Nowy numer 44/2020 Archiwum

Śni mi się, że jestem "Inką"

Oliwia Filipowicz i "Inka" są równolatkami. Dlatego spektakl o niezłomnej sanitariuszce, przygotowany przez Grupę Teatralną Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej "Jesteśmy", tak bardzo porusza.

Beton więziennej celi był zimny i pochlapany krwią. Kolejny dzień bestialskich przesłuchań. "Inka" jest wykończona. Na scenie Domu Kultury w Błoniu Oliwia Filipowicz, licealistka z Pruszkowa, odgrywa ostatnie chwile z życia Danuty Siedzikówny. - Czasami śni mi się, że to ja jestem "Inką" i idę pobita ciemną ulicą - mówi. I dodaje: - Jestem przecież jej równolatką.

Scenografia jest skromna. Krata, kilka worków i koc. Punktowe światło oświetla prowizoryczną celę. Obok biurko ubeka. Ostatnie sceny z życia sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej - bezlitosne przesłuchania i scenę śmierci - Oliwia odgrywa całą sobą.

- Nikt do końca nie wie, co działo się w głowie "Inki". Staram się sobie wyobrazić, jak mogła czuć się młoda dziewczyna, taka jak ja, która poświęca swoje marzenia i młodzieńcze życie dla ratowania ojczyzny. Jest niesłusznie oskarżona. Co musiała czuć, kiedy zdradziła ją najlepsza przyjaciółka? Czy nie miała chwil zwątpienia? Co czuła, słysząc niesłuszne oskarżenia? Dlaczego domówiła, gdy zaproponowano jej akt łaski? - zastanawia się licealistka.

Spektakl "Inka" w wykonaniu amatorskiej Grupy Teatralnej Związku Strzeleckiego Rzeczpospolitej "Jesteśmy" w ciągu ubiegłego roku obejrzało kilka tysięcy osób. Nie tylko w Pruszkowie, skąd wywodzi się grupa, ale i w Ożarowie, Łowiczu, Łodzi czy Warszawie. Kalendarz amatorów wciąż szybko się wypełnia. Propozycje występów składają szkoły, parafie, miejscy urzędnicy, a ostatnio nawet Ministerstwo Obrony Narodowej.

- Chcemy poprzez teatr mówić o "wyklętej" historii Polski, przekazywać wartości i postawy patriotyczne - mówią aktorzy amatorzy. W skład grupy teatralnej wchodzi troje pasjonatów: oprócz "Inki" - Oliwii, w spektaklu występują "Regina” - Katarzyna Marlęga, gimnazjalistka, i ubek - Marcin Mazurek.

Spektakl porusza autentyzmem. Nie tylko kombatantów, młodych, ale i całe rodziny. - Najbardziej przejmującym momentem była scena śmierci bohaterki - strzał w tył głowy metodą katyńską i ostatni krzyk jej życia: "Niech żyje Polska!". Wszyscy byliśmy wzruszeni. Inscenizację powinni oglądać przede wszystkim młodzi, którzy szukają wzorców postępowania - uważa Olgierd Zawisza.

Poza promocją spektaklu, amatorzy mają w planach prowadzenie lekcji historycznych o żołnierzach wyklętych, a także sceniczne adaptacje ich życiorysów. - Niewielu moich kolegów przejmuje się losem niezłomnych, bo też niewielu o nich wie. Dlatego tym bardziej zależy nam, by poznali historię "Inki" i innych i odkryli wartości, dla których warto poświęcić życie, ideały - wyjaśni O. Filipowicz.

Historia "Inki" zmieniła także ją samą. - Przestałam przejmować się błahostkami, dojrzałam, doceniam to, że - w przeciwieństwie do "Inki" - mogę realizować własne marzenia - mówi.

Spektakl "Inka" trwa 40 minut. Jego scenariusz powstał w oparciu o film "Ja jedna zginę". Terminy najbliższych przedstawień można znaleźć na Facebooku Grupy Teatralnej Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej "Jesteśmy".

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama