Nowy numer 3/2021 Archiwum

Korki do potęgi trzeciej

Tu matma nie jest straszna. Wręcz przeciwnie, kojarzy się z jedzeniem pizzy, cukierkami i rodzinną atmosferą. Od blisko roku w Rembertowie działa „Pogotowie matematyczne”.

Maksym Figat, doktorant na Wydziale Matematyki i Nauk Informatycznych Politechniki Warszawskiej, przez wiele lat z dobrego serca pomagał znajomym zrozumieć meandry królowej nauk. Ze swoich doświadczeń korepetytora wyciągnął wniosek. – Wiele osób nie decydowało się na inżynierskie studia, po których łatwo jest dostać dobrą pracę, tylko dlatego, że mieli braki z matematyki. I to nie dlatego, że byli mało zdolni; głównym powodem, dla którego uważali, że matematyka „jest straszna” był – „straszny” nauczyciel – mówi Maksym Figat. Postanowił więc stworzyć miejsce, gdzie w przyjaznej atmosferze będzie można nadrobić zaległości i przekonać się, że dziedzina ta ściśle łączy się z życiem.

Tak półtora roku temu przy parafii MB Zwycięskiej w Rembertowie powstało „Pogotowie matematyczne”. – Zaczynałem sam. Na pierwsze korepetycje przyszły dwie licealistki, jedna ze znajomością matematyki na poziomie rozszerzonym, druga – podstawowym. Szybko okazało się, że potrzeba jest większej ilości korepetytorów i akcja promocyjna, by z naszej pomocy mogło skorzystać jak najwięcej osób – mówi inicjator „Pogotowia”.

W każdy poniedziałek przed godz. 19 przy domu parafialnym MB Zwycięskiej przy ul. Grzybowskiej 1 gromadzi się spora grupka młodych osób – od podstawówki po gimnazjalistów, licealistów i studentów. Przed klasówkami, sprawdzianami czy kolokwiami potrafi ich być nawet 33. – Czasami zdarzają się także osoby kilkadziesiąt lat po studiach, które muszą np. do pracy przypomnieć sobie matematyczną wiedzę – mówi M. Figat. Zajęcia odbywają się w dwóch salkach z podziałem na wiek i poziom umiejętności – licealiści, gimnazjum i podstawówka. Wiedzę przekazuje kilkunastu wolontariuszy-korepetytorów – studenci nauk ścisłych, doktoranci, absolwenci warszawskich uczelni, a także osoby, które nie mają matematycznego wykształcenia, ale czują się „dobre z matmy”.

Większość korepetytorów pochodzi z Rembertowa, ale są też tacy, którzy przyjeżdżają ze Śródmieścia, Pragi Południa czy Ursynowa. – Staramy się stworzyć rodzinną atmosferę, nawiązać przyjacielskie relacje, tak by nikt nie bał się powiedzieć, że czegoś nie rozumie – wyjaśnia. I tak nauka ułamków odbywa się przy okazji jedzonej wspólnie pizzy, definicję funkcji pomagają zrozumieć „przyporządkowywane” każdemu cukierki, a do nauki geometrii wykorzystywane są kartki z drukarki. Korepetytorzy nie tylko wykorzystują własną wyobraźnię, ale także dzielą się doświadczeniem zdobytym w konkursach matematycznych, podczas egzaminów na studia i do renomowanych liceów. W planach jest także współpraca z uczelnianymi kołami naukowymi. – Marzę, by podobne pogotowia, nie tylko matematyczne, dzięki bezinteresownemu zaangażowaniu ludzi powstały także w innych dzielnicach. Warto pracować z młodzieżą, żeby mogła osiągnąć w swoim życiu coś więcej niż praca na zmywaku za granicą – mówi M. Figat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama