Nowy numer 43/2020 Archiwum

Sprawa Ziętary, czyli wyrzut sumienia

Krzysztof. M. Kaźmierczak oraz Piotr Talaga, znajomy oraz przyjaciel zabitego dziennikarza opisali kulisy śledztwa w jednej z najbardziej bulwersujących spraw po 1989 roku.

- To jedna z najważniejszych książek ostatnich 26 lat. Absolutna lektura obowiązkowa dla początkujących dziennikarzy. Znakomicie pokazuje, czym jest zawód dziennikarza śledczego i jakimi cechami taki dziennikarz powinien się cechować. Autorzy pokazali też realia Polski powstającej po komunizmie i powstawanie w tych warunkach służb specjalnych - mówił na początku prowadzący konferencję Bogdan Rymanowski.

W tych słowach dziennikarza TVN nie ma przesady. K.M. Kaźmierczak to poznański dziennikarz śledczy, w zawodzie pracujący od 1989 roku. Był znajomym i partnerem dziennikarskim uprowadzonego i zabitego Jarosława Ziętary. P. Talaga, obecnie pracujący w administracji samorządowej, również zaczynał jako dziennikarz. Był przyjacielem Ziętary.

Upór i determinacja obu z nich, przekute w 2011 roku w teksty prasowe o okolicznościach porwania i zabicia na początku lat 90. dziennikarza "Gazety Poznańskiej", doprowadziły do tego, że martwe od dłuższego czasu śledztwo ożyło. Od tego czasu sporo się w tej sprawie wydarzyło. I wszystko wskazuje na to, że krakowska Prokuratura Apelacyjna skieruje akt oskarżenia przeciwko biznesmenowi Aleksandrowi G. o podżeganie do zabójstwa dziennikarza.

O tym, jak doszło to tych wydarzeń, jak powoli odkrywali prawdę o śmierci ich przyjaciela, jest właśnie ta książka. - Nie dało się uciec od emocji. Obaj z Krzyśkiem żyjemy tą sprawą. Widać to zresztą w naszej opowieści, która często jest dyskusją i sporem między nami - mówi P. Talaga. Obaj z K.M. Kaźmierczakiem są zgodni co do tego, że młody, niezwykle zdolny dziennikarz, jakim był Ziętara, został wykorzystany przez służby specjalne, a konkretnie przez Urząd Ochrony Państwa.

Formacja ta chciała najpierw zatrudnić Ziętarę, co było niezgodne z prawem (nadal prawo zabrania zatrudniania oraz werbowania dziennikarzy). Dziennikarz kategorycznie odmawiał. Podobnie zachował się w przypadku prób werbunku. Gdy i to się nie powiodło, UOP zaczął go inspirować, przekazując ciekawe informacje.

- Po latach, z perspektywy czasu, nie mamy wątpliwości, że Jarek w dobrej wierze, całkowicie nieświadomie, idąc tropem tych informacji, wykonywał czynności operacyjne, które były korzystne dla służb. Nie mamy wątpliwości, że to te tropy zaprowadziły go na śmierć - mówił P. Talaga. Po jego śmierci UOP zaczął się wycofywać, tuszując swoje kontakty z dziennikarzem. Mimo zmian w kierownictwie służb kolejne ekipy konsekwentnie odmawiały ujawnienia materiałów tej służby w sprawie Ziętary. Autorzy książki "Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa" mają nadzieję, że ten mur milczenia jeszcze runie.

Cała książka to szczegółowy, porażający zapis całej sprawy Ziętary - od momentu jego zaginięcia, aż do teraz, gdy po wielu latach prokuratura dopiero zaczyna oskarżać. Nawet najlepszemu adwokatowi trudno będzie obronić organy państwa w tej sprawie. Opowieść Kaźmierczaka i Talagi jest jednak niezwykła z jeszcze jednego, zdecydowanie bardziej pozytywnego powodu. Pokazuje, że determinacja, wiara w dobro sprawy i konsekwentne działania kilku osób mogą ruszyć system. I prędzej czy później takie uparte jednostki spotkają na swojej drodze sprzymierzeńców. Takim w sprawie Ziętary jest niewątpliwie krakowski prokurator Piotr Kosmaty. - Zrobił w tej sprawie więcej, niż wymagały jego funkcja oraz kompetencje. Mógł to spokojnie umorzyć, a on wybrał zaangażowanie i trudniejszą drogę - stwierdził K.M. Kaźmierczak.

Książka zawiera liczne przykłady, jak służby specjalne próbowały i dezinformowały opinię publiczną w sprawie Ziętary. Zastraszani byli również autorzy tego opracowania. Po 26 latach wiadomo już, komu zależało na zabójstwie dziennikarza, kto do niego namawiał i z jakiego kręgu wywodzą się zabójcy.

Miejmy nadzieję, że to początek spóźnionej sprawiedliwości w tej haniebnej dla naszego państwa sprawie. Bo Rosjanie mieli swoją Politkowską, Ukraińcy swojego Gongadze, a my mamy Ziętarę. Dziennikarzy, którzy zginęli tylko dlatego, że byli dziennikarzami, rozumieli swoją rolę i dobrze wywiązywali się ze swoich działań.

"Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa", Krzysztof M. Kaźmierczak, Piotr Talaga, Zysk i spółka, Poznań 2015.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama