Nowy numer 43/2020 Archiwum

Na planie filmu o św. Maksymilianie

Klaps. Lekarz (Marcin Kwaśny) 
z uwagą ogląda palec zakonnika. 
Zupełnie zdrowy po przyłożeniu wody z Lourdes, chociaż wcześniej medyk stwierdził, że trzeba go amputować. 
– Bogu niech będą dzięki 
– odpowiada o. Kolbe 
(Adam Woronowicz), 
dyskretnie uśmiechając się 
zza drucianych okularów.

Wklasztorze ojców
franciszkanów konwentualnych
w Niepokalanowie
rozpoczęły się zdjęcia do filmu
„Dwie korony”, opowiadającego o życiu św. Maksymiliana Marii Kolbego. Film będzie dokumentem, przeplatanym scenami z udziałem aktorów. Część faktograficzną już ukończono. Dokumenty nakręcono we Włoszech, gdzie o. Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej, w Japonii, gdzie zrządzał budową klasztoru i prowadził działalność wydawniczą, oraz w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, gdzie dobrowolnie oddał życie za jednego z więźniów, Franciszka Gajowniczka. 
W Niepokalanowie, w miejscu, gdzie franciszkanin mieszkał, pracował i modlił się, powstają sceny fabularne, przybliżające niektóre ważne wydarzenia z jego życia.

Także te, które zdarzyły się na misjach w Nagasaki. Na potrzeby filmu przy klasztornych zabudowaniach powstanie też rekonstrukcja fragmentu obozu koncentracyjnego.
– Ojca Maksymiliana kojarzymy najczęściej z heroicznym czynem w Auschwitz. Tymczasem całe jego życie było fenomenem, fascynującą przygodą, zainspirowaną mistycznym spotkaniem z Matką Bożą – mówi reżyser Michał Kondrat, który na swoim koncie ma już inne wartościowe filmy: „Cierń Boga”, „Jak pokonać szatana”, „Matteo”.


Silna matka, 
święty syn


Dziesięcioletniemu Rajmundowi (Maksymilian to imię zakonne) ukazała się Matka Boża z dwiema koronami: białą (symbolizującą czystość) i czerwoną (męczeństwo). Chociaż chłopiec mógł nie wybrać żadnej, sięgnął po obie. 
O tej mistycznej wizji mały Rajmund opowiada swojej matce Mariannie (w filmie gra ją Dominika Figurska).
– Marianna przypomina mi trochę postać Maryi. Ponieważ prowadziła bardzo głębokie życie duchowe, dała wiarę objawieniu, jakiego doświadczył jej mały syn, zachowała je w pamięci, nie rozpowiadała o nim – mówi Figurska, która przygotowywała się do swojej roli, czytając korespondencję o. Maksymiliana z matką, przechowywaną w niepokalanowskim klasztorze.
Aktora przyznaje, że marzyła o zagraniu matki świętego. – To była niezwykle silna, ciepła, wspierająca kobieta. Urodziła pięciu synów: dwóch zmarło, trzech wstąpiło do klasztoru. Była ich aniołem stróżem, modliła się za nich. I tę siłę, odwagę Maksymilian po niej odziedziczył. Ona sama w późniejszych latach została tercjarką – dodaje Figurska.


Japonia w Niepokalanowie


Cezary Pazura przywdziewa franciszkański habit. W filmie wciela się w postać br. Zenona Żebrowskiego, zwanego Zeno, który w 1930 r. wraz z o. Kolbem wyjechał na misje do Japonii, budować tam drugi Niepokalanów i gdzie pozostał aż do swojej śmierci w 1982 roku. Zeno po wybuchu bomby atomowej nad Nagasaki pomagał ofiarom, opiekował się sierotami, bezdomnymi, osobami upośledzonymi. Zyskał wielką sympatię i szacunek Japończyków, którzy jeszcze za życia postawili mu pomnik, a po śmierci uhonorowali najwyższymi odznaczeniami państwowymi.
– Mam niewielką brodę, więc gram młodego br. Zeno – mówi żartobliwie Cezary Pazura, który doskonale pasuje do roli dynamicznego i niekonwencjonalnego franciszkanina. – W scenie w drukarni staramy się uruchomić maszyny, a ponieważ oczywiście br. Zeno jest mądrzejszy od wszystkich, nieprzymocowana maszyna zaczyna skakać po całym pomieszczeniu. Podoba mi się, że film opowiada także o świętości zwyczajnej, codziennej.


Jak „światłość w ciemności”


Reżyser długo szukał odtwórcy głównej roli, który miałby „wyraziste, nieco surowe spojrzenie”. Teraz, kiedy Adam Woronowicz nakłada okrągłe druciane okulary, jego kolega z planu Marcin Kwaśny (Lekarz) mówi: „Kiedy patrzę w jego oczy, schowane za szkłami okularów, widzę św. Maksymiliana”.
Po wizycie w Auschwitz Woronowicz o swojej roli mówi tylko tyle, że przeżywa ją bardzo głęboko, że „ona ciągle jeszcze w nim pracuje”. To widać na planie. Chodzi skupiony, ma przemyślany każdy gest i grymas twarzy. Budowanie postaci, której siła wypływa z głębi ducha, z niezwykłej więzi z Maryją i Bogiem, będzie szczególnie ważne w scenach z Auschwitz. Widzowie nie zobaczą apelu, na którym o. Kolbe podjął heroiczną decyzję. Zobaczą wnętrze bunkra śmierci, bo właśnie tam – jak mówi reżyser filmu – 
o. Kolbe był „jak światłość w całkowitej ciemności”.
– Wiele osób zastanawiało się: ile jeszcze wielkich dzieł zrobiłby o. Maksymilian, gdyby nie zginął w obozie? Ale to, co wydarzyło się w bunkrze głodowym, przemieniło ludzi. Dobro „zasiane” przez o. Maksymiliana dalej procentuje i o tym też w filmie opowiemy m.in. głosem świadków – mówi Michał Kondrat i podkreśla, że opowieść o życiu o. Kolbego jest szczególnie skierowana do ludzi młodych, by zaprzyjaźnić ich z niezwykłym polskim świętym, którego życiorys znany jest tylko pobieżnie.
Premierę kinową „Dwóch koron” zaplanowano na przyszły rok. Do tej pory znalazły się pieniądze na pokrycie jednej trzeciej kosztów produkcji filmu, które w sumie wyniosą ok. 750 tys. zł. Fundacja Filmowa św. Maksymiliana prowadzi zbiórkę na dokończenie projektu. Szczegóły na: www.kolbe.org.pl.
•


Dla nas jest bohaterem


Adam Woronowicz
– Kolbe był w obozie 52 dni, a zmienił życie 
wielu ludzi, co jest udokumentowane. Przywracał godność więźniom, pomagał im, podnosił ich na duchu... Dla wielu to był taki impuls, że udało im się ten obóz przetrwać. Ojcowie franciszkanie opowiadają, że byli więźniowie 
po latach, niemalże na łożu śmierci, przekazywali pamiątki 
po o. Maksymilianie. Tak trafiły w ich ręce krzyżyki, dwa jego pasiaki. Pamięć o tym, co zrobił o. Maksymilian w obozie, przetrwa do końca, dopóki będzie istniał nasz świat. Jest krzykiem dla współczesnych, żeby podobna tragedia nigdy i nigdzie się nie powtórzyła.

Cezary Pazura
– Okazało się, że obaj z Adamem Woronowiczem chcieliśmy kiedyś pójść 
do seminarium. To samo mówił mi Andrzej Grabowski i wielu innych aktorów. Ale decyzja była dla nas trudna, widocznie to nie było nasze powołanie. Ojciec Kolbe takie powołanie miał i na nie odpowiedział 
– to była odważna, życiowa decyzja. Bardzo chciałbym, żeby stworzyła się taka moda, by do ludzi w habitach lgnąć, a nie ich krytykować – bo oni pomagają nam otworzyć się na sferę duchową, wspierają modlitwą, wskazują drogi, kiedy błądzimy... 
Mamy w kraju postacie, które są wzorcami, drogowskazami w życiu, a taką z pewnością był o. Kolbe. Warto je upowszechniać po to, 
by wiedzieć, że tak można, a nawet trzeba żyć.

Dominika Figurska
– Znałam historię o. Maksymiliana z Auschwitz, ale dopiero kiedy wiele lat temu odkryłam jego wcześniejsze życie, zakochałam się w tym świętym. Szczegółowo poznałam jego biografię i zastanawiałam się, jak to możliwe, 
że do tej pory nie powstał o nim film. 
Ojciec Kolbe jest bohaterem narodowym Japonii, a my nawet 
o tym nie wiemy. To był człowiek niezwykle barwny, 
energiczny, zastanawiał się nad karierą wojskową. 
W zakonie te marzenia urzeczywistnił – był wojownikiem, prekursorem, Bożym szaleńcem.

Artur Barciś
– Postać św. Maksymiliana Kolbego jest mi bliska, bo wcześniej grałem w filmie Krzysztofa Zanussiego „Życie za życie”, którego scenariusz dotyczył heroicznego czynu o. Maksymiliana w obozie Auschwitz. Przygotowując się wtedy do roli 
br. Anzelma, dogłębnie przestudiowałem życiorys o. Maksymiliana. Mam zastrzeżenia co do niektórych jego decyzji, ale to, co zrobił w obozie, oddając życie za współwięźnia, 
ojca rodziny, i godząc się na okrutną śmierć w bunkrze głodowym, jest tak bohaterskie i wspaniałe, że przesłania wszystko inne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama