Nowy numer 25/2018 Archiwum

Odnajdzie Fieldorfa i Pileckiego?

Trzeci etap prac archeologiczno- -ekshumacyjnych na Powązkach Wojskowych będzie dużo trudniejszy niż poprzednie.

Zespół naukowy pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka w połowie września wraca na Łączkę. – Musimy kopać znacznie głębiej. Będziemy pracować pod grobami z lat 80. Oznacza to, że nie znajdziemy całych szkieletów, bo te zostały zniszczone przy budowie nagrobków, tylko pojedyncze kości – tłumaczy prof. Szwagrzyk, wiceprezes IPN. Ekshumacje mają pomóc zidentyfikować ciała zabitych w więzieniu na Rakowieckiej w latach 40. i 50. Było ich prawie 300, z czego do tej pory udało się odnaleźć szczątki 202. Być może jesienne badania na Powązkach wskażą, gdzie spoczywa gen. Emil Fieldorf, rtm. Witold Pilecki czy ppłk Łukasz Ciepliński.

Usłyszeć „przepraszam”

Na Łączkę w akcie solidarności i z potrzeby serca będzie przychodziła Olga Grabowska, prezes Stowarzyszenia Historycznego Mazowsza Północnego z siedzibą w Warszawie, a jednocześnie krewna por. Wacława Grabowskiego „Puszczyka”. – Szczątków mojego dziadka stryjecznego ani żołnierzy z jego oddziału jeszcze nie znaleziono. Prawdopodobnie są w Mławie, a nie na Łączce. Można przypuszczać, że zostały złożone na podwórku za budynkiem, gdzie mieściło się UB. Teraz są tam boksy dla psów policyjnych – mówi. Ma jednak nadzieję, że przyjdzie taki czas, że wszyscy żołnierze niezłomni doczekają się godnego pochówku i publicznego uznania zasług. Jak mówi, upominają się o to prawda oraz piętnowani i spychani na margines członkowie rodzin zabitych. – U nas najbardziej ucierpieli rodzice i rodzeństwo „Puszczyka”. Po rozpoczęciu przez niego działalności antykomunistycznej rozpoczęła się nagonka na rodzinę Grabowskich. Ojciec był wzywany na brutalne przesłuchania i zmuszany do wskazania miejsca pobytu syna. Tak go katowali, że nie mógł chodzić. Uderzali pałkami po piętach tak, że mięśnie odrywały się od kości. Licząc na przybycie „Puszczyka” do domu na święta, przyjeżdżali w Wigilię, wypędzali ludzi na mróz i urządzali kilkugodzinne przeszukania. Część społeczności lokalnej odwróciła się od rodziny. Na ulicy wołali za nimi: „Idzie rodzina bandyty” – ze smutkiem opowiada pani Olga. Ma nadzieję, że niezłomni trafią do podręczników historii, staną się rozpoznawani w świadomości społecznej i będzie się o nich mówiło z szacunkiem. – Chciałabym kiedyś od sprawców zbrodni albo ich potomków usłyszeć „przepraszam” – dodaje.

Po nitce do kłębka

W pracach identyfikacyjnych na Łączce udział wezmą antropolodzy, archeolodzy, genetycy, historycy i lekarze sądowi. W sumie ok. 30 osób, w tym grupa wolontariuszy. Ekshumacja ma potrwać trzy tygodnie, ale będzie uzależniona od warunków atmosferycznych. – Jeśli spadnie deszcz, to na sitach pracować się nie da, bo ziemia będzie zbrylona – wyjaśnia prof. Szwagrzyk. Dodaje też, że tym razem zmianie ulegnie metoda pracy na Łączce. – Musimy być ostrożniejsi, bo będziemy kopać bardzo blisko panteonu – przyznaje. Do przeprowadzenia kolejnych identyfikacji odnajdywanych ofiar terroru komunistycznego niezbędne jest zgromadzenie jak największej liczby próbek materiału genetycznego pochodzącego od bliskich. – Zachęcam rodziny do zabezpieczenia materiału genetycznego jak najszybciej, dopóki żyją najbliżsi krewni. Jeśli materiał nie przyda się teraz, to może być potrzebny za lat kilkadziesiąt, kiedy nas już nie będzie – przekonuje prof. Szwagrzyk. Przypomina też, że na podstawie obowiązującej od czerwca ustawy IPN tworzy własną Bazę Materiału Genetycznego.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma