Była wigilia. Mroźna. Siostry albertynki z Pragi pospiesznie szykowały się do Pasterki. Pod drzwiami zakonnego domu leżał człowiek. Pijany do nieprzytomności. – Początkowo próbowałyśmy zorganizować mu miejsce w noclegowni, ale ze względu na to, że był pod wpływem alkoholu nikt nie chciał go przyjąć. Przygarnęłyśmy więc go do siebie – wspomina s. Maksymiliana. Kiedy się ocknął, wyciągnął z kieszeni różaniec. Dla albertynek to był znak, że Maryja zawsze czuwa nad swoimi dziećmi. – Nie pierwszy raz Bóg przyprowadza do nas ludzi, którzy potrzebują naszego wsparcia – mówią.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








