Nowy numer 2/2021 Archiwum

Oliwa sprawiedliwa

Demaskujemy oszusta. Przez prawie półtora roku 3 tys. osób ze łzami w oczach śledziło historię jego zmagań z nowotworem. Dopóki nie okazało się, że to kłamstwo.

Niektórzy do dziś nie mogą uwierzyć, że jego choroba była oszustwem. Był tak przekonujący, gdy na swoim facebookowym profilu „Nowotwór to nie wyrok” pisał o biopsji w Centrum Onkologii w Bydgoszczy, laparoskopii, tłoku w poradniach onkologicznych, o tym, że nie wie, jak zniesie kolejną dawkę chemii… „Tak to prawda, że to niesprawiedliwe i straszne, że to mnie, niektórych spotkało. Ale ile ja się dzięki tej chorobie uczę, ile nabieram dystansu do błahych spraw, a jak ważny stał się dla mnie człowiek i czas” – dzieli się dziesięć miesięcy po uruchomieniu profilu. Oliver W. ma już wtedy z pewnością sporą grupę internetowych znajomych. Większość go doskonale rozumie: sami chorują albo cierpią z powodu choroby bliskich. On sam pisze o raku płaskonabłonkowym węzłów chłonnych. Zamieszcza zdjęcia z ogoloną głową, ilustracje ze szpitalnych oddziałów…

Tylko on. I Bóg

Gdy zjawia się w redakcji „Gościa”, nie budzi podejrzeń. Oliver, 30-latek o twarzy modela, brązowych oczach i starannym ubiorze chętnie odpowiada na szczegółowe pytania. Mówi o guzie na siódmym kręgu, który po lekach przestał rosnąć. O swoich pasjach: tańcu, choreografii, łyżwach i rolkach, które otworzyły mu perspektywy zwiedzania świata. Dzieli się także swoim marzeniem: chce iść na pielgrzymkę do Rzymu. Z wielką pompą – jego wymarsz miałaby poprzedzić Msza św. i błogosławieństwo kardynała. Redakcję prosi o patronat nad inicjatywą. – Chociaż lekarze są na mnie wściekli, wiem, że muszę zanieść do papieża prośby i błagania ludzi, których spotkałem w trakcie choroby. To dla nich idę. Nie będę sam: będzie ze mną Matka Boża, tak jak była z Janem Pawłem II w czasie zamachu. Dlatego chcę wyruszyć 13 maja – mówi. Dodaje dojrzale, że nie trzeba jechać na pustelnię, by zostać pustelnikiem. – Nie chcę się spieszyć: tylko ja i Bóg. Przez trzy miesiące razem – wyznaje.

Łzy mu lecą, gdy odchodzą

Następnego dnia przysyła rozpisaną na kolejne dni trasę. Wzrusza jeszcze opowieścią o umierającej w 2008 r. mamie i bracie, który zmarł z niewyjaśnionych przyczyn w wieku 26 lat. Snuje też plany opublikowania na własny koszt kalendarza promującego dawstwo szpiku i opowiada o szerokim zaangażowaniu w działalność fundacji DKMS, prowadzącej bazę dawców komórek macierzystych. I o zaproszeniach, które otrzymuje na spotkania w całej Polsce, by podtrzymywać na duchu pacjentów onkologicznych. – Jestem twardy, ale widzę tam historie, że łzy mi ciurkiem lecą. Na tej drodze widziałem już wiele osób, które odeszły – mówi. Niezwykła historia Olivera bardzo nas poruszyła – piękna, szlachetna, warta naśladowania. Wieczorem, na stronie internetowej warszawskiego „Gościa” publikujemy tekst „Pieszo do papieża”. Nie spodziewaliśmy się, że za tą historią kryje się oszustwo. Rano odzywa się jedna z czytelniczek. Mieszka w Wielkiej Brytanii, ale zna Olivera. Tylko pod innym nazwiskiem. Sugeruje, żeby go sprawdzić. Na naszą prośbę Oliver przysyła dokumenty. Czytelniczka z Wielkiej Brytanii miała rację: Olivier rzeczywiście zmienił nazwisko w 2011 r. Tłumaczy, że z powodu miłości do mamy przyjął jej panieńskie. Czujemy się uspokojeni.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama