Nowy numer 28/2018 Archiwum

Samounicestwienie

Spektakl „Coming out” poraża niszczącą namiętnością, której ofiarami padają także bohaterki.

Uciekałyśmy. Ze światła do cienia (…). Mydlane bańki pękały w marzeniach”. Tak rozpoczyna swoją opowieść Justyna. Każda z trzech bohaterek powtarza jak mantrę: „To było rok temu, i lipiec, i lato”. Co poza tym łączy trzy kobiety w różnym wieku, o różnym statusie?

Rozpacz, wściekłość, niezgoda na utraconą miłość. Nie chcą przyjąć do wiadomości utraty uczucia, które miało być wieczne. A potem moment zatracenia, negacja rzeczywistości. Droga do zemsty, do samounicestwienia, do zbrodni, która przekreśla takie wartości, jak moralność. Po której już nie ma życia. Jest tylko śmierć. Dramatyczny lot w przepaść. Nie oglądałam dotąd w teatrze tak żarliwie artykułowanych emocji. Takiej desperackiej świadomości utraconego życia. „Po co istniejesz?” – pyta samą siebie Simone, najmłodsza z bohaterek. „Nie ma Cię. I nie będzie. Dla mnie umarłaś. Przekreślona. Wymazana”. Po raz pierwszy w programie znajduje się pełny tekst sztuki. W trakcie lektury znajduję wulgaryzmy, nawet obscena, których na scenie nie odnotowałam. W tak silnej ekspresji bohaterek, w rozpaczy, w poczuciu unicestwienia swego życia, wszystkie te brutalne słowa są usprawiedliwione. Wszystko uległo zagładzie, także słowo, które przestało mieć jakikolwiek sens. To, co stanowi walor spektaklu, a co odnotowałam po raz pierwszy, to nieprawdopodobnie świadoma praca nad tekstem. Reżyserka Aleksandra Popławska przeżyła wraz z bohaterkami ich upadek, ich rozpacz. Z taką uwagą śledziła ich namiętność, że wydobyła z każdej z aktorek maksimum ich możliwości. Poruszyła tym widzów tak, jakby ich historie dotykały każdego z nas. To wielkie zwycięstwo realizatorki. Trzy aktorki, których monologi składają się na spektakl, to: Krystyna Tkacz, Agnieszka Wosińska i Anna Gorajska. Uwolnienie hamulca, który regulowałby siłę ekspresji każdej z nich, sprawiło, że trzy różne historie złożyły się we wspólny koszmar. Sztuka Jacka Goreckiego to w gruncie rzeczy studium obłędu. Bo tylko popadając w obłęd, można zapomnieć o tym, co się stało, i próbować dalej żyć. Czy prócz unicestwienia bohaterki, dopuszczają do siebie świadomość winy? Nie. Ta sztuka to wyraz skrajnego egocentryzmu, ale chyba niespełniona miłość ogniskuje wszystkie uczucia.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma