Nowy numer 28/2018 Archiwum

Siostra Chmiel

– Myślałam: „Czy będzie bardzo bolało?”. I że zanim dosięgnie nas kula, trzeba koniecznie krzyknąć: „Jeszcze Polska nie zginęła!” – wspomina porucznik s. Janina Chmielińska, szara urszulanka, sanitariuszka w Powstaniu Warszawskim.

Stały, czekając na strzał. Z koleżanką z harcerstwa trzymały się mocno za ręce, gdy Niemiec z plutonu egzekucyjnego podbiegł i pchnął ją z całej siły w tłum kobiet i dzieci. Na jej oczach zginęło tego dnia ok. 40 młodych powstańców.

Chmiel, ranni!

W czasie Powstania Warszawskiego była nastoletnią sanitariuszką liniową o ps. „Chmiel” w zgrupowaniu „Kryska”, walczącym na Czerniakowie. Przeszła miesięczną praktykę w szpitalu, ale i tak przy pierwszym rannym długo zastanawiała się z koleżankami, czy on żyje i jak go przenieść. Pamięta, że gdy pochylała się nad odchodzącymi chłopakami, zwłaszcza młodymi, często słyszała ich ostatnie słowo: „mama”. Do jej obowiązków, prócz biegania po rannych, należała jeszcze warta nocna przy bramie. – Byliśmy okropnie zmęczeni. Spaliśmy gdzie i kiedy tylko się dało. Gdy mnie budzili na wartę, nie reagowałam. Ale na okrzyk: „Chmiel, ranni!” zrywałam się natychmiast, brałam torbę, nosze i biegłam – wspomina.

Czerwone goździki

Szokiem była dla niej śmierć „Remi” – Danki Remiszowskiej, bo pierwszy raz zginęła jedna z jej bliskich koleżanek, również sanitariuszka. – Poszłyśmy powiadomić jej matkę. Zaniosłyśmy krzyż i harcerski pasek. Patrzyła na nas z wyrzutem – wspomina siostra. Zofia Rusiecka ps. „Zocha” z narażeniem życia podczołgała się pod gestapo na ul. Frascatti, żeby zerwać czerwone goździki do trumny. „Remi” miała jeszcze normalny pogrzeb, w którym brał udział cały pluton. Później szukano już tylko wolnego skrawka ziemi, gdzie można by zakopać zmarłych. – Najtragiczniejsze były momenty, kiedy wydobywaliśmy ludzi spod gruzów, rozmawialiśmy z nimi i nagle cegły się osuwały, kontakt się urywał. Albo kiedy w trakcie pożaru dostawaliśmy rozkaz opuszczenia budynku i musieliśmy zasypanych rannych zostawić i uciekać – pamięta do dziś s. Janina. Jej Szpital Polowy nr 3 działał przy ul. Okrąg 2. Początkowo, od 8 sierpnia do 19 września, jako punkt ratowniczo-sanitarny. W połowie września wobec narastającego zagrożenia ostrzałem artyleryjskim został przeniesiony do kamienicy przy ul. Okrąg 4a.

Otwórz oczy

Sama też była poparzona i ranna podczas akcji. – Szłam po lekarstwa. Niedaleko wybuchł goliat. Nie mogłam otworzyć oczu. Koleżanka na mnie krzyczała, że nie ma czasu na zabawę, bo jesteśmy tylko dwie i trzeba wziąć się w garść. „Musisz otworzyć oczy!” – krzyczała. I otworzyłam – przyznaje s. Janina. W czasie tej samej akcji zauważyli 10-letniego chłopca, który mimo huku i bieganiny spał w kącie. Wynieśli go prawie nieświadomego. Stałe ocieranie się o śmierć zmuszało do myślenia o Bogu. Ale nie pamięta jednak, żeby wspólnie się modlili. Chyba że podczas uroczystości. Była krótka modlitwa podczas grzebania zmarłych, a radosna towarzyszyła powstańczym ślubom. Z rozwieszonymi polskimi flagami obchodzili 15 sierpnia, ale jeszcze w trakcie Mszy św. trzeba było biec po rannych.

Wyjątek dla „Pianisty”

Po wojnie Janina Chmielińska studiowała polonistykę na UW. Później przeniosła się pedagogikę i psychologię. Na trzecim roku studiów wstąpiła do sióstr urszulanek Serca Jezusa Konającego na Powiślu. W 2008 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył ją Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. O powstaniu nie dało się zapomnieć. Gdy kilka lat po wojnie na ulicy natknęła się na ekipę filmową i zobaczyła aktora w niemieckim mundurze, z przerażenia stanęła jak wryta. Nie była w stanie oglądać nawet „Stawki większej niż życie”. Wyjątek zrobiła dla „Pianisty”, a ostatnio dla „Powstania Warszawskiego”. Ale nie uchyla się od opowiadania o tamtych wydarzeniach. Jak sama mówi „z poczucia obowiązku, żeby ocalić historię od zapomnienia”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma