Nowy numer 43/2020 Archiwum

Uczyła innych zachwytu

Dla pokoleń wychowanek była prawdziwą mistrzynią życia. Do  dziś wspominają jej rozliczne talenty. Ale  przede wszystkim siłę, którą czerpała z modlitwy.

Była siostrą wielkiego serca – wspomina Krzysztof Przygoda, który pomagał s. Gizeli i s. Grażynie przy zbieraniu materiałów do kolejnych wydań książki-albumu „Z dawna Polski Tyś Królową”. Publikacja, która wyrosła z wieloletniego doświadczenia pielgrzymek, jakie wychowawczyni pokoleń uczennic odbywała do sanktuariów maryjnych, do dziś stanowi jeden z najlepszych przewodników.
Kochała Matkę Bożą, jak matka Marcelina Darowska, założycielka niepokalanek. Wpatrzona w nią, wstąpiła w wieku 19 lat do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.


Pierwsza w kaplicy


Urodziła się 8 marca 1932 r. na Kresach, po wojnie przesiedlono ją z rodzicami i rodzeństwem na Ziemie Odzyskane. Liceum niepokalanek kończyła w Wałbrzychu.
Już jako zakonnica studiowała fizykę na Uniwersytecie Łódzkim. Wcześniej dla zakonu rzuciła wymarzoną architekturę na Politechnice Wrocławskiej. Wychowanki do dziś wspominają jej lekcje fizyki. Podobnie katechezę. 
– Jej lekcje religii porywały młodych ludzi, otwierały serca na Boga. Siostra potrafiła nie tylko przekazywać wiedzę religijną, ale zaszczepić prawdziwą wiarę – wspomina Hanna Kosyra. – Rano pierwsza była w kaplicy. W Piśmie św. gromadziła kartki drobno zapisane nazwiskami osób, które polecała Bożemu miłosierdziu – dodaje.
S. Gizela była wychowawczynią w szkołach sióstr niepokalanek w Szymanowie, Wałbrzychu i Nowym Sączu, prowadziła też katechezę w świeckich liceach w Kościerzynie i Szczecinku.
– Była przyjacielem, oddanym bez reszty, uczącym zachwytu nad pięknem płynącym z religii i świata wokół. Ceniąc nasze sądy, wielokrotnie pytała o nasze zdanie. Pozwalała dziewczynom dorosnąć, z wieloma autentycznie się przyjaźniła – mówi Maria Baraniecka-Witkowska, która do Szymanowa trafiła w 1960 r. z odległego Dynowa pod Przemyślem.
– Była jedną z tych wychowawczyń, które nie pozostawiały żadnego listu bez odpowiedzi. Interesowała się losami dziewcząt, znała ich radości i troski. Została w ich pamięci jako wymagająca, ale kochająca nauczycielka, wychowawczyni, mistrzyni – dopowiada Romana Szymczak.


Otwierała nie tylko serca


Przed każdymi świętami pisała swym prześlicznym pismem setki życzeń, kart z opłatkami, a nawet przygotowywała prezenty. Dla s. Gizeli nie było rzeczy niemożliwych, bo siły czerpała z modlitwy. Po beatyfikacji Matki Marceliny, jako przełożona odpowiedzialna za wspólnotę, trafiła do Warszawy, do domu przy ul. Idzikowskiego, podejmując się najtrudniejszego dzieła – budowy Zespołu Edukacyjnego Sióstr Niepokalanek na Kabatach. Inwestycja powstała w ciągu dwóch lat, podczas których wielokrotnie wydawało się, że zasoby finansowe i wszelkie możliwości ich zdobycia są już ostatecznie wyczerpane. Nie na darmo o s. Gizeli mówią, że była mężna.
Nawiązywała serdeczne, przyjacielskie relacje z ludźmi, których Bóg stawiał na jej drodze. Potrafiła docierać do potrzebujących oraz do tych, którzy otwierali przed nią serca i portfele, wspierając działalność charytatywną: od półkolonii dla dzieci po pomoc rodzinom będącym w trudnej sytuacji materialnej, a nawet dzieciom w Indiach.


Nie musiała szukać umartwień


Pytana, jak ogarnąć tak bogate życie, odpowiadała skromnie: „W dwóch słowach: byłam niepokalanką, pokorną sługą Jezusa i Maryi”. Pod koniec życia s. Gizela nie musiała szukać okazji do umartwień. Ostatnie lata życia spędziła w klasztorze sióstr w podwarszawskich Łomiankach, z pokorą i godnością przyjmując cierpienie, jakie przynosiły jej liczne choroby, a zwłaszcza ta jedna, podstępna, nieubłaganie niszcząca organizm, odbierająca siły fizyczne i pamięć.
– Przez ostatnie tygodnie nie mogła mówić, ale przy codziennym podawaniu Komunii Świętej można było wyczytać z jej oczu świadomość i umiłowanie Najświętszego. Słabło coraz bardziej jej serce i taka odchodziła do Ojcowskiego domu. W życiu była wielką czcicielką Bożego Miłosierdzia, i to zanim ten kult rozpowszechnił się w Kościele. We wspomnienie świętej siostry Faustyny, krótko po przyjęciu Komunii Świętej przeszła do wieczności – wspominał podczas pogrzebu o. Wojciech Szulczyński, salezjanin.
Odeszła do Pana cichutko,
5 października 2015 r. Spoczęła w Szymanowie.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama