić dokumentację i ewentualnie skontrolować, czy wszystko odbywa się zgodnie z procedurami. Czy prokurator wchodzi na miejsce prowadzenia wykopalisk archeologicznych, bo ktoś doniósł, że znaleziono kości ludzkie? Tłumaczenia prokuratorów to ściema, musieli dostać polecenie z góry.

    doceń 5
  • Krzysiek
    11.07.2014 09:35
    >>Przyznam, że przedstawiciele policji i prokuratury sami byli zaskoczeni, sprawiali wrażenie również zażenowanych sytuacją.<<

    W styczniu 2014 roku na Ukrainie zginęło kilkadziesiąt osób po celnym strzale snajpera, który wykonywał zlecenie legalnej (w tamtym czasie) władzy.

    Ciągle się zastanawiam, czy dla takich służb jest jakaś granica działania, jakiś rozsądek i wolność podejmowania decyzji?
    doceń 2
  • chordad
    11.07.2014 14:57
    IPN twierdzi, że sam przekazał sprawę do prokuratury cywilnej i że prof.Szwagrzyk o tym wiedział..
    http://ipn.gov.pl/wydzial-prasowy/komunikaty/komunikat-w-zwiazku-dzialaniami-organow-prokuratury-na-cmentarzu-przy-ul.-walbrzyskiej-w-warszawie
  • Szopen 52
    12.07.2014 11:04
    Uważam, że tam miałoby być dokonane jakieś znamienne znalezisko - w rodzaju odkrycia zwłok rotmistrza Witolda Pileckiego, którego ujawnienia się boją służby podległe postsowieckiej agenturze, więc mieszają w sprawie, by może to coś cichcem usunąć.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma