Nowy numer 25/2018 Archiwum

Całuję Cię po umęczonych rękach

Uzdrowiona za przyczyną ks. Jerzego? Maria Szablewska-Kosobucka wierzy, że to męczennik z Żoliborza wyprosił jej uwolnienie od bólu. Największego w życiu.

Leżała obstawiona taborecikami, stołeczkami i wszystkim, co może być potrzebne komuś, kto z bólu nie może podnieść się z łóżka o własnych siłach. Żeby dało się sięgnąć po herbatę, książkę, telefon, pilota… Nie pamięta większego bólu. Źle leczona bakteria, przenoszona drogę kropelkową chlamydia pneumoniae, zaatakowała mięśnie i stawy – głównie nóg. Na zapalenie ścięgien, torebek stawów i kaletek mięśni nie pomógł ani antybiotyk, ani leki sterydowe. Nie pomagały środki przeciwzapalne i przeciwbólowe zalecone przez Poradnię Leczenia Bólu. Nie pomogła krioterapia. Maria Szablewska-Kosobucka była unieruchomiona palącym rwaniem w nogach i przykurczami. Leżała od kilku miesięcy i potrzebowała troski, chociaż sama miała opiekować się chorym 74-letnim bratem.

Grymas przy każdym ruchu

Wszystko wydarzyło się dokładnie 3 lata temu. 19 października 2011 r. oglądała transmitowane przez TV Trwam nabożeństwo z kościoła św. Stanisława Kostki. To była 27. rocznica jego męczeńskiej śmierci. – Z bólu łzy ciekły mi po policzkach. Zaczęłam własnymi słowami prosić ks. Jerzego o pomoc. Mówiłam, że przecież ma na pewno wiele łask od Boga za swoje cierpienia. Błagałam, by spojrzał, jak źle się czuję i wstawił się za mną do Boga – wspomina Maria Szablewska-Kosobucka.

Po zakończonej transmisji chciała skorzystać z toalety. Wstawaniu z łóżka od kilkunastu tygodni towarzyszył ogromny ból. Każde napięcie mięśni było jak przyłożenie rozpalonego żelaza. Nastawiona na kolejną porcję bólu chwyciła się brzegu łóżka i krzesła, delikatnie unosząc się, żeby spuścić na podłogę nogi. Po raz pierwszy od wielu dni grymas nie skrzywił jej twarzy, nawet wówczas, gdy odważniej postawiła na ziemi nogę, potem dwie. Wstała, jeszcze odruchowo chwytając laskę, ale ku jej zdumieniu nie powodowało to żadnej boleści. Stanęła obok łóżka, zrobiła krok, potem odważnie kilka następnych w stronę łazienki, tym razem już krzycząc w stronę pokoju swojej lokatorki: – Basiu! Basiu! Spójrz: nic mnie nie boli! – Byłam szczęśliwa, śmiałam się. Wywijałam nogami bez jakiegokolwiek problemu. Z drugiego pokoju wyskoczył brat. A ja im tłumaczyłam, że było nabożeństwo do ks. Jerzego. I po obejrzeniu nic mnie już nie boli. Byłam jak znieczulona. To stało się nagle – mówi dziś pani Maria.

Nie ma nic niemożliwego

Dopiero wówczas przestudiowała wszystko, co się dało, na temat leczenia szczepu chlamydii, które atakują drogi oddechowe. – Niedoleczona antybiotykami tylko się wzmacnia, uzłośliwia i w formie, która pozwala jej przetrwać w ścięgnach, mięśniach czy stawach, podstępnie atakuje za każdym razem, gdy organizm jest osłabiony. Wielu ludzi czuje ból mięśni „bez przyczyny”, ale wystarczy zbadać krew na obecność chlamydia pneumoniae, żeby odkryć prawdziwego winowajcę, wrażliwego na antybiotyk, sumamed – mówi Maria Szablewska-Kosobucka. W dniu, kiedy za sprawą ks. Jerzego opuścił ją ból, wykonała badanie na obecność przeciwciał: Wynik nie pozostawiał wątpliwości, bakteria nadal jest obecna. Modliła się jednak o ulżenie w cierpieniu, i to otrzymała. Cud? – A cóż to jest cud? Przecież u Boga nie ma nic niemożliwego – tłumaczy, spoglądając na stojący na kredensie obrazek ks. Jerzego. – To raczej łaska, jedna z wielu w moim życiu – mówi Maria Szablewska-Kosobucka.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma