Nowy numer 33/2018 Archiwum

Pora zacząć żyć

Hanna i Jacek Parzychowscy przykręcają ostatnie wieszaki w pokoju Sebastiana. Okna wychodzą na zielony ogród. Autystyczny 33-latek potrafi przesiedzieć całą noc, patrząc na gwiazdy.

W pokoju, oprócz wielkiego misia i portretu Jana Pawła II są wygodny czerwony fotel i łóżko. I spora szafa, bo Sebastian uwielbia się przebierać. To będzie jego mieszkanie na czas, kiedy ich już zabraknie. – Może jeszcze powiesimy fototapetę? Jakąś włoską, bo Sebastian uwielbia słuchać Pavarottiego i oglądać albumy o Florencji czy Rzymie – zastanawia się mama.

To nie przytułek. To dom

Sąsiedzi czy dalsza rodzina często nie rozumieją, jak można pozwolić niepełnosprawnemu mieszkać bez najbliższych. – Traktują to jak oddanie do przytułku. A przecież dopiero takie mieszkanie, z dala od mamy i taty pozwala im się usamodzielnić, żyć własnym życiem. Zresztą rodzicom również – wzdycha ks. Stanisław Jurczuk.

Ksiądz, który założył w archidiecezji warszawskiej Katolickie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych, spadł Parzychowskim z nieba. Podobnie jak setkom innych rodziców muminków, osób niepełnosprawnych intelektualnie, z krzyżowymi chorobami czy na wózkach inwalidzkich, którzy od 20 lat otrzymują od KSN kompleksową pomoc: od wczesnego dzieciństwa czasem po odejście.

Początkowo służył im tylko lokal na Kole, przy kościele św. Józefa, gdzie powstały stowarzyszenie i pierwsze warsztaty terapii zajęciowej. Dla wielu było to pierwsze miejsce, do którego wyszli ze swoich domów. Często po kilkunastu latach chowania się w czterech ścianach.

Zdrowiej dla dzieck

a Na Kole organizują więc teatr jasełkowy, który od kilkunastu lat robi furorę nie tylko w Warszawie. Chodzą na pielgrzymkę na Jasną Górę, żeby pokazać ludziom, że są, żyją i mają podobne pragnienia, co zdrowi. Organizują „Ulicę Integracyjną”, która rozsławiła Wolę jako dzielnicę bardzo przyjazną osobom z niepełnosprawnościami. Nie mówiąc o setkach szkoleń, warsztatów, latach spędzonych w pracowniach rehabilitacyjnych i przyjaźniach, które pomagają zmagać się z ograniczeniami własnych dzieci.

Ale w życiu każdej rodziny przychodzi czas, gdy trzeba opuścić rodzinne gniazdo. Nawet jeśli ktoś wymaga całodobowej pomocy. Tak zdrowiej dla „dziecka”, które nierzadko dobiega trzydziestki, ale przede wszystkim mamy i taty.

Kopniak od Boga

Tak powstał pierwszy dom KSN, w Milanówku. Otwarty w 2000 roku, dla 54 osób stał się prawdziwym domem, ich pierwszym samodzielnym mieszkaniem, za które są w pełni odpowiedzialni i którego budowę sami częściowo finansowali. Ale dom nie był z gumy, a kolejka chętnych do usamodzielnienia się – długa. – Szczerze mówiąc, budowa kolejnego była ostatnią rzeczą, którą chciałem jeszcze robić. Już nie miałem więcej sił, a roboty mnóstwo – mówi ks. Jurczuk. Ale Wszechmogący myślał widać inaczej. Optymistycznie. – Dostałem kopniaka – dodaje szczerze, podając herbatę na drugim piętrze olbrzymiego budynku w Brwinowie przy ul. Wiosennej 21. Drugiego ośrodka stałego pobytu dla podopiecznych KSN.

Za oknem wesoło podrygują trzy koniki polskie. Lipka, Hila i Lala stały się ulubieńcami okolicznych mieszkańców, którzy znoszą im torby suchego pieczywa i kilogramy marchewek. Dzieci z sąsiednich ulic chętnie korzystają z przejażdżek, także bryczką. Sanie w tym roku jeszcze się nie przydały.

Dom w Brwinowie miał służyć początkowo seniorom. Ale komuś, kto wznosił budynek, nie udało się go skończyć. Kardynał Kazimierz Nycz zaproponował: – Stasiu, a może ty byś się zainteresował?

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma