Nowy numer 49/2020 Archiwum

Po co nam cuda?

O znakach świętości bł. ks. Jerzego Popiełuszki opowiada Milena Kindziuk, adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, dziennikarka, autorka bestsellerowych książek, m.in. o ks. Jerzym Popiełuszce, jego matce Mariannie („Matka świętego”) i Emilii Wojtyłowej („Matka Papieża”).

Tomasz Gołąb: Księdzu Jerzemu poświęciłaś sporą część swojego życia. Kiedy po raz pierwszy zetknęłaś się z nim? Dlaczego Cię zafascynował?

Milena Kindziuk: Nigdy osobiście nie spotkałam ks. Jerzego! Jako mała dziewczynka byłam z moją mamą i z bratem na jego pogrzebie. Natomiast zainteresowałam się jego życiem po tym, gdy jako dziennikarka pisałam o nim tekst – zresztą do „Gościa Niedzielnego”, w którym wtedy pracowałam. Urzekło mnie, że ludzie, którzy zetknęli się z ks. Popiełuszką, mówili o nim tak, jakby był ich najlepszym przyjacielem, kimś bardzo bliskim, a jednocześnie kapłanem z wyraźną charyzmą.

Gdy zaczynałaś pisać książkę o ludziach cudownie uzdrowionych, na ciele czy duszy, za przyczyną ks. Jerzego, sama przeżywałaś odchodzenie swojej mamy. Jej zresztą dedykujesz tę pracę. Czekałaś na cud?

Choroba nowotworowa mojej Mamy sprawiała, że bardzo trudno pisało mi się tę książkę. Mijały kolejne terminy jej oddania do druku, a ja nie mogłam pisać... Nagrywałam relacje uzdrowionych ludzi, a moja Mama na moich oczach umierała... Oczywiście, że modliłam się o cud. Dlaczego Pan Bóg nie wszystkich uzdrawia? Z pewnością to tajemnica, której po ludzku nie da się pojąć. Po śmierci Mamy zrozumiałam jednak, że nie cud uzdrowienia fizycznego jest najważniejszy. Bo życie na ziemi jest ogromną wartością, ale ostatecznie nie ono jest celem. Przecież nawet jeśli uzdrowiony człowiek będzie żył dłużej, to i tak tylko przez jakiś czas. Potem i tak nieuchronnie czeka go odejście. Jest to tylko dodanie jakiegoś czasu, być może po to, by lepiej przygotował się na ten moment. Jeśli natomiast ktoś jest przygotowany i jego życie spełniło się – może już odejść. I w perspektywie zbawczej cud nie jest dla niego konieczny. Albo inaczej – cudem może okazać się sposób, w jaki ktoś odchodzi z tej ziemi: spokojnie, w otoczeniu rodziny, po przyjęciu sakramentów. Tak było z moją Mamą. Zdążyła przyjąć nawet odpust zupełny, a więc – jak uczy Kościół – poszła prosto do nieba. Czy trzeba większego cudu?

Udało Ci się dotrzeć do wielu osób, które doświadczyły wstawiennictwa ks. Jerzego. Wszystkich łączy przekonanie, że życie po uzdrowieniu jest trudniejsze. Dlaczego?

Bo cud zawsze zdarza się po coś. Cud zobowiązuje. Sprawia, że człowiek musi odczytać, jakie zadanie ma teraz do wykonania. Bohaterowie mojej książki o tym wyraźnie mówią, szukają sposobów, by dawać świadectwo, by przybliżać życie i nauczanie ks. Jerzego, i w ten sposób wskazywać innym, co w życiu jest najważniejsze. Są też i tacy, którym trudno jeszcze odczytać Boże zamiary, i wciąż szukają odpowiedzi, po co mają przedłużone życie na ziemi.

Tak liczne interwencje Boga, wyproszone przez ręce męczennika z Żoliborza, są dla Ciebie zaskoczeniem? Chyba większość dotyczy chorych na nowotwór…

Właśnie nie. Wielu ludzi doznaje za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego również łask duchowych. Zawarłam w książce świadectwo kobiety, która dzięki ks. Popiełuszce wyzbyła się w sercu nienawiści i chęci zemsty. Ktoś inny przystąpił do spowiedzi i po 30 latach wrócił do Kościoła. A są i takie cuda, które trudno określić cudami, a jednak... Jak choćby opisana przeze mnie historia Susan, młodej Angielki (zresztą mojej przyjaciółki), która nieoczekiwanie zafascynowała się życiem ks. Jerzego. Takie historie potwierdzają tylko, że cuda mogą być różnie pojmowane i że nie da się ich zrozumieć. Wprowadzają nas one w świat logicznie niepojęty i służą zbawieniu, a nie „pustemu” przedłużaniu życia na ziemi. Warto też pamiętać, że cudów dokonuje Pan Bóg, a błogosławieni i święci są tylko pośrednikami na drodze do Niego. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama