Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dom spełnionego kapłaństwa

Tysiące spowiedzi i Mszy Świętych. Dziesiątki tysięcy parafian. A tak niewielu pamięta o swoich dawnych duszpasterzach…

Na ścianie pokoju ks. Jana Maciejowskiego dojrzeć można jego zdjęcie sprzed pół wieku. – Kiedyś wszyscy byliśmy piękni i młodzi. Dzisiaj jesteśmy tylko piękni – śmieje się kapłan, wyświęcony w 1969 r. Pamięta z dzieciństwa ingres bp. Michała Klepacza w rodzinnym Głownie tuż po wojnie. Miał wówczas pięć lat. Z 44 jego kolegów z seminaryjnego rocznika żyje jeszcze kilku.

W modlitwie wspomina nie tylko ich, ale także swoich parafian: od Bolimowa i Bielawy po warszawskie parafie św. Zygmunta, św. Stanisława Kostki czy MB Wspomożycielki Wiernych na Chomiczówce. Bywa, że ci, dla których poświęcili życie, odwiedzają swoich dawnych duszpasterzy. Tydzień temu przyjechali całym autokarem do ks. Jana Byrskiego, który doprowadził do powstania kilku parafii z okolic Mińska Mazowieckiego. W Domu Księży Emerytów mieszka ponad 30 kapłanów. Z różnych diecezji, choć przed nowym podziałem administracyjnym z 1992 r. wszyscy pracowali w jednej diecezji – warszawskiej. Od kilku lat archidiecezja posiada własny Dom Księży Emerytów, w Kiełpinie. Ksiądz Jan Maciejowski mieszka w Otwocku od blisko 10 lat, ale ks. Michał Skibiński już ponad 20. Wieloletni duszpasterz osób głuchoniemych nie wygląda na swoje 96 lat. Dziarsko pomaga znacznie młodszym kapłanom. Nakłada zupę ks. Marianowi Marczewskiemu, dawnemu proboszczowi parafii św. Jakuba w Jadowie, wyświęconemu przez bp. Franciszka Jedwabskiego w czasie uwięzienia Prymasa Tysiąclecia. Ks. Marian, kolega kard. Józefa Glempa ze szkolnej i seminaryjnej ławy, gdy przychodzą lepsze dni, wspomina z ks. Janem Świerżewskim stare dzieje i kolejne parafie. Każdy z nich to żywa historia Kościoła, który przeszedł jak Mojżesz przez Morze Czerwone przez lata komunizmu. – A pamiętasz, jak ludzie w Rawie Mazowieckiej powiesili w stanie wojennym obok posterunku hasło „Pójdźcie do mnie, dzieci moje” podczas nawiedzenia ikony jasnogórskiej? – śmieją się w fotelach holu Domu Księży Emerytów. Jest pora obiadu. Dziś z kuchni pachnie potrawką z kurczaka. Na miejscu pracuje kilka osób świeckich i trzy siostry benedyktynki misjonarki. Ale w Otwocku, oprócz widoku sosen, uderza przede wszystkim cisza. Ksiądz Jan prowadzi na piętro, do kaplicy, w której codziennie rano wszyscy domownicy gromadzą się na Eucharystii. Każdy ma swój klęcznik. – Dobrze nam tutaj. To prawdziwe błogosławieństwo na starość, że każdy z nas może mieć własny kąt – przyznaje ks. Michał Skibiński. A tak dziwił się, że jako młody kapłan musiał płacić składkę na powstanie takiego domu i utrzymanie kapłanów na emeryturze. – Tu przynajmniej dla nikogo nie jesteśmy ciężarem – dodaje ks. Stanisław Wołosiewicz, który jest mieszkańcem domu w Otwocku od lipca 2017 r. Dziękuje Bogu, że dał mu piękne kapłańskie życie i pozwolił pracować w dwóch sanktuariach: Matki Bożej Hallerowskiej w Mińsku Mazowieckim i ostatnio Matki Bożej Różańcowej z koronowaną dzięki jego staraniom w 2015 r. figurą MB Fatimskiej. Ufundowali ją w latach 60. rodacy pozostający na emigracji w Hiszpanii i Portugalii. Każdy z ponad 30 emerytów ma za sobą długą kapłańską drogę. Czasem kilka, kilkanaście parafii, setki chrztów i błogosławionych małżeństw, tysiące penitentów w konfesjonałach i dziesiątki tysięcy wiernych, którzy słuchali ich niedzielnych homilii. Niektórzy, dotknięci chorobą, nie są już w stanie samodzielnie sprawować Mszy Świętych. Raz w tygodniu odwiedza ich lekarz, a codziennie rano i wieczorem – pielęgniarki, które pomagają dotrzeć do szpitala. Ale część księży, mimo wieku, wciąż może pomagać w duszpasterstwie w okolicznych parafiach. – Ten rok jest dla nas szczególnie trudny. Bóg wezwał do siebie aż siedmiu kapłanów – mówi ks. Aleksander Juszczuk, dyrektor domu, który pełni jednocześnie funkcję kapelana szpitala ortopedycznego im. prof. Adama Grucy w Otwocku. – To szczególna świątynia modlitwy, ofiarowanego cierpienia i dziękczynienia za powołania kapłańskie – mówi abp Henryk Hoser, który 14 listopada odwiedził księży emerytów z okazji nawiedzenia kopii obrazu MB Częstochowskiej. – Jesteśmy, ja też, raczej bliżej końca niż początku. Złożyłem już dymisję na ręce Ojca Świętego, więc podzielam wasze doświadczenie. To życie się skończy, ale byłoby ono nieznośne bez perspektywy życia wiecznego. Mądre przeżywanie życia kapłańskiego polega na tym, by nie widzieć go w kategoriach końca, ale nowego początku. Inaczej popadniemy w beznadziejność. Przeszliśmy wszystko, od zwątpienia do nadziei, od smutku po radość. Za te trudne momenty też dziękujemy, bo wypróbowały naszą wierność Kościołowi, Matce Bożej i Bogu samemu – mówi abp Hoser, który właśnie kończy 75 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama