Nowy numer 4/2021 Archiwum

„Kama” dołączyła do oddziału

Zmarła cztery dni po 71. rocznicy wykonania wyroku na Franzu Kutscherze. Uczestniczyła w tym zamachu.

W katedrze polowej i na Powązkach Wojskowych Marię Stypułkowską-Chojecką żegnały tłumy kombatantów, harcerzy i warszawiaków, zasłuchanych w jej życiową lekcję patriotyzmu. Często wspominała, że jej koledzy kochali swoją ojczyznę ponad życie i wielu złożyło je na tym ołtarzu. „Kama” swoim życiem także dowiodła wielkiej miłości do Polski.

– Pierwsze zadanie, jakie otrzymałam: miałam dowiedzieć się, co się stało z dwoma kolegami, którzy szli na strzelnicę przez Młociny do lasu i nie wrócili, nie doszli – wspominała „Kama” w obszernym wywiadzie pozostawionym dla potomnych w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ledwo uszła z życiem, koledzy byli pod wrażeniem jej odwagi i pomysłowości. Zanim przyszedł wrzesień 1939 r., mieszkała na Woli, u zbiegu ulic Leszno i Młynarskiej. „W chwilach gdy nie było bombardowania i ostrzału artyleryjskiego, wychodziliśmy na podwórze. Widziałam lotników, którzy zniżali lot samolotu i strzelali z broni pokładowej do ludzi stojących po wodę lub po pieczywo. Takie były początki wojny” – relacjonowała dla Archiwum Historii Mówionej MPW. Na nienawiść młodej dziewczyny wobec okupanta wpływ miało to, że podczas ostrzału artyleryjskiego ciężko ranne zostały dwie jej koleżanki. Jednej trzeba było amputować nogę. A to przecież był dopiero początek okropieństw, których miała doświadczyć młoda Marysia Stypułkowska. Z harcerstwa trafiła do „Parasola”, batalionu Armii Krajowej, którego najsłynniejszą akcją było wykonanie wyroku na Franzu Kutscherze, zbrodniarzu niemieckim odpowiedzialnym za terror i egzekucje uliczne w Warszawie. Zamach był przeprowadzony w rejonie skrzyżowania ul. Piusa XI i Alei Ujazdowskich oraz ul. Chopina. Akcja trwała 1 minutę i 40 sekund, choć przygotowanie, w tym obserwacja „kata Warszawy”, co przypadło „Kamie” – wiele dni. Do Grup Szturmowych Szarych Szeregów skierowana została rok przed wybuchem powstania, w sierpniu 1943 r. Ukończyła kurs wojskowy, sanitarny, łączności konspiracyjnej oraz Zastępczy Kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola”. Pierwszą jej akcją było rozpoznanie Ernsta Weffelsa, kierownika zmiany oddziału kobiecego na Pawiaku, znanego z sadyzmu i okrutnego traktowania więźniów. – Przed akcją pobiegłam do kościoła na placu Zbawiciela. Przed obrazem świętej Teresy, który wisi do dnia dzisiejszego, modliłam się, żebym się nie pomyliła, bo przecież koledzy będą narażali swoje życie, i żebym nie spaliła tej akcji – wspominała „Kama”. W czasie Powstania Warszawskiego przeszła szlak bojowy oddziału „Parasol”: Wola, Stare Miasto, Śródmieście, Czerniaków, Mokotów, Śródmieście. Trzy razy szła kanałami, przeprowadzając rannych towarzyszy broni. – Szliśmy po tej desce. Czasem na desce leżał człowiek, czego nie widziałam. W ogóle nic nie widziałam. To jest straszne… Ileś godzin i nic nie widać… Nad lustrem mazi miejscami była tylko taka przestrzeń, że głowa wystawała. I w tej przestrzeni był gaz błotny i to, czym myśmy oddychali – wspominała. – W „Parasolu” podobno było 700 osób. Jeżeli powiem, że nie pamiętam, czy nas 100 osób szło, to nie będę daleka od prawdy. Była to spora grupa, jednakże nawet wtedy nie było połowy, dlatego że duża część to byli zabici. Wyszła z Warszawy 5 lub 6 października 1944 r. w kolumnie ludności cywilnej. Razem z rodzicami powróciła w lutym 1945 r. Związała się z Jerzym Chojeckim, kolegą z „Parasola”, ps. „Spokojny”. W 1949 r. urodziła syna Mirosława, a w 1954 r. Sławomira. Ukończyła studia na Wydziale Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego, do końca aktywnie uczestnicząc w życiu Środowiska Żołnierzy Batalionu „Parasol” i innych organizacji powstańców. Była założycielką Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej dla weteranów wojennych, w której pracowała społecznie do 1999 r., a także członkiem Komitetu Budowy Muzeum Powstania Warszawskiego. Została awansowana na stopień majora WP. Podczas uroczystości pogrzebowych 16 lutego w katedrze polowej prezydent RP Andrzej Duda odznaczył ją pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Przy trumnie stanęły posterunki honorowe Batalionu Reprezentacyjnego WP oraz Jednostki Specjalnej Komandosów z Lublińca, spadkobierców tradycji wojskowych batalionu „Parasol”. Marię Stypułkowską-Chojecką, „warszawiankę z krwi i kości”, pożegnała także Hanna Gronkiewicz-Waltz. Głos zabrali były prezydent Bronisław Komorowski, a także prof. Lech Żukowski, prezes Światowego Związku Żołnierzy AK, i ks. Henryk Kietliński. Na Powązki Wojskowe, do kwatery G-Tuje 22, odprowadziły ją tłumy warszawiaków, w tym młodzieży, której od wielu lat opowiadała o obronie stolicy. – Nigdy nie odmawiała spotkań w szkołach, nawet gdy była już bardzo słaba. Była po prostu wzorem dobroci i szlachetności – wspominała Marzena Grochowska, wieloletnia prezes Towarzystwa Przyjaciół Warszawy. To na jej wniosek Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama” została honorową obywatelką stolicy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama